niedziela, 26 lutego 2017

Luty pod lupą




        Najkrótszy miesiąc w roku właśnie dobiega końca i chyba jestem mu bardzo wdzięczna, że miał dla mnie tylko 28 dni. Jest to moja świetna wymówka za brak systematyczności na siłowni, za wiele dni ze słodkościami na talerzyku oraz za zakurzone materiały do nauki języka hiszpańskiego. Luty zrobił mi psikusa i zwyczajnie się skurczył! Mimo to, podarował mi również przepiękne momenty, o których opowiem Wam w cyklu Miesiąc pod lupą.





       Luty spędziłam w Korei Południowej i nawet na krok nie ruszyłam się miasta. Seul pochłonął mnie wraz z szybkim tempem, tłokiem na ulicach oraz przemieszczaniem się na kolejne castingi lub sesje zdjęciowe. Ze względu na zimową aurę odłożyłam na bok wszelkie turystyczne plany. Udało mi się jedynie zwiedzić Muzeum Wojska Koreańskiego, co było niesamowitym przeżyciem! Bogata historia kraju, tradycja i patriotyzm zdawały się wypełniać ogromne pomieszczenia  zaopatrzone w czołgi, samoloty oraz przedmioty z wojennych czasów. Zdecydowanie poświęcę temu miejscu oddzielny post.




        Przez kolejne zimowe dni zamykałam się w domu z laptopem, pisząc dla Was. Wolne chwile umilałam sobie nowościami kina, odkrywaniem uroczych kawiarenek (moje kawowe uzależnienie nadal jest jak najbardziej aktywne) oraz błogim lenistwem u boku mojej drugiej połówki.





Zawodowo


       Luty okazał się dość pracowitym miesiącem pod względem częstej obecności na siłowni (jakkolwiek nadal pracuję nad systematycznością), pracy jako modelka oraz częstszego blogowania. W tym miesiącu udało mi się zrobić kolejne dwa wspaniałe projekty, gdzie o jednym z nich możecie przeczytać tutaj (Moja pierwsza praca dla Pumy i wiosenne plany). Najwspanialszym zleceniem była również praca dla nowej linii kosmetyków Elroel. Już niedługo zamierzam zabrać Was na kulisy nagrania. Pozostańcie czujni!  






       Blogowo udzielałam się znacznie częściej i z wielką pasją tworzyłam nowe teksty, co ma odzwierciedlenie w Waszych częstych wizytach na moim blogu oraz nowym gronie Czytelników. Gorąco witam Was na Paulina G Lifestyle i dziękuję Wam kochani  za aktywność i wspólne tworzenie tego miejsca.

       W tym miesiącu pojawiło się na blogu 7 wpisów, z czego najbardziej lubiane to:



Jeśli przegapiłaś, któryś z nich zachęcam do nadrobienia zaległości!

Sielankowo


       Soboty spędzałam w nowo okrytym przeze mnie barze Local Buble, gdzie urzekły mnie hiszpańskie tapas, świetna atmosfera oraz fenomenalna gra w rzucanie lotek do tarczy. Tutaj muszę wspomnieć, że pewnego sobotniego wieczoru właściciel baru zaproponował mi pojedynek, wygrany stawiał piwo. Zazwyczaj nie piję alkoholu, więc nie walczyłam zaciekle o nagrodę, jednak sama myśl o wygranej napędzała we mnie ducha walki. Trudno w to uwierzyć, ale wygrałam piwo! Kufel pieniącego się napoju pełnego bąbelek i dziwnego smaku. Jakkolwiek rozpierała mnie duma! Na jednej walce w rzucaniu do tarczy na pewno się nie skończy!




       Jak w każdym miesiącu siódmego dnia świętujemy z moją drugą połówką miesięcznice związku. W styczniu był to weekend w Polonia Palace Hotel, a w lutym wybraliśmy się na kawę i ciacho. Godzinami rozmawialiśmy, śmiejąc się i słuchając ulubionej muzyki jazz w tle. W ramach urozmaicenia czasu stworzyliśmy własne życiowe listy, które na obecną chwilę zostaną tajemnicą. Obiecuję, że w najbliższych miesiącach włączę Was do grona wtajemniczonych.

       Delektowaliśmy się również promieniami słońca, spacerując brzegiem popularnej rzeki Hanok w Seulu. Załapaliśmy się także na fenomenalne przedstawienie zatapiającej się złotej kuli w tafli wody. Czy można prosić o większy romantyzm Małych Rzeczy?




Zakupy


       Luty dopadł  się również do portfela i w tym miesiącu miałam dość spory, nieoczekiwany wydatek. Zmuszona byłam kupić nowy komputer, gdyż mój pięcioletni staruszek nie wytrzymał presji, jaką wywierało na nim moje blogowanie i codzienna praca. Przepracowany po wielu latach odszedł na emeryturę, a ja zdezorientowana poszukiwałam nowego cuda. A oto i ono! Nowy nabytek spisuje się doskonale, a ja z jeszcze większym entuzjazmem podeszłam do pisania i blogowania.





       Kosmetyczna miłość z InnisFree nadal trwa, stąd też w ostatnich dniach zaopatrzyłam się w piankę do mycia twarzy oraz nowy krem pod oczy. Pachną wspaniale, wyglądają uroczo, a o tym, jak się sprawują przekonam się już niedługo.

4 najlepsze zdjęcie lutego


       Wybrane przez Was zdjęcia z mojego instagrama G_Pauli 





W kilku słowach i zdjęciach przedstawiłam Wam mój miesiąc.
 Czekam na zdanie Waszych relacji! Co przyniósł Wam luty?

Ściskam! 




środa, 22 lutego 2017

Jak widzą Polaków obcokrajowcy?



       Zazwyczaj staram się unikać stereotypów i wrzucania wszystkich do jednego worka. To, że Hiszpanie są kochliwi, Francuzi romantyczni, a wszystkie Koreanki mają przepiękne cery to czyste generalizowanie ludzi. Znam Hiszpanów wiernych przez całe życie, poznałam mieszkańców miasta miłości, którym daleko od romantycznych ballad i kolacji przy świecach, natomiast nie każda Koreanka fascynuje się ostatnim szałem na kosmetyki. Lubię kierować się myślą, że każdy człowiek jest zupełnie wyjątkowy i nie ma znaczenia skąd pochodzi. Mimo wszystko istnieją utarte stereotypy narodowe, o których dzisiaj zamierzam Wam opowiedzieć. Podróżuję dookoła świata, a mieszkanie bardzo często dzielę z ludźmi z kompletnie różnych stron świata. Chcecie dowiedzieć się jakie opinie krążą o Polakach?





Wódka i przekleństwa



        Zacznę od tych negatywnych stron, których ku naszemu szczęściu nie jest tak wiele. Wszyscy obcokrajowcy, których spotkałam doskonale wiedzą, że Polska to kraj obficie płynący w bardzo mocny alkohol. Kręcą głowami z niedowierzaniem i lekką fascynacją o naszych dobrych głowach do picia. Co więcej, Polacy bardzo często uczą cudzoziemców wulgaryzmów. Nawet mój chłopak o hiszpańskiej narodowości padł ofiarą lekcji o niecenzuralnych słowach,których próbowała nauczyć go moja znajoma Polka. Oczywiście dość szybko wykreśliłam te zwroty ze słownika i zastąpiłam je zwyczajnym: „Cześć, jak się masz?”, przez który wszyscy tak uroczo łamią sobie język.


Mistrzowie języków



       Skoro mowa o językach to polski znajduje się na liście jednych z najtrudniejszych języków świata! Polacy słyną również z dobrej znajomości języków obcych, za co wielkie brawa dla nas! Osobiście mogę potwierdzić, że dookoła świata spotykam wielu rodaków i każdy z nich świetnie radzi sobie z komunikacją. Budowa naszego aparatu mowy jest tak doskonale wyćwiczona, że nie mamy problemu z nauką języka i naśladowaniem poszczególnych akcentów.




Nauka



       Idąc tropem nauki Polska postrzegana jest jako dobrze wykształcony naród. Uniwersytety chwalone są za świetną edukację i przekazywanie wiedzy. W restauracjach, kawiarniach czy na ulicach zawsze znajdzie się kilka osób, które skłonne są pomóc lub wytłumaczyć coś zagranicznym turystom.

       Obcokrajowcy zauważają również polską wytrwałość w dążeniu co celów oraz ambitne podejście do pracy i kariery zawodowej. Wyrobiliśmy sobie opinię ludzi pracowitych i skupionych na sukcesach oraz spełnianiu marzeń. Szczyt motywacji!


Gościnność i bliskość



       Każdy, kto odwiedził Polskę chociaż raz przyzna z uśmiechem na twarzy, że przyjęto go jak króla. Suto zastawione stoły, namawianie na kolejny kawałek ciasta, herbatki lub kawki, a może głodny czy nie, przygotuję coś pysznego. Mimo że polska kuchnia nie jest doceniania na granicą, większość głaszcze się po brzuchu z rozmarzeniem. Największą sławą cieszą się pierogi i to właśnie o to danie pytają mnie najczęściej moi znajomi.




       W Azji panuje również przekonanie, że skoro u nich jada się ryż to w Polsce... ziemniaki! Bardzo często Azjaci przyglądają mi się z zaciekawieniem, podczas gdy ja pałaszuję ryż. Są bowiem pewni, że w Polsce zazwyczaj nie jada się ryżu.

       Kuchnia pełna zapachów, stół uginający się od jedzenia, więc potrzeba ludzi! Cudzoziemców urzeka polska rodzinność i głęboka więź między członkami domowego gniazda. Nikogo już nie dziwi, że święta Bożego Narodzenia w polskim domu to obowiązek, a obiadki u mamy to czysta tradycja.


Bez kija nie podchodź



       Tutaj niestety muszę wspomnieć, że Polacy mają opinię ludzi zamkniętych dla otoczenia i zimnych. Nasza mowa ciała zazwyczaj daje wyraźny sygnał „Zachowaj odstęp” co oznacza, że nie jesteśmy wylewni uczuciowo, nie mamy ochoty na całusy na przywitanie lub uściski na „Do zobaczenia”. To chyba irytująca cecha dla obcokrajowców, zwłaszcza z tak gorącym temperamentem jak Hiszpanie, Włosi i Brazylijczycy. Poprzez naszą zmrożoną postawę w pewnym sensie utrudniamy relacje, jakkolwiek po dłuższym przełamaniu lodów docenia się naszą lojalność i prawdziwie szlachetną przyjaźń.


Kraina lodu



- Skąd jesteś?
- Z Polski
- Oh! Musi być tam przeraźliwie zimno!

... typowa rozmowa z Azjatami, którzy uważają Polskę za mroźny kraj, zasypany śniegiem przez większą część roku. Uwielbiam ich zaskoczone twarze, gdy mówię im o naszych upalnych słonecznych miesiącach.




       Z kolei Ci, którzy posiadają wiedzę geograficzną są świadomi, że Polska bogata jest w bajkowe zielone tereny, pełne roślinności i natury. Urzeka ich prostota krajobrazu i czyste świeże powietrze (które niestety ostatnimi czasy zapychane jest smogiem). Ulubionym miastem zagranicznych turystów jest Kraków. 





Duma polskich kobiet



       Na zakończenie pochwała dla Polek, które uważane są za jedne z najpiękniejszych kobiet. Nasza wschodnia uroda i wdzięk oraz elegancja i gracja, sprawiają, że nie jeden obcokrajowiec traci dla nas głowę. Oprócz urokliwości i piękna cechuje nas również ciepło i troskliwość, co czyni nas idealnym materiałem na żonę, a tym samym kobietę przebojową. Zupełnie jak śpiewają Wilki „Z Kaśką można było konie kraść...”



       Czy spotkaliście się kiedyś z podobnymi opiniami o Polakach? A może słyszeliście coś innego? Zapraszam serdecznie do komentowania!



sobota, 18 lutego 2017

Moja praca dla Pumy i wiosenne plany



      Kto z Was tęskni za ciepłymi promieniami słońca, tańczącymi leniwie dookoła i ogrzewającymi zimowe twarze? Czy zdarzyło się już Wam pokładać wielkie nadzieje we wcześniejszym przyjściu wiosny? Zawsze staram się żyć teraźniejszością i cieszyć się daną porą roku, pewnie dlatego żadna z nich nie jest mi groźna i każdą kocham na swój sposób. Zimę, za magiczne krainy obsypane śniegiem, jesień, za przytulne wieczory i hektolitry herbaty wypitej pod kocem, lato, za słoneczne szaleństwa i plażowe życie. Natomiast wiosnę, za to, że obdarowuje nas pierwszymi promieniami złotej kuli, a ziemia w pełni rozkwita kolorami i zapachami roślin. Ptaki zdają się urządzać swoje koncerty znacznie częściej,  a reszta przyrody wtóruje im z uśmiechem. Właśnie w takim świecie znalazłam się kilka dni temu, podczas sesji zdjęciowej dla wiosennej kolekcji marki Puma.





       Słońce już od samego rana rozświetlało stadion, na którym odbywały się zdjęcia. Promienie ganiały się po boisku, a trybuny jak gdyby nie mogły doczekać się dzisiejszego widowiska. Przez kolejne 6 godzin stadion był kompletnie pusty i w pełni do dyspozycji dla całej produkcji. Kolekcja Pumy, którą na sobie miałam nie była zadziwiająco obszerna, stąd też mieliśmy czas na precyzyjne wykonanie zdjęć oraz zwrócenie uwagi na detale. Moje serce podbił czarny zestaw, składający się z bluzy z kapturem oraz długich, delikatnie ocieplanych spodni. Idealnie przylegał do ciała, tworząc kostium czarnej pantery. Przemieszczaliśmy się między trybunami, próbując złapać najlepsze ujęcia. Podświadomie czułam dreszczyk emocji, towarzyszący na stadionie, gdzie tłumy gromadzą się w walecznych humorach, aby kibicować swojej drużynie I oglądać pasjonującą grę. Moja walka toczyła się o promowanie kolekcji Pumy najlepiej jak mogłam, pozując I ćwicząc jednocześnie. Wielkim wyzwaniem okazało się również przetrwanie sześciu godzin w kilkustopniowej temperaturze.



       Na szczęście organizatorzy sesji zdjęciowej przewidzieli dla mnie niezłą rozgrzewkę, a mianowicie bieganie. Uruchomiono największe kamery, jakie przyszło mi do tej pory zobaczyć, dron poszedł w górę, a ja biegałam, biegałam… I biegałam. Pisząc to z ciepłego fotela, gdy pod ręką mam kubek gorącej herbaty z cytryną, taka sytuacja wydaje się przekomiczna. Samotna dziewczyna, ubrana w wiosenną kolekcję biega po stadionie w środku zimy, podczas gdy pozostałe 20 osób w długich kurtkach bacznie obserwuje, dopingując i nagrywając każdy mój ruch z ponad 5 kamer! W tamtym momencie w duchu przeklinałam pomysłodawcę za moje fruwające we wszystkie strony włosy, czerwone policzki i dziesiątki par oczu wlepionych w moje “modelowe bieganie”. Żeńska część moich Czytelniczek świetnie mnie zrozumie. Wiem jak często walczymy o idealny wygląd podczas biegania. Uwierzcie mi- graniczy to z cudem. Jednak na reklamie wszystko przejdzie.

       Jakkolwiek bawiłam się wybornie. Zapomniałam o kamerach wokół, o chłodnym wietrze, mrożącym mój czerwony nos i zwyczajnie biegłam. Czułam motywacyjny ból w nogach, rozwiane włosy i tą nieopisaną wolność, gdy stopy prowadzą mnie w szybkim tempie zwyczajnie przed siebie.



       Po przerwie obiadowej przyszła pora na brzuszki i rozciąganie w kolejnej stylizacji Pumy. Pastelowy róż chyba najbardziej przywołał myśli o wiośnie, a gimnastyczne wygibasy na świeżym powietrzu tylko uświadomiły mi głębiej, jak bardzo tęsknię za tą porą roku. W tym samym momencie pojawiło się tysiące pomysłów na aktywność fizyczną, rowery, bieganie, koszykówka i siatkówka… Ah! Mogłabym wymieniać bez końca!
       Tym samym w mojej głowie pojawił się pomysł na planowanie zajęć sportowych na przyszłą wiosnę!



To już za miesiąc!


       Wiosna zbliża się wielkimi krokami i już za niewiele ponad miesiąc będziemy mogli przywitać ją gromkimi brawami i sportowym entuzjazmem. Jak wygląda Twoja kondycja na ten wielki dzień? Czy pamiętasz, że Twoje ciało potrzebuje ruchu i dawki endorfin?  Czy wręcz przeciwnie, dajesz się zapaść między poduchami w sobotnie, wolne wieczory? Wiem, że smakołyki, filmy, kocyk I łóżeczko kuszą zdecydowanie bardziej, niż wyciskanie postu na siłowni, ale tylko pomyśl jak wdzięczny będzie Ci Twój organizm.

       Uczucie wolności, gdy stawiasz stopę za stopą, włosy związane w kucyk podskakują w szybkim tempie, a serce przyspiesza coraz bardziej, wprawiając  Cię w dziwną ekstazę. Uczucie, że możesz biec tak bez końca, a Twoją twarz rozświetla promienisty uśmiech, nawet pomimo czerwonych polików I zadyszki. Ból mięśni brzucha po wykonanych ćwiczeniach i zrelaksowane ciało na koniec treningu. Nie ma nic lepszego!



       Dzień spędzony z Pumą zmotywował mnie do kolejnej dawki aktywności fizycznej w mojej codzienności.  Tym samym zachęcam również Ciebie, abyś ruszyła się sprzed komputera i pobiegła na siłownię. Wiosna zbliża się wielkimi krokami! Podaruj sobie sportowy prezent!

       A jeśli jesteś z okolic Warszawy i chcesz rozpocząć swoją przygodę na siłowni, lecz nie bardzo wiesz jak się do tego zabrać, podaję Ci pomocną dłoń. Oferuję świetnego trenera personalnego, który swoim energicznym nastawieniem i miłością do sportu, obudzi w Tobie ducha walki oraz potrzebną motywację. Zainteresowanych zapraszam na oficjalne konto instagram lub śmiało pisz do mnie na 94paulusgluszek@gmail.com



       Przywitajmy wiosnę w jak najlepszej kondycji! 



wtorek, 14 lutego 2017

Moje zwierciadło w La La Land



       Zasiadam z miską popcornu przed ekranem komputera, gaszę światło i przyciskając „play” spodziewam się uroczych scen w romantycznym klimacie, tragicznego zwrotu akcji i świadomości, że na koniec bohaterowie żyją długo i szczęśliwie. Tymczasem przez dwie godziny moje oczy pozostają szeroko otwarte, zapominam o ciepłej solonej kukurydzy, a serce pulsuje w klatce piersiowej w rytm szerokiej gamy emocji. Mowa o „La La Land




       Sale kinowe wypełnione są po brzegi, przestrzeń internetowa pęka w szwach od coraz to nowszych recenzji, opinii i gorących zachęt do obejrzenia musicalu. Dlatego też nie będę kolejną osobą, opisującą fabułę, czas i miejsce akcji oraz bohaterów. Powiem tylko, że film obejrzeć trzeba! 

Dlaczego?


       Nigdzie nie znajdziecie tak drogocennej lekcji życia w pięknej oprawie klasycznego, a tym samym nowoczesnego musicalu. Zdaje się, że gra toczy się o marzenia, a widzowie obserwują wspinanie się po stromych schodach i słuchanie zatrzaskujących się przed nosem drzwi. Walka i zawzięcie bohaterów sprawia, że sukcesy urastają do rangi najważniejszych wartości życiowych. Namiętność w pasji, odwaga i nieugiętość, przekładanie marzeń ponad wszystko.
  
       Coś fascynującego zobaczyć dłonie na klawiszach fortepianu, obserwować jak zwinnie i pewnie siebie przeskakują na kolejne dźwięki. Dać się ponieść muzyce i całkowicie wtopić się w klimat klasycznego jazzu. Jeszcze inaczej móc zobaczyć piękną kobietę w akcji, zmieniającą role, niczym kameleon. Zachwycać się jej mimiką twarzy oraz szczerym oddaniem do sztuki i aktorstwa. Oboje płoną miłością do swoich pasji, ich oczy zdają się skrzyć blaskiem nie do opisania, a uśmiech jest tym jednym z najszczerszych. On pragnie być pianistą i otworzyć club jazzowy. Ona sławną aktorką. Kto by pomyślał, że Sebastian i Mia mogą zatracić się tak mocno?





       Ich ślepe podążanie za marzeniami doprowadza do rozstaju dróg. Kobieta wyjeżdża do Paryża, gdyż tam dostała swoją wymarzoną rolę, a muzyk jazzowy decyduje się zostać w Los Angeles i pracować nad planem swojej kariery. W tym momencie pada moje spontaniczne pytanie: „Dlaczego on nie może z nią jechać?” Nagle przed oczami przelatują mi ich wspólne momenty, dźwięk głośnego śmiechu i oczy pełne miłości. Upalne lato, przetańczone w zwiewnych sukienkach i objęciach ukochanego mężczyzny, niewyobrażalna nić porozumienia i znajomość, która niespodziewanie przerodziła się w miłość. Wszystko przekreślone grubą kreską pomiędzy uczuciem, a marzeniem.

       Wygrywa marzenie


       Na ile silne muszą być marzenia, aby były w stanie przekreślić ukochaną osobę? Jak bardzo musi zaślepiać, aby nie zauważać utraty najbliższych? Czy ślepe wpatrywanie się w jeden punkt, jakim jest osiągnięcie marzeń, może dać szczęście?




       Lekcja życia  


       Dla tych, którzy jeszcze nie obejrzeli filmu, nie będę ujawniać szczegółów oraz zakończenia. Uchylę rąbka tajemnicy i odsłonię ostatnie minuty musicalu, kiedy kochankowie spotykają się na tej samej drodze po pięciu latach. Oboje z innym bagażem doświadczeń oraz scenariuszem życiowym. Nie jest to jednak droga zmierzająca w tym samym kierunku, dane jest im dosłownie kilka sekund na krótką analizę ich własnych wyborów.

       W tle rozlega się dźwięk fortepianu i muzyki jazzowej, oboje zatopieni we wspomnieniach, a także w wyśnionym życiu, które mogli dostać w prezencie od losu. Roześmiani, osiągający sukcesy i spełniający marzenia. Pojawia się całą lista sytuacji, w których mogli postąpić inaczej, gdzie słowa nigdy nie powinny być wypowiedziane, a podjęte decyzje zupełnie odwrócone. Bohaterowie znajdują się we śnie, gdzie tworzą udany związek z malutką istotką- owocem ich miłości.

       Głęboko patrzą sobie w oczy, jazz przeskakuje w nutę żalu i poczucia straty, ich twarze wypełnia smutny uśmiech, po czym oboje odchodzą ze swoimi marzeniami. Ona sławna aktorka. On wybitny muzyk jazzowy z własnym klubem. Czy mimo to są szczęśliwi…?

       Moje zwierciadło w La La Land


       Widzę setki ludzi z szeroko otwartymi ustami, mogę również założyć się, że ich głowy wypełnione są współwinnymi myślami. Ile razy zabili miłość? Ile razy przekreślali drugą osobę? Jak bardzo zaślepiał ich blask wymarzonej kariery?

       Jestem modelką, moje życie to wszystko to, co mam zamknięte w walizce na kółkach. Podróżuję po świecie, mój grafik jest dla mnie kompletną niespodzianką, a tworzenie stałych relacji graniczy z cudem. Spotykam na swojej drodze wiele złamanych serc i tęskniących dusz, za tymi, których zostawili za oceanem oraz przez tych, których plany nie spotkały się na jednej drodze. Ludzi rozbitych, którzy zdecydowali podążać za karierą. Ze smutkiem muszę stwierdzić, że wcale nie wyglądają na zadowolonych ze swoich wyborów. 

       Mam wrażenie, że od ponad 3 lat dokonuję cudu. Na swojej drodze spotkałam bratnią duszę, jednak nasze początki wcale nie były takie łatwe. Były cholernie ciężkie, a popełnione błędy do dzisiaj odbijają się echem z przeszłości. Moje zwierciadło z La La Land mogło powiedzieć „Tu stawiam kropkę. Puszczam Twoją dłoń i biegnę za marzeniami.” Kto wie, gdzie mogłabym być dzisiaj? Na okładce paryskiego Vogue, otwierając pokaz najsłynniejszych projektantów w Nowym Jorku lub uśmiechającą się do Was z metrowego bilbordu. Nasze serca podzielone zostałyby przez tysiące kilometrów, kosmiczne strefy czasowe i różne środowiska. Jednak moje zwierciadło z musicalem rozbiło się w chwili, gdy podjęłam decyzję. Werdykt głosił: „ To właśnie miłość jest dla mnie najważniejsza i to ona naprawdę uczy mnie latać.”

       Dzisiaj oglądając napisy końcowe filmu „La La Land” uśmiecham się przez łzy, wiedząc, że dokonałam jednej z najlepszych decyzji życiowych. Jestem w ramionach najwspanialszego mężczyzny, spełniam się, a nasze małe sukcesy celebrujemy razem- wtedy smakują najlepiej.




       Zupełnie nie wiem, co skłoniło mnie do tak głębokich refleksji tutaj na blogu. Mogłabym powiedzieć, że musiałam to z siebie wyrzucić, ale wtedy skłamałabym. Do napisania tego postu przekonał mnie mój chłopak- sprawca zawirowania, a także moja cicha nadzieja, że być może to właśnie Ty czytasz ten post i wyciągniesz z tego lekcje. Sięgniesz po film, przeczytasz mój artykuł po raz kolejny, a następnie zaczniesz podejmować te właściwe dla Ciebie decyzje. Życzę Ci tego z całego serca.


piątek, 10 lutego 2017

#7 magicznych słów, które dadzą Ci szczęście



 
       20000… to liczba słów, którą wypowiadasz każdego dnia. Wyrzucasz słowa, emocje, fakty i pragnienia. Za ich pomocą porozumiewasz się z ludźmi, pracujesz i tworzysz relację z bliskimi. Twoich uszu dobiegają setki słów z ust obcych przechodniów, wyłapujesz urwane fragmenty i historie. Wiele słów może nie mieć znaczenia, inne mogą Cię zranić, a kolejne dać Ci ukojenie. Te, które dodają Ci skrzydeł, malują uśmiech na twarzy, a dzięki nim energia rozpiera Cię do działania, to magiczne słowa. Właśnie one dają Ci szczęście.





#1. Dziękuję


       Dzień bez wyrażenia wdzięczności to dzień stracony! Codziennie staraj się doceniać pracę, którą masz, zdrowie i dom pełen ciepła. Dziękuj za Małe Wielkie rzeczy takie jak naleśniki na śniadanie, najmniejszy promień słońca czy błękit nieba. Wyrażaj wdzięczność za pomoc, jaką otrzymujesz, ludzi, którzy Cię otaczają oraz pojedynczy uśmiech. Masz tak wiele! Nie zapominaj powiedzieć Dziękuję, a obiecuję, że to słowo uświadomi Ci jak wielki prezent dostajesz, otwierając oczy o poranku.


       #2. Kocham Cię


       Czy jest coś piękniejszego od tych słów? Uskrzydla, sprawia, że świat staje się piękniejszy i dodaje nam sił. Nieważne czy jesteś narzeczoną, mężatką, czy singielką! Miłość dotyczy każdego człowieka i przejawia się na wiele sposobów. Okaż swoje uczucia przyjaciołom, rodzinie, a nawet ekspedientce w sklepie. Zakochaj się w otaczającym Cię środowisku i powtarzaj codziennie Kocham Cię, a będzie to jak łagodny balsam dla Twojej duszy.  



      

       #3. Gratulacje!


       Nie patrz jadowitym wzrokiem na osoby, które odnoszą sukcesy i wiodą idealne według Ciebie życie. Ciesz się ich szczęściem i dopinguj im! Niech słowa Dobra robota! Gratulacje! Staną się Twoją codzienną reakcją na zdobywanie szczytów przez innych. Wypowiadając je z czystego serca znajdziesz się bliżej wierzchołka góry. Doceniaj innych i celebruj ich osiągnięcia.


       #4. Mogę to zrobić!


       Zaraz po dopingowaniu innych nie zapominaj również o sobie. Nie podcinaj swoich skrzydeł już na samym początku, mówiąc „Nie dam rady. To nie dla mnie.” Wszystko jest dla Ciebie, a wiara w to pozwala Ci dojść na szczyt. Podaruj samej sobie zastrzyk pozytywnej energii, powtarzając każdego dnia Mogę to zrobić! Motywacja i zapał do pracy na pewno nie będą Cię opuszczać.


       #5. Wybaczam 


       Magiczne słowo, które jest lekarstwem dla duszy. Nie chowaj w swoim sercu gniewu i nienawiści, a wręcz przeciwnie- pielęgnuj zrozumienie i akceptację. Wyrzuć z siebie żal i naucz się jak darować sobie i innym popełnione błędy. Szepnij Wybaczam Ci, bo tylko wtedy te słowa mają prawdziwą moc.




       #6. Jesteś piękna!


       Kwitniesz, promieniejesz, a wszystko wokół nagle staje się barwniejsze. Słońce mocniej świeci, ptaki śpiewają głośniej, a  ludzie uśmiechają się do siebie bez powodu. To skutki uboczne tak magicznego komplementu. Nie wstydź się mówić w lustro Jesteś piękna! Podaruj ten promyk również innym!


       #7. Chcesz kawy?


       To moje osobiste magiczne słowo, pod którym bez wątpienia podpisze się niejedna z Was. Aromat gorącej kawy wyciąga mnie z łóżka, gwarantuje idealny poranek, a pisanie i tworzenie zdaje się o wiele łatwiejsze. Dzień staje się piękniejszy, gdy ktoś oferuje filiżankę kawy.  


       Stworzona przeze mnie lista magicznych słów działa w obie strony. Śmiało stosujcie ją dla siebie samych, jak również obdarowujcie nimi swoich najbliższych. Uczucie szczęścia gwarantowane!


       Chcę również podziękować za Waszą obecność. Jest mi niezmiernie miło widzieć coraz szersze grono na blogu! Uwielbiam czytać Wasze komentarze, odkrywać przed Wami ciekawostki świata, a także poznawać Was coraz bliżej. To miejsce nabiera kolorów dzięki Wam!



Udanego magicznego weekendu kochani !



poniedziałek, 6 lutego 2017

Jeden dzień z życia modelki na sesji zdjęciowej



       Zwyczajny poniedziałek. Otwieram oczy, odsłaniam rolety w nadziei, że uda mi się wpuścić do pokoju odrobinę słońca, na kilka sekund zatapiam swoje spojrzenie w niebie, badając pogodę na nowy dzień. Zaraz potem zabieram się za przyrządzanie śniadania- standardowo kawa w ulubionym kubku i słodka owsianka, typowe musli, za które zazwyczaj dostaję burę od mojego brata- trenera personalnego. Uśmiecham się na myśl o nim i staram się odsunąć fakt o tym, jak wiele kilometrów i zmian czasowych nas dzieli. Poranna uczta w towarzystwie blogów, kilku przeczytanych kartek nowej książki i z zegarkiem w ręku wychodzę do pracy. Obserwuję otaczających mnie przechodniów i zdaję sobie sprawę, że nie mam zielonego pojęcia nad czym będę dzisiaj pracować. Ot niespodzianka!

        O zaskakujących aspektach pracy modelki  pisałam już we wcześniejszym poście, zabierałam Was również na casting w Azji, a dzisiaj pokażę Wam jak wygląda jeden dzień z życia modelki na sesji zdjęciowej.




       Dzień dobry, poznajmy się!

       Pierwszy etap to skojarzenie z kim pracuję i jaki charakter ma dana ekipa do współpracy. Po krótkiej wymianie zdań zaczyna się moja bliższa relacja z wizażystką i fryzjerką. One złoszczą się, że nic nie jest idealne, a ja zabijam je wzrokiem za palenie moich włosów oraz nakładanie na twarz nieznanych mi specyfików, o co zazwyczaj wszczynam długą dyskusję. Skład, skutki uboczne, codzienne tłumaczenie, że wielu preparatów nie mogę używać ze względu na wrażliwość mojej cery. Nie zrozumcie mnie źle. Strasznie nie lubię narzekać i być wybredna, ale dmucham na zimne. ( O relacjach z wizażystkami na planie będziecie mogli poczytać w dalszym cyklu o modelingu. ) Po ponad godzinie jestem wyczesana i wymalowana, a to oznacza rozpoczęcie zdjęć.

       Zdjęcia

       Jest to zdecydowanie moja ulubiona część dnia, gdy w świetle reflektorów staram się wczuć w daną rolę i stylizację. Uwielbiam zabawę w kameleona, gdy każde zestawienie ubrań ma określony charakter i wizję na udane zdjęcie. Daję z siebie wszystko, aby każde ujęcie było odzwierciedleniem stylu, seksapilu, agresywności itp. Kolejne godziny uciekają mi przez palce lub na zmianę… dłużą się niemiłosiernie. Muszę wspomnieć, że dobra stylizacja, oraz makijaż razem z włosami to klucz do efektywnej i szybkiej pracy. Jeśli coś jest nie tak i na ekranie wielkiego komputera włosy niezdarnie wywijają się na boki lub podkład zwyczajnie nie leży na twarzy zaczyna się marudzenie. Zmiana światła, zmiana perspektywy, zmiana ujęcia, zmiana stylizacji, zmiana tła, zmiana planu, zmiana inspiracji… a ja sobie czekam.





       Czekanie

       W świecie modelingu śmiejemy się, że połowę życia zawodowego spędzamy na czekaniu. Czekanie na samoloty, na kolejki podczas castingów oraz na uzgodnienie pomysłów sesji zdjęciowej podczas pracy, ponieważ bardzo często ile głów tyle inspiracji. Nie zawsze wychodzi to na dobre.

       Podczas, gdy cała ekipa debatuje nad ostateczną decyzją mam czas dla siebie. Oznacza to dla mnie kawę, rozmowy z bliskimi lub pisanie. Większość postów powstaje właśnie w momentach dyskusji na sesjach zdjęciowych.

       Rezultaty oczekiwania

       Gdy decyzje zostaną podjęte i ponownie mogę zacząć sesję zdjęciową atmosfera nagle zmienia się, a wszyscy na planie zdają się podekscytowani nowym projektem. Fryzjerka czuwa nad położeniem pojedynczego włoska na mojej głowie, wizażystka pudruje nosek od czasu do czasu, a styliści czuwają nad perfekcyjnym ułożeniem ubrań. Dźwięk kamery podłączonej do oświetlenia wydaje charakterystyczny odgłos, który jeszcze bardziej napędza mnie do działania. Poza! Ruch! Spojrzenie! Kolejna zmiana pozy! To coś, co nie przestaje mnie fascynować. Niektóre sesje zdjęciowe mogłyby trwać bez końca.






       Sesje zdjęciowe w plenerze

         Inaczej sprawy się mają, gdy sesja zdjęciowa realizowana jest w plenerze. Zdarza się, że jest to perfekcyjnie zaplanowany dzień z wynajętym domkiem lub pokojem w hotelu, gdzie cała ekipa może odpocząć, zebrać myśli lub napić się kawy. Wykonywałam sesje zdjęciowe, podczas których leciałam na wyspę Boracay, odkrywałam przepiękne zaułki ulic lub bajeczne resorty na tropikalnych plażach.

        Problem zaczyna się wtedy, gdy nikt takiego planu nie przewidział… Make up wykonany w samochodzie, przebieralnia również w aucie, sesja zdjęciowa na środku ruchliwej ulicy lub placu pełnym ulicznych gapiów. Zabawne jest to, że w wyobraźni projektanta modelka nie czuje zimna, ani gorąca. Świetnym pomysłem jest robienie zdjęć w lejących się sukniach z odkrytymi plecami w kilkustopniowej temperaturze, a dołożenie rękawiczek czy kolejnego swetra w upalny dzień nie stanowi problemu, a jedynie artystyczną wizję, która wygląda idealnie na ekranie monitora i w późniejszym druku.



       Mimo wszystko uwielbiam to, co robię! Daje mi to poczucie satysfakcji i głęboką możliwość poznawania siebie, a także odkrywania świata. Każdy z nas ma w swojej pracy tysiące plusów, jak również setki minusów. Najważniejsze to zawsze potrafić dostrzec przewagę plusów. Mogę być zmęczona, mogę być znudzona lub danego dnia nie mieć siły na promienny uśmiech, ale znajduję w tym ogromną sztukę, inspirację i sens. 




        Zakończona praca podsumowana jest gromkimi brawami oraz wielkim uśmiechem na twarzach. Każdy wzajemnie dziękuje za udany dzień i efektywną sesję zdjęciową. Do następnego razu!

       A gdy po powrocie do domu zmywam z twarzy makijaż, rozczesuje włosy i biorę prysznic ponownie staję się Tą Normalną Pauliną. Z wielkimi niebieskimi oczami, niezdarnie ułożonymi włosami i rozciągniętym dresie. Rozsiadam się wygodnie na fotelu, czytam książki, rozmawiam z bliskimi lub idę na spacer z miłością mojego życia.   

      Mam nadzieję, że przybliżyłam Wam chociaż odrobinę co tak naprawdę dzieje się za kulisami każdej sesji zdjęciowej. Jeśli macie jakieś pytania lub chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej, czekam na Wasze komentarze! 
A jeśli chcecie obserwować moje codzienne modelingowe życie znajdziecie mnie tutaj  G_Pauli



Do usłyszenia!