Jechałam wtedy
pociągiem do Barcelony i jak to zazwyczaj bywa w mojej pracy jako modelka
kompletnie nie miałam pojęcia jak będzie wyglądał mój dzień, jaki motyw będzie
miała dana sesja zdjęciowa i z kim przyjdzie mi pracować. Przygotowana już na
niespodzianki obserwowałam przesuwające się szybko widoki. Pierwsze oznaki
wiosny zaczynały domagać się zrzucenia ciepłych kurtek i wyjęcia z szafy lżejszych
butów. Hiszpania powoli wypełniała się turystami, a na plażach biegnących
wzdłuż torów można było zobaczyć pierwszych odważnych do kąpieli. Jak
wspaniale!
Wysiadłam na stacji kolejowej i pieszo
rozpoczęłam swoją wędrówkę pod wskazany przez moją agentkę adres. Jak zwykle
przyjechałam dużo wcześniej, więc szłam powoli, podziwiając po raz setny uliczki
Barcelony i tym samym próbując zgadnąć co czeka mnie dzisiejszego dnia.
Wiedziałam, że są to testy, że żadna z tego sesja zdjęciowa, ani świetna
zabawa, że nie mam co liczyć na fantazyjne makijaże, włosy ułożone w
perfekcyjne pukle loków i olśniewające stroje. To miały być zwyczajne testy,
specjalnie do mojego portfolio. Tak dla odświeżenia i kilku nowości. Tym samym
zdałam sobie sprawę, że jeszcze nie opowiadałam Wam o tej sferze modelingu, a
mianowicie o tworzeniu portfolio modelek! Gdy dotarłam do drzwi studio
włączyłam tryb czujnego obserwatora, aby wszystko dokładnie Wam opowiedzieć i
razem z dźwiękiem skrzypiących drzwi weszłam ponownie do mojego świata
modelingu. Dzisiaj zapraszam również i Was!
Portfolio i testy- co to
takiego?
Tak na początek w ramach wyjaśnienia
powiem krótko, że portfolio to nic innego jak ogromny album formatu A4,
wypełniony zdjęciami modelki. Zdjęcia te są starannie wyselekcjonowane przez
sztab profesjonalistów,pracujących w agencji. To właśnie oni zajmują się
promocją i reprezentacją dziewczyny, a portfolio jest kartą przetargową w tym
biznesie. Piękne zdjęcia, różnorodne stylizacje, wyczuwalny klimat i emocje,
podkreślenie najlepszych cech urody modelki to już połowa sukcesu do rozwoju i
wykonywania dalszych prac dla świetnych marek. Zanim jednak dojdzie do tych
prac modelka musi zbudować wystarczająco dobre i mocne portfolio, a za to
odpowiedzialne są właśnie testy.
Test to najszybsza sesja zdjęciowa jaką
przyjdzie wykonać modelce w swoim zawodzie. Kilka godzinek, podczas których
fotograf stara się uchwycić w kadrze piękno dziewczyny. Na podstawowych testach
zazwyczaj nie ma żadnego wizażysty ani stylistek (jest to projekt realizowany i
sponsorowany przez pasję, czyli jedyne co wygrywamy w tym przetargu to zdjęcia).
Modelka ma na sobie delikatny i naturalny makijaż, a ubrania to mieszanka
ulubieńców z szafy modelki i fotografa. Może to być rozciągnięty sweter, body,
luźna koszula... możliwości jest mnóstwo, a wszystko zależy to od tego w jakim
stylu najlepiej czuje się modelka. Po tak krótkim przygotowaniu zaczynają się
zdjęcia, podczas których modelka daje z siebie wszystko, a zadaniem fotografa
jest uchwycenie jak najbardziej naturalnego piękna.
Do dzieła!
Gdy już wiecie w jakim celu pojechałam
do Barcelony, co to są testy i dlaczego nie byłam podekscytowana na myśl o
nich, mogę Wam opowiedzieć jak tym razem wyglądała sesja zdjęciowa.


Drzwi otworzył mi niski mężczyzna z
aparatem w ręku i uśmiechem od ucha do ucha. Nie byłam zaskoczona pocałunkami w
policzek, przecież jesteśmy w Hiszpanii. Weszłam do środka i rozpoczęliśmy
wstępną, typową rozmowę. „Skąd jesteś, jak długo jesteś modelką, w jakiej
jesteś agencji, chcesz coś do picia, jak stoisz z czasem, pogoda, Hiszpania,
Polska, wspomnienia, przygody,zdjęcia”... No właśnie! Zdjęcia! Chyba po to tu
jesteśmy! Nie myślcie sobie, że takie pogawędki nie mają sensu i są stratą
czasu. Co to, to nie! Są przełamaniem pierwszych lodów z nowo poznaną osobą. Nie
wszystkim idzie tak łatwo pozowanie przed kimś, kogo widzimy pierwszy raz w
życiu. Krótka wymiana zdań i kilka słów o sobie zawsze ułatwiają zadanie.
Dziewczyna musi wyglądać na zdjęciach na rozluźnioną, uśmiechniętą, spokojną, a
nie spiętą i zestresowaną. Bezlitosna kamera zawsze mówi prawdę i gdy atmosfera
jest ciężka zdjęcia zwyczajnie nie wychodzą dobre. My z fotografem tak się
zagadaliśmy, bowiem praktykowaliśmy na zmianę język angielski i hiszpański, że
nie spostrzegłam nawet kiedy minęły dwie godziny. Między jedną salwą śmiechu,
wyjaśnianiem klimatu zdjęć, a tłumaczeniem polskich słówek mieliśmy zrobione testy.
Przycisk aparatu wyłapywał najbardziej naturalne momenty, przerywniki podczas
rozmowy i skupione spojrzenia. Fotograf spisał się idealnie! Na czarno białych
fotografiach uchwycił moją marzycielską duszę, uwielbienie do prostoty i
minimalizmu, a także dojrzewającą we mnie kobiecość. Domowe rozciągnięte
swetry, luźna koszula, mokre włosy i spokój. Cała ja.
Co o tym myślicie?