poniedziałek, 31 października 2016

Hello Monday i o tym dlaczego kocham moją pracę.



       Odwiedziliście mnie już prawie 10 000 tysięcy razy! Zakładając bloga nie oczekiwałam tak dużego odzewu ze strony czytelników, tym bardziej moja radość i satysfakcja nie zna granic. Dziękuję za Waszą obecność kochani! Uwielbiam czytać Wasze komentarze, poznawać Was coraz bliżej i móc dzielić wiele dyskusji. Przepadłam kompletnie w blogowaniu, dzięki Wam.

       Blog rozwija się szybciej niż myślałam, stąd też przygotowałam nowy cykl Modeling, w którym odsłonię Wam rąbka tajemnicy o pracy modelki, opowiem jak wygląda ich życie i praca, a także obalę wiele utartych stereotypów, dotyczących tej branży. Zapraszam wszystkich ciekawskich!



       Nie ma lepszego dnia na post typu „Dlaczego kocham moja pracę?” , niż poniedziałek. Prawdopodobnie połowa społeczeństwa przeklina ten dzień tygodnia, z wielkim grymasem na twarzy podnosi się z łóżka i psuje dzień wszystkim dookoła. Dziwny stereotyp, że na pracę trzeba narzekać. Na szefa, na wypłatę, na godziny pracy, na monotonię, na koleżanki w biurze… wymieniać można w nieskończoność. Ja też narzekam. Uwierzcie mi, że ja również wiele razy ciskam cholerami na swoją pracę. Tym samym zawsze znajduję pozytywy, do kochania tego, co robię.



       Biorąc pod uwagę, że praca modelki jest kompletnie nieregularna, poniedziałki zaczynam od gdybania. Mogę spędzić około 9h w studio lub przenieść się na słoneczne wybrzeża, resorty i tajemnicze zakątki miast. Podróżowanie to ogromna zaleta mojej pracy! Mogę również wcielić się w rolę słodkiej dziewczyny, eleganckiej damy w kieckach od Korsa lub tej „idealnej” z magazynu. Nigdy nie wiem, co wydarzy się planie, jakich spotkam ludzi i na czym będzie polegał dany projekt. Właśnie to ułatwia mi przywitanie się z poniedziałkiem. Niespodzianki.

Codziennie pracuję z innymi ludźmi, dzięki temu  poznaję tak wiele unikatowych duszyczek. Wizażyści, styliści, fotografowie i cały sztab profesjonalistów, którzy obok pracy mają również własne rodziny, zmartwienia i marzenia. Uwielbiam każdego dnia wgłębiać się w tak wiele historii ludzkich, poznawać ich życie i obyczaje. To właśnie dzięki nim godziny w pracy przelewają mi się przez palce, a czas zdaje się uciekać tak szybko. Zgrana ekipa w pracy to podstawa. Już od samego rana wyczuwam z kim mam do czynienia i jaki dzień nadchodzi. Możemy spędzić całe 9 godzin rozmawiając, śmiejąc się i wygłupiając. Słuchamy wtedy muzyki, tańczymy, pijemy kawę… pracujemy. Marzenie!




       Oczywiście nie zawsze obijam się tak jak wspominałam powyżej. Miewam niewyobrażalnie ciężkie dni (o czym jeszcze napiszę w kolejnych postach), wtedy moim sprawdzonym sposobem jest całkowite oddanie się temu, co robię. Czuję się jak ryba w wodzie, pozując przed kamerą. Pochłaniają mnie  sesje zdjęciowe, w których muszę wykazać znajomość własnego ciała, a widoczne emocje są warunkiem do uchwycenia świetnego zdjęcia. Uwielbiam, kiedy ubrana w skarby najlepszych projektantów odkrywam własne oblicze przed kamerą i na pokazach mody.




W mojej głowie tworzą się wtedy intrygujące historie. Niczym kameleon przybieram postacie, które odzwierciedlają moje stylizacje. Silna i niezależna kobieta, elegancka dama, słodka nastolatka, kobieca w biżuterii, odważna w  garniturach i tysiące innych ról do zagrania. Zakochałam się w tej nutce tajemniczości i grania przed obiektywem.

       Jako modelka nieustannie przymierzam ubrania. Dłuższa sukienka czy krótsza? Szpilki czy botki? Koszula wpuszczona w spodnie, a może spódnica? Seksowna burza loków na głowie czy może lepiej postawić na odważniejszy charakter? Dzięki temu wiem, jakie ubrania leżą na mnie świetnie, a z których powinnam całkowicie zrezygnować. Co więcej! Sama nauczyłam się, jak komponować zawartość swojej szafy, a nowinki od znajomych wizażystek dość często wykorzystuję w życiu prywatnym. Wszystko mogę testować podczas pracy, a przy tym świetnie się bawić.






       Modeling zmienił również mój sposób odżywiania się. Tryb i wymogi mojej pracy sprawiły, że zaczęłam jeść o niebo lepiej. Dbam o zdrowe i regularne posiłki, analizuję jakie wartości odżywcze mają dane produkty, a aktywność fizyczna stała się dzienną rutyną. Uświadomiłam sobie, że zdrowe wybory, jakich dokonuję są inwestycją w moje zdrowie, bezcennym stylem życia, który pozwoli mi cieszyć się witalnością i dobrą kondycją w przyszłości.

      Dopieszczając ostatnie akapity w tym poście, wyglądam przez okno. Seul budzi się do życia, Koreańczycy wyjęli już swoje płaszcze i futra z szaf, dzieciaki biegną w pośpiechu do szkoły, a aromat kawy wydobywa się ze wszystkich kawiarenek. Zerkam ostatni raz w lusterko, owijam się szalem i biegnąc na castingi, mieszam się z tłumem ludzi.  

Czas zacząć Poniedziałek!

Owocnego tygodnia Kochani!


czwartek, 27 października 2016

#7 Miejsc na mapie, gdzie odkryłam siebie.




       Gdy po raz pierwszy w życiu wchodziłam na pokład samolotu nie spodziewałam się, że to właśnie tłoczne lotniska i metalowe ptaki staną się moim głównym środkiem transportu. W ciągu ostatnich 3 lat kilkakrotnie przemierzałam ocean, zwiedziłam mnóstwo krajów, a świat stał się jeszcze bardziej intrygujący. Mówi się, że Podróże kształcą i całkowicie się z tym zgadzam. Odwiedzone przeze mnie miejsca dały mi drogocenną lekcję życia. Dzisiaj wodzę palcem po mapie i wracam wspomnieniami do tych utartych już przeze mnie szlaków.  



 Odkrywając świat, odkrywam cząstkę siebie.



#1. Słoneczna Hiszpania

       Ten kraj ma wyjątkowe miejsce w moim sercu. Nie zliczę, ile już razy wracałam na hiszpańskie plaże i wdychałam morską bryzę. Tradycyjna paella, sangria i owoce morza to zapach mojej Hiszpanii. Zakochałam się i przepadłam zupełnie w tajemniczych urwiskach, krzyku mew, malutkich krabach biegających po rozgrzanym piasku, egzotycznym klimacie palm oraz przepięknym języku.
To miejsce, w którym miałam okazję poznać niesamowitych ludzi. Rodziny, które zdaje się całkowicie zapomniały o wyścigu szczurów i pogoni za pieniądzem. Żyją w pięknym zwolnionym tempie, gdzie mają czas na kawę z przyjaciółmi, spotkania rodzinne lub typową popołudniową drzemkę, czyli siestę. Cieszą się każdym dniem i doceniają najmniejsze momenty życia codziennego. Nade wszystko cenią sobie otwartość do innych, ciepło i życzliwość. Myślę, że to właśnie u boku tych ludzi przełamywałam bariery nieśmiałości, a moja introwertyczna dusza otwierała się z uśmiechem na coraz szerszy świat i dobro.




 Czuj się wolna – to myśl, która nieustannie towarzyszy mi podczas pobytu w tym kraju. Ludzie wydają się tak życzliwi i tolerancyjni w stosunku do siebie nawzajem. Zapomina się o myślach: „Nie wypada!” , „Co sobie pomyślą?”  Po prostu żyj!  Rozmawiaj z ludźmi dookoła (gadatliwość to cecha wrodzona Hiszpanów), delektuj się słońcem i nie martw się na zapas.

Nauka dla mnie: Ciesz się każdą chwilą! Przekazuj szczery uśmiech ludziom dookoła- to uskrzydla.  


#2. Starożytna Grecja

       Przez miesiąc przyszło mi również żyć w historycznych Atenach. Nie oczekiwałam, że Grecja aż tak mnie zauroczy! Specyficzne miejsce, które od najmłodszych lat oglądałam w podręcznikach i telewizji, a tu nagle stanęłam przed Acropolis i z szeroko otwartymi oczami nie mogłam uwierzyć, że to wszystko przetrwało setki lat. Całej magii dodawały starożytne budowle i wąskie greckie uliczki skąpane słońcem.
Lecąc do kulejącej finansowo i przeżywającej wieloletni kryzys Grecji spodziewałam się spotkać tam ponurych i skąpych ludzi, zmęczonych życiem i pracą. Jakże wielkie było moje zdumienie!





Otwartość i życzliwość to cechy, które ma chyba każdy mieszkaniec Grecji. Ciepło bijące z ich oczu sprawia, że ochota na poznanie tego kraju bliżej szalenie wzrasta. Mimo problemów finansowych i gospodarczych Grecy cieszą się tym, co mają. Życie nauczyło ich, że pieniądze nie mają żadnej wartości, przecież można stracić je w każdej chwili. Szczęście znajdują w rozmowie z ludźmi, uśmiechu przechodnia i promieniach słońca oraz na plażach, którymi szczycą się greckie wybrzeża.

Nauka dla mnie:  Najbardziej wartościowe rzeczy nie mają ceny.

#3. Paryż

       Świat paryskiego modelingu pochłonął mnie doszczętnie.

Nauka dla mnie: Pewność siebie to warunek do sukcesu i szczęśliwego życia.





#4. Taipei

       O tym dlaczego to miejsce podbiło moje serce pisałam tutaj ( Taipei- mój drugi dom.) i tutaj (Co warto zobaczyć w Taipei)
Ten wyjątkowy kraj pokazał mi, że język kultura i tradycja nie są w stanie podzielić ludzi, którzy w głębi serca pragną bliskości i przyjaźni. W celu porozumienia próbowałam każdego sposobu od łamanej jeszcze w tych czasach angielszczyzny po gestykulację, niczym język migowy. Pamiętam jak niezdarnie kupowałam owoce na lokalnych bazarkach. Kobieta swoje, po chińsku, a ja swoje- po polsku z początkującym angielskim. O zgrozo!




Wtedy odkryłam język ciała. Zaczęłam znacznie uważniej obserwować gesty, ruchy i emocje ludzkie. Opanowałam do perfekcji rozumienie obcego mi języka mimo, że nie znałam pojedynczego słowa. Zaczęłam rozumieć znacznie więcej Tajwańczyków poprzez pilną obserwację ruchu brwi, wyrazu oczu oraz wsłuchując się w tembr głosu. Stało się to warunkiem dogadania się z obcokrajowcem.

Nauka dla mnie: Wszyscy mówimy w tym samym języku. Jest to język ciała.   
  

#5. Manila

       Miejsce, gdzie pierwszy raz zetknęłam się z przerażającą biedą. Widziałam stertę podartych materacy i zmontowanych kuchni ze złamanych kawałków drewna, służących jako mieszkanie ludzi pod mostem. Odwiedziłam obszary, w których nagie i głodne dzieci błagały o jedzenie, a oczy ich matek pełne były rozdzierającego smutku i bezradności.



Trzęsienia ziemi, powodzie i tajfuny nawiedzają Filipiny kilka razy w ciągu roku. Mieszkańcy kilkakrotnie odbudowują swoje domy i przygotowują się na kolejne katastrofy. Mimo wszystko są to ludzie głęboko wierzący, życzliwi i pomocni. Cieszą się dniem dzisiejszym, a swoją wdzięczność wyrażają w prostych gestach, jak pomoc innym, ciepły uśmiech i dobre słowo. Niektórzy z nich nie mają wiele, ale dzielą się z innymi.

Nauka dla mnie: Zawsze doceniaj to, co masz. Wyrażaj wdzięczność i pomagaj potrzebującym.


#6. Dżakarta




       Stolica Indonezji, a tym samym najgorsze miejsce, gdzie byłam. Zanieczyszczenia, częste zatrucia pokarmowe oraz kilometrowe korki, w których nie raz utknęłam na kilka godzin, nauczyły mnie ogromnej cierpliwości i walki o swoje prawa. Miejsce wymagało ode mnie szeroko otwartych oczu na dosłownie wszystko. Kradzieże, zakłamani taksówkarze, przechodnie, którzy czasem nie chcieli tolerować widoku Europejki spacerującej po ich ulicach (problem muzułmanów). Moja osobista walka o przetrwanie.

Nauka dla mnie: Głośne wypowiadanie tego, czego oczekuję lub nie akceptuję. Walka o swoje prawa, lecz w kulturalny i pełen szacunku sposób.

#7. Bali

       Moja magiczna wyspa Bali, o której wspominałam tutaj, nauczyła mnie, że życie w zgodzie z naturą daje największe szczęście człowiekowi. Wsłuchiwanie się w śpiew ptaków, podziwianie błękitu nieba i zlewającej się linii horyzontu z tonącym słońcem jest najlepszym lekarstwem na stres. To miejsce uświadomiło mi, że każdy z nas doskonale wie, czego pragnie, ma swoje marzenia i wyśnioną przyszłość. Dusi to głęboko w sobie, zabiegany pomiędzy pracą, pieniędzmi i naśladowaniem innych. Jedyne co musi zrobić, aby to osiągnąć to wsłuchać się we własne wnętrze. Zero ulegania dyktaturom innych, życia według utartych, niepasujących stereotypów i podążania za masą ludzi. Bali nauczyła mnie jak słuchać własnych pragnień, odczytywać emocje i podążać swoim wymarzonym szlakiem.




A Ty? Czy masz swoje wyjątkowe miejsce, dzięki którym odkryłaś cząstkę siebie?
Z przyjemnością o tym poczytam !


       Na koniec chciałabym, abyście to Wy kochani pomogli mi w wyborze! Piszcie w komentarzach, które z miejsc zaciekawiło Was najbardziej i o jakim zakątku świata chcielibyście przeczytać szczegółowo!
  Do wyboru  jest 7 powyższych miejsc jak również: Włochy, Turcja, Malezja. Dajcie znać, które z tych miejsc intryguje Was najbardziej!




niedziela, 23 października 2016

Życie towarzyskie Koreańczyków- Riverside w Seulu



       Dumnie rozciąga się przez Seul, pokonuje około 27 mostów, a jej długość to 514 km. Swoje ujście ma w Morzu Żółtym, a całą drogę przebywa olśniewając swoim blaskiem. Zapiera dech w piersiach każdego z  przechodniów. Nie sposób jest po prostu do niej przywyknąć, rzeka Han zachwyca bezustannie. Zdobiona szerokim brzegiem, bujnie obrośniętym roślinnością, drzewa pochylają się ku niej, jak gdyby oddawały pokłon, a kwiaty dodają uroku różnorodnością kolorów. 
Za dawnych czasów rzeka Han była głównym szlakiem handlowym. Obecnie stanowi jedną z najbardziej malowniczych atrakcji Seulu. Stała się ulubionym miejscem Koreańczyków do spędzania wolnego czasu.



       Rzeka skarbem dla mieszkańców


       Han oblegana jest szczególnie w weekendy, kiedy Koreańczycy wolni od pracy, udają się na wypoczynek. Wybrzeże rzeki ma tak wiele atrakcji, że każdy znajdzie coś dla siebie. Rodzice z gromadką dzieci, przyjaciele, sportowcy, a także romantycy. Przyroda otwiera swoje ramiona i zaprasza oryginalnością i różnorodnością.
Aby łatwiej zobrazować jak wielki obszar rozmaitych atrakcji posiada rzeka Han podzieliłam ją na kilka stref.

       Strefa rodzinna.

      
       Spacerując brzegiem rzeki można zauważyć dziesiątki rozstawionych namiotów, wypchanych poduszkami i ciepłymi kocami. Najczęściej raczkują tam małe pociechy, bawiąc się i poznając świat dookoła. Koreańczycy nie patyczkują się z małymi kocykami i posiłkami przygotowanymi w domu. Przyjeżdżają na łono natury, aby spędzić tu cały dzień. Łącznie z przygotowywaniem posiłków. Przywożą ze sobą, leżaki, małe stoliki, gry planszowe i piłki, aby aktywnie spędzać czas na świeżym powietrzu. Można zaobserwować typowy wolny dzień Koreańczyka, kiedy to mama przygotowuje obiad na rozstawionym stole lub parzy herbatę, a dzieci grają w baseball z resztą rodziny. Idealny obrazek w idealnym miejscu! 




                      

                        

       Strefa dla przyjaciół.


       Grupy przyjaciół również znajdą miejsce dla siebie. Długie wieczory, a nawet noce wypełnione są głośnym śmiechem i muzyką, dobiegającą z przenośnych głośników. Rozbawiona młodzież spędza swój wolny czas, leniuchując na rozłożonych na trawie kocach, grając w różnego rodzaju gry. Nie zauważyłam, aby to pokolenie okazywało chęci do przyrządzania posiłków, stąd też dookoła nich rozstawione są ogromne pudełka pizzy. Do tego kulturalne piwo i zabawa gwarantowana!

       Dla miłośników pubów polecam Halago. To ogromny statek zacumowany przy brzegu rzeki, posiadający na swoim pokładzie rozmaite restauracje i puby. Klimaty są zaskakujące! Spacerując po Halago można spróbować tradycyjne koreańskie potrawy, zjeść japońskie sushi, hiszpańską paelle oraz napić się niemieckiego piwa. Statek jest dwupiętrowy z możliwością wyboru stolika na zewnątrz. Widok zachodu słońca i wysokich, oświetlanych mostów dookoła tworzy niewyobrażalnie magiczną atmosferę!









       Spotkania miłośników psów.


       Zabawnym przedstawieniem są spotkania miłośników zwierząt. Właściciele ucinają sobie pogawędki ze znajomymi, podczas gdy ich pupile biegają po trawie lub warczą na innych. Koreańczycy wręcz ubóstwiają swoje pociechy! Noszą je w torebkach, naśladując trend Paris Hilton, ubierają w dziwaczne sukienki, kurteczki i buty. Mają oni swoje auta ( specjalne wózki dla psów ), własnych fryzjerów, o czym świadczą pomalowane uszy i ogony. Rewia mody trwa nawet dla czworonogów!

       Strefa sportowa.


       Dla osób stawiających na aktywność fizyczną rzeka Han niewątpliwie zostanie okrzyknięta rajem. Wzdłuż brzegu rozciąga się kilometrowa ścieżka rowerowa, którą każdego dnia przemierza tysiące kolaży i biegaczy. Na świeżym powietrzu ustawione są również siłownie, które szczycą się obecnością ludzi o różnym wieku. Największy uśmiech na mojej twarzy wywołują staruszkowie, którzy zawzięcie walczą z uciekającym czasem, dbając o kondycję i zdrowy wygląd.
Miłośnicy sportu mogą oddawać się emocjom na kortach tenisowych lub boisku do gry w koszykówkę.



      

       Strefa dla zakochanych.


       Chyba nie ma nic bardziej romantycznego, niż spacer brzegiem rzeki z ukochaną osobą. Zachodzące słońce, tańczące na wodzie światła miasta i kolacja pod gwiazdami. Bardzo często można zauważyć przyrządzone kolacje na małych stolikach. Pary siedzą po turecku na trawie wyłożonej poduszkami, opatulają się szczelnie kocami, a blask świeczek rozświetla ich rozmarzone twarze.




Najbardziej oryginalna para, którą spotkałam nad rzeką, przygotowała swój prywatny piknik w bagażniku ogromnego auta. Cały tył wyłożony był ciepłymi kocami i poduszkami, a zakochani urządzili sobie spektakl spadających gwiazd. Na parkingu, siedząc w bagażniku luksusowego auta. Koreański styl.

       Nowoczesną formą rozrywki dla zakochanych są Floating Island. Architektura wzniesiona na falach rzeki, gdzie mieści się esencja kultury i rozrywki. Są tam wystawy galerii sztuki, teatr i eleganckie restauracje. Dźwięk kieliszków od szampana idealnie komponuje się z muzyką koncertów na żywo.  

Świetną atrakcją są małe łódki rozproszone po falach rzeki Han. Zakochani kołyszą się w rytm muzyki, oddalając się coraz dalej od tłocznego brzegu i zmieszanych odgłosów. Światła miasta tańczą na wodzie, a oni zostają sam na sam z obliczem tak wspaniałej przyrody.






      

       Idzie się zakochać!



środa, 19 października 2016

Spróbuj własnej domowej zooterapii!




       Hej kochani!

       Dzisiejszy post kompletnie z innej beczki. Kto by pomyślał, że moją inspiracją okaże się kot. Dokładnie. Kot. Białoszary, a nawet srebrny. Mruczący, ocierający się o moje nogi z sennym wyrazem na kociej twarzy. Właśnie ten bohater stał się efektem moich przemyśleń.



       Poznaliśmy się w studio fotograficznym o wczesnym piątkowym poranku. Oboje zbyt senni na rozpoczęcie pracy, grzaliśmy się leniwie przy kaloryferze. Fryzjerka katowała moje włosy prostownicą na przemian z lokówką, a ja odlatywałam w inny świat. Niezupełnie pamiętam czy był to sen, czy moje życie i tysiące myśli, które towarzyszą mi każdego dnia. Co mam do załatwienia po pracy, jak ogarnąć wizę, gdzie znajdę się za 2 miesiące i czy będzie to zima, czy może grudniowe lato na innym kontynencie? Co myśli moja wizażystka i dlaczego fotograf wygląda dzisiaj jakoś tak smętnie?

Niespodziewanie przed lustrem obok mnie pojawił się kot. Jak gdyby nigdy nic rozłożył się wygodnie obok pędzelków i pozostałych akcesoriów, zamknął oczy, aby po kilku sekundach znów je otworzyć i pilnować wszystkich dookoła. Przez chwilę miałam mieszane odczucia- Czy obserwuję sierściucha, czy to raczej ja jestem obserwowana!? W dziwnym skupieniu przyglądaliśmy się sobie nawzajem. Obserwowałam ruch klatki piersiowej z każdym jego oddechem, uroczy ogon ruszający się na wszystkie strony, słodkie ziewania i mycie łapek. Oczy zwierzęcia były tak łagodne i przyjazne. Wszystkie moje zmartwienia, troski i cała masa rozkojarzonych myśli nagle gdzieś zniknęła. Mój oddech zwolnił, ciało znacznie się rozluźniło. Miałam ochotę pogłaskać kociaka, uśmiechem podziękować za podarowany mi spokój. Tyle dobra!

       O co chodzi w Zooterapii?


       Jest to nowoczesny sposób terapii, gdzie główną rolę odgrywa relacja człowiek- zwierzę. Czas, kiedy dzieci, a nawet dorośli mogą bawić się z pupilem, głaskać, przytulać i poznawać. Czworonożny przyjaciel pozytywnie wpływa na stan zdrowia pacjenta z zaburzeniami psychicznymi, nowotworem lub przewlekłą chorobą serca. Kontakt ze zwierzęciem sprawia, że człowiek relaksuje się, zapomina o bólu i kłopotach, a jego ciało wydziela endorfiny, które niewątpliwie dodają sił i determinacji do walk z chorobą. Podczas terapii pacjent uczy się budować emocjonalną więź ze zwierzęciem, co daje mu poczucie bezpieczeństwa. W końcu to zwierzęta potrafią bezinteresownie kochać i  w pełni akceptować ludzi.   



       Tym samym teleportuję się do rodzinnego domu, do puszystego dywanu, na którym zawsze bawię się z moim pupilem. Wspomnieniami wracam do małej, czarnej kulki leniwie przytulającej się do mojej szyi. Roześmiane wielkie oczy i merdający ogon na znak, że cieszy się moją obecnością. Odprężający dotyk wyszczotkowanych włosów psa, moje dłonie zatapiające się w ciepłe i okrągłe ciało czworonożnego przyjaciela. Moja własna domowa Zooterapia.





"Jedynym całkowicie bezinteresownym przyjacielem, którego można mieć na tym interesownym świecie, takim, który nigdy go nie opuści, nigdy nie okaże się niewdzięcznym lub zdradzieckim, jest pies… Pocałuje rękę, która nie będzie mogła mu dać jeść, wyliże rany odniesione w starciu z brutalnością świata… Kiedy wszyscy inni przyjaciele odejdą, on pozostanie" – George G. Vest


       Większość z nas dzieli swoje życie codzienne z czworonogami. Niewątpliwie wnoszą one wiele radości do naszych domów. Każdego dnia merdają ogonami, gdy wracamy z pracy lub mruczą uspokajająco, przytulając się do nas. Jak błogo! Czy potrafimy docenić skarb, jaki mamy?

A Ty? Czy masz swojego domowego pupila? W jaki sposób cieszysz się jego obecnością? W czym pomaga Ci najbardziej?


sobota, 15 października 2016

Korea Północna- jak trafiłam na granice innego świata.



       Tego dnia przyszło mi wstać wcześniej niż zazwyczaj. Gdy alarm zadzwonił o przeraźliwie ciemnym i zimnym poranku przeklinałam w duchu mojego managera. – „Kto wymyślił casting tak wcześnie?!?” Z westchnieniem podniosłam się z łóżka i najszczelniej jak mogłam owinęłam się w olbrzymi koc. Dzień dobry urokliwa Pani Jesień!


       Kilka minut później rozsiadłam się wygodnie w samochodzie i oddałam przytulnemu kołysaniu oraz pomrukiwaniu silnika. Krajobrazy zmieniały się, niczym slajdy na szybie. Wieżowce, pnące się ku niebu, małe domki skromnie posadzone między ciasnymi uliczkami, olbrzymie korki uliczne, biegający w pośpiechu ludzie. Przemierzyłam już słynna rzekę Han, a w tym kilka innych mostów i wiaduktów, ( Seul jest zdecydowanie miastem mostów) podziwiałam wspaniale wznoszące się ku górze ptaki. W rytm spokojnej muzyki Jason Mraz, zatapiałam się w nieskazitelnie czystym niebie i promieniach słońca tańczących na falach rzeki. Miasto idealne…




       -„ Gdzie tak właściwie jedziemy?”- wystrzeliłam z pytaniem, gdy tylko zorientowałam się, że kierujemy się ku wyjazdowi ze stolicy. Odpowiedź wywarła na mnie wielkie zaskoczenie, a zimny dreszcz przebiegł po moim ciele. – „ Do granicy Korei Północnej. Zobaczysz.”… więc patrzyłam. Z szeroko otwartymi oczami, aby nie przegapić żadnego szczegółu. Nagle zniknęły drapacze chmur i bogato zdobiona architektura miasta, zanotowałam, że nawet drażniące reklamy i bilbordy ulotniły się za górami.  Autostrada i samochody- to wszystko co widziałam do momentu, gdy po mojej lewej stronie zaczął rozciągać się ogromny drut kolczasty. Korea Północna. Mknąc wzdłuż niekończącej się linii wyczuwałam dziwnie napiętą atmosferę. Co kilka kilometrów ustawione były budki z uzbrojonymi żołnierzami. Punkty obserwacyjne skierowane w stronę granicy obu państw. Pole minowe znajdujące się zaledwie kilkanaście kilometrów ode mnie! Strefa zdemilitaryzowana.   





       Wszyscy uczyliśmy się historii. Wojna koreańska możliwe była zmorą wielu uczniów. O co?  Z kim? W jakim celu? Mogę się również założyć, że w szkolnych murach mieszanie Korei Północnej z Południowej było na porządku dziennym!
25 czerwca 1950 r. o 4 rano Korea Północna atakuje Koreę Południową. Niezgodność poglądów i interesów sprawia, że życie tracą niewinni ludzie, a wojna trwa w najlepsze kolejne lata 1950-1953. Należy jednak zauważyć, że obie Koree od formalnego zakończenia wojny nie podpisały traktatu pokojowego. (Po szczegóły historyczne odsyłam do podręczników i kochanego Google). Wszystko trwa do dziś… W dziwnym zawieszeniu.  

Sytuacja okiem współczesnej Korei Południowej:


       Zafascynowana, a także lekko przerażona rozpoczęłam wywiad z moim managerem. Urodził się i wychował w Seulu, więc znał odpowiedź praktycznie na wszystkie pytania. Oto fakty, które zebrałam:

  • Służba wojskowa jest obowiązkowa dla każdego mężczyzny. Trwa 2 lata.                                                                                                                                                                          
  • Podczas służby wojskowej żołnierze mieszkają w strefie zdemilitaryzowanej.                                                                                                                                                                               
  • Mapy Google w Korei Południowej są zablokowane! W ten sposób państwo chroni swoich mieszkańców przed Koreą Północną.                                                                                                                                                                                     
  • Korea Północna czerpie wszystkie produkty ze swoich terenów. Jedzą oni ubogo i jednolicie- zazwyczaj zupy i makarony.                                                                                                                                                                                                   
  • Najpotężniejszą inwestycją Korei Północnej jest wojsko.                                                                                                               
  • Krąży przekonanie, że Rosja, Iran lub Chiny wspierają Koreę Północną jednak nie jest to udowodnione.                                                                                                                                                                                                                                     
  • Korea Północna to państwo, gdzie ludzie żyją w niewiedzy, niewoli i braku możliwości wyboru. Szczegółowo możesz poczytać o tym na blogu Roksany




       Podczas gdy ja przymierzałam ubrania i prezentowałam swoje portfolio, „normalne” życie toczyło się za granicami. Ludzie w Korei Północnej zaczynali swój dzień, szli do szkoły, przygotowywali posiłki. W niewiedzy pracowali dla państwa, słuchali zakłamanych informacji i poddawali się manipulacji. Życie biegło, jak niczym niezmącona sielanka. Starałam się  wyobrazić jak naprawdę wygląda ich życie. Czy są szczęśliwi? Czy są świadomi? Czy gdyby mogli, wybraliby życie w innym państwie? Czy mogą odkrywać świat i czuć się wolni?


W tym miejscu tylko ptaki zdawały się być wolne, balansując między granicami…



wtorek, 11 października 2016

#15 ciekawostek o Koreańczykach.



       To już ponad miesiąc od kiedy wylądowałam w Korei Południowej. Moje dni tutaj umykają w zawrotnym tempie i nawet nie zdążyłam złapać momentu, w którym przywykłam do życia w Seulu. Każdego dnia poznaję obyczaje mieszkańców, ich styl życia, a także upodobania. Wiele rzeczy nagle przestało mnie już dziwić i stało się normą podczas codziennej obecności wśród Azjatów. Jakkolwiek dostrzegam, że Koreańczycy znacznie różnią się od swoich sąsiadów. 


       Oto fakty, które zanotowałam:

  

  1.  Wiek liczą od dnia poczęcia, nie narodzin. Do daty urodzin dodawane jest 9 miesięcy. To sprawia, że w Korei jestem starsza praktycznie o rok! (Nie jestem pewna czy działa to na moja korzyść).                                                          
  2.  Uwielbiają operacje plastyczne ( pisałam o tym tutaj.)                                                                                                                 
  3.  Raczą się dużymi dawkami alkoholu, lecz unikają innych używek. Narkotyki są tutaj zbyt drogie, aby zagubieni ludzie mogli eksperymentować. I całe szczęście.                                                                                                                             
  4.  Są odporni na pikantne. Kiedy moje oczy łzawią, twarz robi się czerwona, jak pomidor i mam wrażenie, że zionę ogniem na wszystkie strony w poszukiwaniu wody, oni uśmiechają się z niewinną minką.                                                                                                                                                                                                                                                                 
  5.  Stara tradycja mówi, że gdy Koreańczyk zakłada swój własny biznes lub działalność w dniu otwarcia należy umieścić przy drzwiach głowę świni i dary. Mają one przynieść szczęście i bogactwa.                                                  
  6.  Mają przeraźliwie długie  reklamy telewizyjne i tysiące irytujących banerów skaczących po stronach internetowych.                                                                                                                                                                                         
  7.  Są najwyższymi Azjatami.                                                                                                                                                                   
  8.  Panuje przekonanie, że liczba 4 przynosi pecha, stąd  też w wielu windach cyfra ta jest pominięta.                                 
  9.  Mężczyźni mają obowiązek odbycia służby wojskowej, trwającej 2 lata.                                                                             
  10.  Podczas spotkań towarzyskich najmłodszy z grupy serwuje drinki.                                                                               
  11.  Swoim wyszukanym ubiorem zawstydzą niejedną stylistkę lub top fashion bloger.                                                                                                                                                            
  12.  Starają się być perfekcyjni w tym, co robią.                                                                                                                                     
  13.  W ich życiu rządzi marka Samsung. Ten znak fabryczny króluje  na telefonach, lodówkach, odkurzaczach, dosłownie wszędzie.                                                                                                                                                                               
  14.  Co trzeci Koreańczyk jest chrześcijaninem.                                                                                                                                     
  15.  Prowadzą dostatnie życie i pozwalają sobie na zakup najnowszych technologii, modeli aut, a także kolekcji prosto z wybiegów mody.




       Uśmiecham się na myśl, że mam kolejne 2 miesiące na odkrywanie tej części świata!

Który fakt zaskoczył Was najbardziej?
A może chcecie podzielić się innymi ciekawostkami o Koreańczykach?

Do zobaczenia w komentarzach!