10.11.2017

Nowości kosmetyczne



       Mój półroczny pobyt w Korei Południowej oprócz dawki niezapomnianych wspomnień oraz dreszczyku emocji podczas poznawania Seulu, przyniósł mi także zauroczenie w kosmetykach. Zauroczenie tak wielkie, że obecnie nie sposób mi ominąć sklepu z magicznymi pojemniczkami, buteleczkami i zapachami. Nie kupuję kosmetyków bez uprzedniego przeanalizowania składu i bezustannie sprawdzam nowości na rynku. Mieszkając w Seulu w wolnym czasie odwiedzałam koreańskie sklepy, testowałam tajemnicze cuda i pogłębiałam swoją kosmetyczną wiedzę. Zakochałam się w kosmetykach!

       Obecnie zamówienia z Korei utrudniają moje zbyt minimalistyczne i leniwe życie, stąd też postanowiłam znaleźć coś równie naturalnego i unikatowego w Polsce. Polskie marki kwitną i powstaje coraz więcej nowych, wartych uwagi produktów. Moją uwagę zwróciła na siebie strona internetowa natinati.pl, która oferuje nam naturalne kosmetyki w przystępnych cenach. Jesteście ciekawi co wpadło do mojego koszyka? Zapraszam na nowości kosmetyczne oraz na czekającą na Was niespodziankę!






    

       Wyjątkowo uporczywie szukałam płynu micelarnego, który idealnie oczyści makijaż bez podrażniania mojej wrażliwej cery. Wiele preparatów powodowało zaczerwienie, pieczenie i poczucie ściągniętej skóry. Na ratunek przyszła mi rumiankowa esencja z idealnym składem i działaniem dla mnie! Płyn świetnie radzi sobie z usunięciem podkładu, bronzera i wszystkich kolorków, jakie zostają nakładane na moją twarz podczas sesji zdjęciowych. Pozostawia cerę w świetnej kondycji, a zawarty w nim hydrolat rumiankowy łagodzi podrażnienia i koi moją zmęczoną buzię po całym dniu w makijażu. Esencja działa również antybakteryjnie, co ratuje mnie z opresji podczas niespodziewanych wizyt nieproszonych gości w postaci wyprysków. Płyn znajduje się w ciemnej buteleczce z piękną szatą graficzną przywołującą na myśl świeżość i naturalność kosmetyku. Chroni ona również właściwości eliksiru przed działaniem światła.

       W płynie micelarnym z Polnego Warkocza najbardziej urzekła mnie bezbarwna i bezzapachowa konsystencja. Bowiem jestem dziwakiem i nie lubię róż, kwiatów i silnych zapachów w kosmetykach do twarzy. Delikatność, naturalne składniki oraz troska o zwierzęta sprawia, że ten produkt zdaje się być dla mnie!     







       Zanim zajął honorowe miejsce na mojej toaletce miał trudne zadanie do wykonania. Przyszło mu zmierzyć się z moim wcześniejszym produktem z uwielbianego przeze mnie koreańskiego rynku. Jaki był ostateczny wynik?

       Zakochałam się w bogatym składzie kremu. Sok z liści z aloesu, olej z nasion słonecznika, masło shea, olej arganowy, ekstrakt z marakui ze źródłem witamin z grupy A,B i C, ekstrakt z zielonej herbaty, kwas hialuronowy oraz proteiny jedwabiu to recepta na idealny krem pod oczy. Produkt działa regenerująco, nawilżająco, odżywczo i przeciwzmarszczkowo. Krem ma delikatny zapach, który zapewnia przyjemną rutynę podczas jego nakładania. Małym minusem jest ciężka konsystencja kremu i filtr przeciwsłoneczny, który delikatnie bieli skórę. Brakuje mi w nim nieco tłustszego poślizgu, ułatwiającego wklepywanie. Mimo to produkt dość szybko się wchłania i świetnie nawilża. Moje oczy wydają się być zadowolone z nowego nabytku. Nie są podrażnione i nie łzawią. Rano nie budzę się z obrzękiem i sińcami, a w ciągu dnia krem troszczy się o nawilżenie i kontrolę zmarszczek. O zgrozo dopada mnie dziwny wiek i zaczynam doszukiwać się pierwszych narysowanych siateczek.





      Brawo za opakowanie! Biel połączona z pudrowym różem, a na zakrętce pleciony sznureczek, który dodaje uroku. Z lubością stawiam krem na widoku! Bo piękny, dobry i wart polecenia!    

   


       Używam balsamów do ciała codziennie! Dzień bez balsamu to dzień stracony! Jakkolwiek cynicznie to brzmi. Swoje dwumetrowe nogi muszę nawilżać po każdej kąpieli, inaczej skóra sypie się, a ja mogę rysować na niej szlaczki, słoneczka i czego tylko dusza zapragnie, ale jak to wygląda! Konieczny jest balsam, najlepiej taki odżywczy, pełen witamin, który zregeneruje naskórek i idealnie nawilży, dając ukojenie. Witaminowe masło, bogate w 99,2% składników pochodzenia naturalnego, nie zawiera SLS, SLES, silikonów i parabenów. Wzbogacony w masło shea, które zawiera kwasy tłuszczowe i witaminy E, F, A i D sprzyjają odżywieniu i odmłodzeniu skóry.

       Wieczorny rytuał nakładaniu kosmetyków stał się moim ulubionym. Świeczki, zapalona lampka w sypialni i przygotowywanie mojej skóry do relaksu. Zapach mango i trawy cytrynowej pieści nozdrza, przenosi w zakamarki najpiękniejszych wspomnień, sprawia, że wciągam aromat głęboko do serca i upajam się nim do całkowitego wchłonięcia balsamu. Taka ze mnie romantyczna maniaczka kosmetyczna. 




      
Na koniec, a właściwie na początek Waszych zakupów mam dla Was niespodziankę!

       Jeśli któryś z produktów zainteresował Cię i chciałabyś mieć go już teraz, wydaje Ci się być idealnym prezentem dla bliskiej Ci osoby lub chcesz sprawdzić ofertę razem z natinati.pl przygotowałam dla Ciebie kod rabatowy! Wpisując przy zamówieniu FANPAULI17 dostaniesz 10% zniżki na zamówienie. 



Udanych zakupów! 





14 komentarzy:

  1. Mam duży sentyment do marki EO Lab, bo w ubiegłym roku pracowałam w firmie, która zajmowała się dystrybucją kosmetyków ze wschodu na Polskę :) Jeśli będziesz miała okazję, przetestuj tę (https://www.natinati.pl/maski/1256-maska-do-wlosow-aktywator-wzrostu-250ml-4627089430458.html) maskę do włosów - to jest dopiero sztos :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam właśnie o tej masce sporo dobrego! Przy następnym zamówieniu pewnie i ta wskoczy do koszyka ;D

      Usuń
  2. Oooo, po lekturze "Sekrety urody Koreanek" nie dziwię się, że w Seulu czułaś się jak w urodowej stolicy :D ja stosuję ich filozofię pielęgnacji ale używam jedynie kosmetyków z naturalnym składem, chętnie też sięgam po polskie marki bo produkują na prawdę dobrej jakości kosmetyki :) próbowałam wspomniany przez Ciebie krem pod oczy i o ile super że zawiera filr, jego ciężka konsystencja trochę mnie denerwowała. No ale coś za coś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh ja również na początku oszalałam na punkcie koreańskich kosmetyków, ale pogłębiając swoją wiedzę widzę, że polskie marki również mają wartościową ofertę, więc zaczęłam sięgać i po nie. Efekt równie zadowalający ;)

      Usuń
  3. Przyznam, że nie znam żadnego z tych produktów. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawe nowości, zwłaszcza ta esencja Polny Warkocz ;) miłego używania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten Polny Warkocz kusił mnie od dawna!
      Dziękuję! ;*

      Usuń
  5. Słyszałam o tym kremie pod oczy. Niestety, z powodu jednego składnika, którego bardzo nie lubię, nie mogę go zastosować. Za to chętnie wypróbowałabym płyn micelarny od Polnego Warkocza. Wydaje się bardzo dobrym kosmetykiem (szczególnie, że jest super-naturalny i idealnie pasuje do moich potrzeb)

    Mój bolg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krem faktycznie bogaty jest we wszystko, więc nie każdemu może odpowiadać. Mi akurat pasuje ;) Płyn micelarny polecam, też mam wrażliwą skórę i cenię sobie delikatne i naturalne kosmetyki ;)

      Usuń
  6. Wiele wspaniałych nowości.
    Działanie na pewno doskonałe w każdym calu. Oby! :)
    Podziwiam, bo ja ostatnio się w ogóle nie mogę zabrać za zakupy ;)
    Trzeba wypróbować "Polny warkocz".
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. W Polsce jest tak duzo tych produktow, ze juz trudno sie polapac :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze ;) Market się rozwija i każdy może znaleźć coś dla siebie ;)

      Usuń