17.09.2018

Jeden dzień w Porto i cała gama emocji




       Gdy budzik zadzwonił w poniedziałkowy poranek o przeraźliwej piątej, nie mogłam uwierzyć, że weekend właśnie dobiegł końca. Jeszcze czułam ból w łydkach po długich spacerach. Moja skóra nadal zarumieniona była od wrześniowych promieni słońca, a smak portugalskich pyszności nadal rozpalał we mnie apetyt godzien wielkiego tygrysa.

- Poniedziałek – pomyślałam, kalkulując tym samym, że chociaż moja dusza naładowała baterie podczas weekendu, to moim nogom i plecom jestem dłużna porządny wypoczynek i masaż. Uśmiechnęłam się na samą myśl o minionym weekendzie i rozmarzona wyszłam do pracy, gdzie oczywiście kolejne godziny powracałam myślami do Porto. I chociaż w miasteczku spędziłam zaledwie jeden dzień to dostałam od niego w prezencie kolorową gamę emocji. Jak było w Porto? Zobaczcie!







        Przede wszystkim nie znoszę map! Mam wrażenie, że te kartki papieru z wyznaczonymi ścieżkami ograniczają mnie i pozbawiają dreszczyku emocji i adrenaliny podczas odkrywania nowych miejsc. Tym razem również nie pomyślałam o mapie! Z małym plecakiem zawieszonym na ramieniu wyszłam ze stacji Sao Bento, która swoją drogą ma urzekającą historię i ruszyłam po najważniejsze, czyli kawę. Jako pierwsze moją uwagę przykuły kolorowe, stare kamieniczki, spadające rzędem drogą w dół. Ogólny hałas uliczny i ostre słońce tylko upewniło mnie w przekonaniu, że trzeba naładować baterie po podróży. Zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu kawy, gdy przede mną wyrosła pani z uroczym wózkiem napakowanym owocami. Nie potrafiłam odmówić truskawkom, malinom i co ciekawe mini kiwi, czyli aktinida. Co to był za smak! Połączenie kiwi agrestu z nutą słodyczy!






       Zajadając tak owoce ruszyliśmy razem z J. pierwszą ulicą, która wydała nam się najbardziej atrakcyjna i daliśmy ponieść się tłumom. Spacerowaliśmy Rua de Flores wypełnioną restauracjami, klimatycznymi kawiarenkami i lodziarniami. Wszędzie pełno było sklepików z pamiątkami, koszulkami z I love Portugal falującymi na wietrze, magnesami na lodówkę odbijającymi  promienie słońca, tańcząc zabawnie na ścianach kolorowych kamieniczek. Każdy zdawał się zapraszać do swojego lokalu i zapewniać o wyjątkowości swoich towarów. Gdzieś nawet między Ponte Luis I, kolejną restauracją,  a kamieniczką skusiłam się na piękny niebieski kubek pokryty cały azulejos, czyli ceramicznymi, niebieskimi płytkami, tak typowymi dla całej Portugalii.

       Z łatwością dotarliśmy nad rzekę, a tym samym najstarszą dzielnicę Porto – Ribeira. To właśnie to miejsce najczęściej widuje się na zdjęciach pocztówkowych, bowiem jest to centrum turystycznych atrakcji. Atrakcji dotyczących jedzenia świeżych owoców morza tuż nad rzeką Duero, popijania najlepszego portugalskiego wina, czy gubienia się między starymi kamieniczkami. To czas na wdrapanie się na słynny most Ponte Luis I i podziwianie panoramy miasteczka. 







       Przez kolejne godziny odkrywałam ciasne uliczki, kolorowe kamieniczki i nadgryzione zębem czasu framugi okien, w których najwyraźniej toczyło się normalne życie. Z przykrością muszę stwierdzić, że ta część Porto rozczarowała mnie. Chodząc między kolejnymi budynkami miałam wrażenie dziwnego chaosu i smutku. Każde okienko miało w sobie odrębną historię i rodzinę, której przyszło żyć w trudnych warunkach. Ciemne i wilgotne rogi, odpadający tynk ze ścian i to kolorowe pranie, wieszane na sznurkach między kolejnymi budynkami, którymi tak bardzo zachwycają się turyści. Poza uroczymi kamieniczkami nad rzeką ja widziałam smutek mieszkających tam ludzi, chaos wywoływany przez turystów i bałagan. Nie sposób było nie widzieć odpryskującej farby z drzwi, połamanych płytek, popękanych ścian, wilgotnych dachówek, poszarzałych okien. Na zdjęciach zawsze wygląda to pięknie. Kolorowe kamieniczki mienią się w słońcu odbijającym się od dumnie wędrującej rzeki. Stoły restauracji nakryte nieskazitelnie białymi obrusami i turyści nonszalancko popijający wino. Widok z pocztówki, wielu relacji, które widziałam i sama pragnęłam przenieść  się do Porto, poznać to miasto!









       Poznałam. Jest piękne. Urocze w kolorowe budynki. Intrygujące między ciasnymi uliczkami, zachęcającymi do odkrywania. Pachnące rzeką, oceanem i owocami morza. Smakuje jak najlepsze na świecie ciasto francuskie z kremem budyniowym, zwaną nata. Pełne dobrej energii, tworzonej przez ulicznych grajków i lokalnych sprzedawców. Jest marzeniem dla miłośników niebieskich odcieni, które błyszczą na portugalskich azulejos. Porto jest też smutne w ludzi, którzy zdają się być zmęczeni życiem i natłokiem turystów. Biedne w kamieniczki, które chcąc świecić swoim blaskiem domagając się o odświeżenie i tak dziwnie zawieszone między tym co już było,a nadzieją na nadchodzące „lepsze”.

       Opuszczałam miasto z ogromną mieszanką emocji. Zafascynowana innością i specyfiką starego klimatu tak żywego w tym mieście. Przyjemnie zrelaksowana długimi spacerami między kolorowymi kamieniczkami. Szczęśliwie najedzona owocami morza i dużą porcją nata, której smak czuję nawet teraz, stukając do Was z klawiatury. Tym samym rozczarowana, że miasto mimo tak wielkiej popularności ma tak mało do zaoferowania. Smutna z powodu biedy i sposobu życia wielu mieszkańców dzielnicy Ribeiry.






       Wiem, że za chwilę miłośnicy Porto zakrzyczą mnie tutaj za wypisywanie bzdur. Wiem, że może powinnam zachwycać się tak, jak każdy tamtejszy turysta. Jestem jednak z Wami szczera. Być może wrócę niedługo do tego miasta i spojrzę na nie inaczej. Być może coś w tym jest, że serce oddaje się nie tylko ludziom, ale również i miejscom, a moje serce jest już od dawna w odrębnych częściach świata.     




Ściskam mocno z portugalskiego miasteczka,
Wasza Paulina G Lifestyle






35 komentarzy:

  1. Chciałam pojechać do porto w te wakacje, ale nie wyszło! :-( Ale wyjdzie jeszcze, mam nadzieję, bo lubię Portugalię.

    Fajnie opisałaś i pokazałaś na zdjęciach ten portugalski klimat. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Porto mimo że nie podbiło mojego serca to jest to punkt na mapie Europy, który warto odwiedzić ;)

      Dziękuję!

      Usuń
  2. No niestety, ja jako miłośnik Porto, niestety jestem zasmucona Twoją opinią... Ale doskonale Cię rozumiem. Jest dokładnie tak jak mówisz, Ty w innym miejscu zostawiłaś serce. Ja swoje zostawiłam właśnie w Porto - to było pierwsze miejsce, w którym zamieszkałam na dłużej, dlatego oddałam tutaj cząstke siebie i zawsze z wielkim sentymentem i radością będę tam wracać:)

    Ale znam też osoby, które do Porto przekonały się dopiero przy którejść wizycie. Może tak będzie z Tobą?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz ;) To zdecydowanie zrozumiałe. Każde wyjątkowe dla nas miejsca darzymy uczuciem, sentymentem, mamy tam własne marzenia lub zwyczajnie czujemy, że to właśnie TU. Czujemy się dokładnie na miejscu, nasza dusza jak gdyby odzwierciedlała się w tym miejscu. Mojego serca Porto nie podbiło, ale spędziłam tam cudowny dzień. Z pewnością jeszcze tam wrócę ;)

      Usuń
  3. Ciekawe spostrzeżenia, zauważyłaś więcej niż przeciętny, niewrażliwy turysta...Mimo wszystko miasto wydaje się być cudowne, może jeszcze ,,czeka na lepsze'' ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miasto mogłoby mieć ogromny potencjał, ale ma bardzo duże brak, które niestety widać gołym okiem ;o Zawsze staram się patrzeć na wszystko głębiej ;)

      Usuń
  4. Odkad pierwszy raz zobaczylam zdjecia z Porto, postanowilam, ze musze sie tam wybrac i przekonac sie na wlasnej skorze, czy warto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Musisz tego doświadczyć, zobaczyć na własne oczy, poczuć całą sobą i wtedy przekonasz się jakie naprawdę jest Porto dla Ciebie ;)

      Usuń
  5. Nigdy nie byłam w Porto, więc nie wiem jak tam jest i czy by mi się spodobalo. Jest tylko na to jeden sposób, pojechać! Przyznam, że na zdjęciach wygląda na prawdę super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Trzymam kciuki za spełnienie Twojej podróży ;)
      Moim zdaniem Porto wygląda lepiej na zdjęciach niż w rzeczywistości i między innymi tym też mnie zawiodło.

      Usuń
  6. Nie byłam jeszcze w tamtych rejonach świata. Zaskakujące jest to, że tak sławne w sumie miasto ma tak mało do zaoferowania...
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porto ma bogatą historię i ogromny potencjał, ale moim zdaniem trochę zmarnowany.

      Usuń
  7. Marzy mi się Porto czy też Lizbona. Może niedługo uda mi się to marzenie zrealizować. Co do relacji - lubię właśnie tę prawdziwość, jaką w niej pokazałaś. W końcu każdy z nas odczuwa inaczej i ma do tego prawo - jedni będą do granic zachwyceni, innym się nie spodoba, a jeszcze inni - tak jak Ty - wrócą z mieszanką uczuć. I to jest super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz koniecznie pojechać w takim razie! ;)
      Relacja to Porto moimi oczami,każdy z pewnością odczuje inaczej. Osobiście zazwyczaj patrzę głębiej niż tylko na turystyczne atrakcje i to tworzy dla mnie spójną całość miejsca. Porto pod tym względem wywołało we mnie naprawdę całą gamę uczuć! Tym samym z pewnością jeszcze odwiedzę to miasto ;)

      Usuń
  8. Ale jestem ciekawa smaku aktinidy :D Wyglądają uroczo takie małe ;p ale tam kolorowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mini kiwi smakiem przypomina mieszankę agrestu z... kiwi ;D ale są naprawdę przepyszne ;)

      Usuń
  9. Po prostu zauważyłaś to, czego inni nie widzą albo nie chcą widzieć. I tyle w temacie "wypisywania niby bzdur";)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konkretnie ;) Dziękuję za wyrozumiałość ;*

      Usuń
  10. Na pewno jest to miasto warte poznania :) Podziwiam Cię za to beztroskie kroczenie przed siebie bez mapy - mnie nadal ciągle niewytłumaczalnie goni czas i zawsze wcześniej sprawdzam, co możemy zwiedzić. Efekt? Kierujemy się tylko tam, nie zauważając zbyt wiele po drodze... Mam nadzieję, że kiedyś to zmienię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmieniaj, zmieniaj i to już! ;) Mnie doświadczenie nauczyło, że za każdym razem jak wybieram się gdzieś bez mapy to paradoksalnie odkrywam więcej, bawię się przy tym lepiej, a przygód do opowiadania wnukom co nie miara ;D
      Buziak ! ;*

      Usuń
  11. Też nie lubię map, najlepszym sposobem na zwiedzenia miasta jest zgubienie się. Przecudowne zdjęcia ♥

    londonkidx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie! To najlepszy sposób na podróże i odkrywanie nowych miejsc ! <3

      Usuń
  12. Dzięki za ten post :) Porto jest na mojej europejskiej bucket list, ale przyznam szczerze, ze po raz pierwszy czytam cos co nie jest absolutnym zachwytem. I super, cenię taka szczerosc - sama swojego czasu dodalam takiego posta na temat Santorini ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kasiu ;) Ja też czytałam zawsze i wszędzie same pozytywne opinie o Porto. Być może oczekiwałam zbyt dużo. Miasteczko ma swój urok, ale dużo mu też brakuje moim zdaniem. Wiele razy słyszałam też, że w Porto zakochuje się od drugiego lub trzeciego wejrzenia,a nie pierwszego ;D Może powinnam wybrać się raz jeszcze ;)
      Czytałam Twój post o Santorini właśnie i jakoś zaraz po tym również moja znajoma była w tym miejscu i faktycznie... Wasze opinie były bardzo podobne. ;D

      Usuń
  13. W Portugalii miałam okazję poplażować trochę na wybrzeżu Algarve i pogubić się trochę w Lizbonie. I oba te miejsca absolutnie pokochałam! Do Porto jakoś mnie właśnie nie ciągnęło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może w przyszłości odwiedzę Lizbonę, tak właśnie dla porównania ;)

      Usuń
  14. Wiadomo, kawa to podstawa ;) A te małe kiwi weszły już u nas do Biedronki i Lidla ;) Szkoda tylko mieszkańców, ale tak to właśnie jest - najpierw radość z turystów, bo można zarobić, a później wszystko wymyka się spod kontroli :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie wiedziałam, że są! ;)
      Z tą turystyką właśnie tak jest. Z założenia wydaje się czymś wspaniałym i "ratującym życie", jeśli chodzi o biznes i pracę. Jakkolwiek z czasem staje się to ogromnym bólem głowy ;o

      Usuń
  15. Nie tylko w Porto biega gryzie się z bogactwem. Taki widok można dostrzec wszędzie, ale trzeba mieć wprawne oko, bo jeśli ktoś nie chce, nie zauważy brzydoty tego świata i będzie żył w swojej mydlanej bańce... Generalnie miasto jest piękne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, jakkolwiek jeśli mam być szczera ja nie zauważyłam jako tako "bogactwa" tego miasta. Według mnie miasto jest zaniedbane. Ma ogromny potencjał, wiele korzyści, ale niestety wszystko to jest jakby zawieszone w oczekiwaniu na zmiany na "lepsze". Rozumiem, że z pewnością taki jest właśnie klimat i styl Porto. Jakkolwiek mojego serca ono nie podbiło.

      Usuń
  16. Kocham Porto, ale też zgadzam się z tym co napisałaś. Ja kiedy przyjechałam do Porto miałam mieszane uczucia, ale im dłużej tam byłam tym bardziej zakochiwałam się w tym miejscu, a potem było żal mi wyjeżdżać. Zawsze kiedy ludzie pytali mnie o ulubione miasto, miałam gotową odpowiedź. Porto trochę namieszało, bo teraz ciągle się zastanawiam czy to właśnie nie Porto jest teraz moim numerem 1 ;)) A na pewno, szalenie za nim tęsknię i baaardzo chciałabym tam wrócić!

    OdpowiedzUsuń