10.05.2017

Malowany strach i kemping



       Od przylotu z Hiszpanii minął tydzień. Każdego ranka, otwierając oczy szukam na niebie choć odrobiny słońca. Bezskutecznie. Szare chmury opanowały miasto, a krople deszczu szydzą sobie z moich wiosennych planów w Polsce. Mogę zapomnieć o przejażdżkach rowerowych, spacerach i długich wieczorach na balkonie z książką w ręku. Na złość pogodzie i na ratunek samej sobie uciekam myślami do słonecznej Hiszpanii i do miejsca, gdzie idzie zapomnieć o całym świecie. Przygotuj sobie kawę, jeśli wolisz zaparz herbatę i chodź ze mną! Tam, gdzie czarne chmury przegrywają ze słońcem, a krople deszczu pachną wiosną i mokrym lasem. Tam, gdzie ptaki, skaczące po drzewach śpiewają głośniej, a fale rozbijają się o klify. Gotowa?





Kemping w Las Palmeras


       Położony na wybrzeżu Costa Daurada nieopodal jednego z największych miast katalońskiej stolicy- Tarragony. Zlokalizowanie go nie jest proste. Sama bowiem przejeżdżałam obok zapewne kilkaset razy i nawet nie wiedziałam o jego istnieniu! Gdybym teraz miała przybliżyć lokalizację kempingu powiedziałabym, że znajduje się on  zaraz przy głównej trasie Tarragony, skręcając w w wąską dróżkę. Dalej należy szukać dokładnie między sosnami i topolami. Kemping LasPalmeras to nic innego jak ogromny plac pełen przyczep kempingowych, namiotów i małych drewnianych domków. Ciągnie się on wzdłuż kilometrowej, piaszczystej plaży i naprawdę bardzo łatwo go przegapić właśnie ze względu na otaczający go gęsty las

       Osobiście nie planowałam pobytu w Las Palmeras. Była to niespodziewana wycieczka.Wjeżdżając na parking kempingu moja mina mówiła sama za siebie. Wysoko uniesione brwi, szeroko otwarte usta i nieśmiały grymas na twarzy,który  powinien chociaż w połowie przypominać uśmiech. Ciężkie kamienie chrzęściły pod kołami auta przy ostatecznym parkowaniu i stało się... Moim oczom ukazały się male przyczepy kempingowe. Było ich dziesiątki. Może nawet setki. Każda z nich krzyczała swoim kolorem i dziwacznym wystrojem. Opuszczone grille zdawały się płakać razem ze zbierającym się na deszcz niebem, a sznurki podtrzymujące  namioty  wołały o pomoc. Bezskutecznie. Sama miałam ochotę dać nogę, zacząć biec przed siebie i jak najszybciej znaleźć się w domu. Już wyobrażałam sobie szczękające zęby pod niewystarczającą ilością koców. Szybkie prysznice z bolącą gęsią skórką na całym ciele, zesztywniały kark od ciężkich swetrów i gęsty las w zupełnych ciemnościach. Jeśli dołożyć do tego klaustrofobię która uaktywnia mi się w namiotach lub małych przyczepach, zdaje się, że mogłabym dobiec nawet do Polski.






       Nie taki diabeł straszny...

      
       Deszczową noc spędziłam w malutkim drewnianym domku, położonym na końcu kempingu. Godzinami wsłuchiwałam się w dudniące o dach krople deszczu i coraz szczelniej chowałam się pod kocem. W tych dniach pogoda w Hiszpanii również była kapryśna i termometr wskazywał zaledwie 16 stopni. Jakkolwiek zaraz po śniadaniu ruszyłam na spacer, aby zapoznać się z terenem, na którym przyszło mi mieszkać przez kolejne 3 dni.

       Po raz kolejny uświadomiłam sobie, że jest to jeden z największych kempingów w okolicy Tarragony, a być może nawet Barcelony. Śmieszne przyczepy ustawione były wejściem od strony morza, każda z nich na swój sposób opisywała swojego właściciela. Obserwowałam rodziny z dziećmi. Wokół ich przyczep aż roiło się od kolorowych zabawek i plastikowych krzesełek. U nocnych marków okna nadal były zasłonięte, a tuż przy drzwiach stało kilka puszek po piwie. Oczywiście pustych. Inne posesje  intrygowały jeszcze bardziej. Drukowane palmy na ścianach przyczep, ozdobne światełka, rozwieszone dookoła namiotu, dziwne sprzęty do gry i sportów wodnych. Jednak tym, co najbardziej przekonało mnie do tego miejsca był bliski kontakt z naturą.




 
       Świergot ptaków i zapach mokrego lasu. Łamiące się pod stopami kruche patyki z drzew, wilgotny piasek i otaczająca mnie cisza. Ptaki rozmawiające ze sobą gdzieś w oddali i szum fal, dobiegający mnie z plaży. Wybrzeże zazwyczaj wiało pustkami.Pozwalało mi to na długie spacery brzegiem morza, podczas których mogłam wyciszyć swoje myśli, a tym samym naładować  baterie. W miejscu, po którym nawet bym się nie spodziewała, odnalazłam spokój i odcięłam się od reszty cywilizacji. Ograniczony kontakt z internetem sprawił, że skupiłam się na tym co Teraz i Tutaj.  Okrywałam swoje ramiona pierwszym lepszym swetrem, nie myśląc o wyglądzie, modzie i pracy. Zapewniam, że nie ma nic lepszego niż życie teraźniejszością i łapanie cennych chwil!






       Nigdy nie byłam zwolenniczką kempingów. Jednak Las Palmeras okazał się idealnym sposobem na kilkudniowe oderwanie się od rzeczywistości i kontakt z naturą. Poranki wypełnione kawą i dobrą książką, niewielkie promienie słońca łapane podczas długich spacerów i setki uporządkowanych myśli przy wtórze szumu drzew, śpiewu ptaków i morskiej bryzy. Wszystko to, co natura człowieka potrzebuje najbardziej!





Jak widać nie taki diabeł straszny jak go malują...
A Ty? Masz jakieś wspomnienia związane z kempingowym stylem życia? Podziel się nim w komentarzu. Z chęcią poczytam o innych przygodach!






24 komentarze:

  1. To było w czasach liceum.. Wybrałyśmy się z przyjaciółką do moich dziadków. Tam postanowiłyśmy spakować namiot, prowiant i ruszyć nocować nad Wisłę. Miałyśmy zamiar spędzić cały dzień nad rzeką opalając się i czytając książki. Tak się stało.. tyle ze, jak przyszło do wpełznięcia do namiotu celem ucieczki przed komarami a także ucięcia sobie drzemki dla urody znalazłyśmy w namiocie wielkiego zaskrońca.. Wujek mówił, że nasz wrzask był słyszalny w promieniu kilku kilometrów... ;)
    Ot... moje wspomnienie z jednego z niewielu biwaków.. Nawet teraz jak wracam myślami do tamtych chwil, to przechodzą mnie dreszcze. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się domyślam zapewne do dzisiaj masz fobię do namiotów, kempingów i wszystkiego co pełza ;D

      Usuń
  2. Bardzo lubię takie kempingi położone bezpośrednio nad morzem, wiele wakacji spędziliśmy na bardzo podobnych we Włoszech, Hiszpanii, Francji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie takie kempingi mają w sobie wszystko. Spokój,kontakt z naturą i minimalizm życia <3 W takich warunkach nic tylko ładować baterie! ;)

      Usuń
  3. Kempingi są fajne. Nigdy nie byłam na takim ogromnym.
    Zawsze kojarzą mi się z przygodą!
    Muszą się wybrać na jakiś w wakacje...
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widoki super :) Akurat w tym regionie Hiszpanii nie byłam, ale uwielbiam ich wybrzeże. Oj ja od kampingów trzymam się z daleka, ale raz pojechaliśmy ze szkołą na taki kamping w Polsce i miałam takie szczęście, że był 06.06.2006 i gadałam przez sen oraz lunatykowałam, później nazwali mnie omen :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja fanką kempingów też nie jestem - swoje 12osobowe dormitoria w różnych częściach Europy lubię, ale za kempingami nie przepadam haha. Ale Las Palmeras wygląda przecudownieeee!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie miałam okazji jeszcze spędzać nocy w kempingu :D Ale wszystko przede mną :D Niestety pogoda nie rozpieszcza. Masz racje nie ma nic piękniejszego niż cieszyć się bieżącą chwilą :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mam podobne wspomnienia, ale byłam z mężem pod namiotami :) W 2013 roku jak mąż był w Polsce to sobie zrobiliśmy wycieczkę nad polskie morze pod namioty. Byliśmy w łebie, sopocie, gdańsku, gdyni i helu a potem z Helu wracaliśmy pociągiem do Warszawy. chcemy powtórzyć tą wycieczkę ale tym razem inne miasta, pewnie coś na Mazurach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dopiero udany trip! Mnie takie długie nocowanie pod namiotami strasznie męczy ;o Mój chłopak śmieje się ze mnie, że straszna wygodnisia ze mnie ;o

      Usuń
  8. Cudne krajobrazy! :) Pięknie tam. Aż się chce pojechać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak tam pięknie <3
    Będąc na zlotach motocyklowych często zdarza się sypianie w namiocie, a czasem nawet pod gołym niebem i nigdy w życiu nie zamieniłabym tego naweet na najdroższe najwspanialsze hotele świata :) <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na zlot motocyklowy z chęcią wybrałabym się ! Gorzej chyba jednak ze spaniem pod namiotem ;D Nocleg pod gołym niebem brzmi mega romantycznie, ale zdaje mi się, że w rzeczywistości wymiękłabym ;D

      Usuń
  10. Szkoda, że nie trafiłaś na pogodę :/ mi biwaki kojarzą się z podstawówką - co roku w klasach 4-6 jeździliśmy do białki parczewskiej z klasą :)
    Biwaki mają i swoje plusy i minusy, zależy czy śpimy w namiocie, czy w domku np z łazienką :)
    pozdrawiam!
    ~ mój blog ~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah! Te biwaki/rajdy pamiętam! Wprawdzie nigdy na żadnym z nich nie byłam, ale opinie miały jak najlepsze ;D

      Usuń
  11. Piękne widoki i również fajnie napisany post :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj przeniosłabym się w takie miejsce od razu. Ostatnie problemy wyczerpły moje siły, oddelegowałabym się tam w celem naładowania baterii do dalszej walki

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetnie się czyta Twoje posty :D Poczułam się jakbym była z Tobą na miejscu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;) Cieszę się, że za pomocą słów mogę zabrać Cię w te piękne miejsca ;)

      Usuń
  14. Niestety z kempingiem żadnych wspomnień nie mam, ale do Hiszpanii coraz bardziej się przekonuję:) To chyba kwestia tego, że zaczęłam jakiś czas temu przygodę z tym pięknym językiem <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh! Jeśli poznasz język hiszpański to już przepadłaś ! Zaczynasz głębiej rozumieć kulturę kraju, czujesz się bliżej ludzi, a tym samym udziela Ci się hiszpańska natura ;D
      Powodzenia w nauce! ;)

      Usuń
  15. Nigdy nie byłam na kempingu... Ale miejsce z twoich zdjęć całkowicie mnie oczarowało. Tak to można się wyciszyć i odpoczac! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nigdy nie brałam udziału w kempingowaniu, choć moja kumpela co najmniej raz w roku kempinguje we Władysławowie;) Myślę, że wypoczęłabym na takich mini wakacjach, na dłużej raczej bym nie chciała kempingować;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie ! Na kilka dni jest to opcja idealna. ;) Dłuższy kemping już byłby zbyt ciężki jak dla mnie ;)

      Usuń