Pokazywanie postów oznaczonych etykietą modeling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą modeling. Pokaż wszystkie posty

29.08.2019

Pożegnanie lata z marką 22paradise- kulisy sesji zdjęciowej




       Zawsze staram się w pełni doświadczać lata. Łapię w dłonie promienie słońca, oblizuję słone od morskiej wody usta, beztrosko noszę zwiewne sukienki, a w pogotowiu mam ze sobą bikini. Te wyjątkowe momenty zapisuję na dnie swojego serca i wracam do nich w chłodne zimowe wieczory. Uwielbiam je wtedy oglądać i przeżywać na nowo. Wspominam odwiedzone przeze mnie miejsca, czuję zapach lata i uśmiecham się z sentymentem. W tym roku udało mi się zgromadzić zdjęcia z ubiegłorocznych sesji zdjęciowych do moich najnowszych kampanii. Pierwszą z nich mogliście oglądać już na początku czerwca (tutaj klik) w poście Kulisy sesji zdjęciowej dla hiszpańskiej marki Mi&Co. Natomiast dzisiaj przychodzę do Was z kolejną dawką letnich inspiracji i wspomnień. Sami zobaczcie!








       To moja ulubiona sesja zdjęciowa! Pracowaliśmy nad nią w jednym z hiszpańskich miasteczek Costa Brava- Calella de Parafrugell. Zakochałam się w tym miejscu od razu i z pewnością jeszcze kiedyś tam wrócę. Urokliwe ciasne uliczki, białe kamienice z niebieskimi okiennicami i klimatyczne restauracje co chwila sprawiały, że zapominałam o pozowaniu i razem z ekipą zatrzymywaliśmy się na mrożonej kawie, typowych tapas lub lodach. Oddawałam się hałasom zgiełku wakacyjnego, chłonęłam wszystko niczym turystka, notując w pamięci miejsca, w które chciałabym wrócić w przyszłości. Ludzie rozkładali swoje koce na plaży, niektórzy cumowali niewielkie, drewniane łódki przy porcie, a jeszcze inni wspinali się na klify, aby móc podziwiać zapierające dech w piersiach krajobrazy. To tworzyło niesamowicie beztroską atmosferę lata, która zdecydowanie została uchwycona na zdjęciach. 







Kilka słów o marce 22paradise...



         Cała kolekcja narodziła się w Amsterdamie, a do jej produkcji użyto tkaniny techno, wykonanej z regenerowanego nylonu. W ten sposób marka powoli zamienia problem z odpadami zalegającymi w oceanach na modne i praktyczne rozwiązania. 22paradise charakteryzuje się kolekcją kapsułową, dane części strojów można ze sobą łączyć bez konieczności kupowania pełnego setu. Moje serce podbiły żywe kolory i klasyczne fasony, które sprawiają, że nawet w stroju kąpielowym wygląda się subtelnie i elegancko.







      Jak Wasze wrażenia?




16.04.2019

Kulisy kampanii hiszpańskiej marki Mi&Co SS19




       Odkąd zdjęcia z tej sesji pojawiły się na moim dysku w laptopie, nie mogę powstrzymać  się od ciągłego przeglądania ich. Wracam wspomnieniami do ubiegłego lata i trzech dni spędzonych z ludźmi pełnymi pasji i dobrej energii. Gdy podzieliłam się z Wami kilkoma pierwszymi zdjęciami na instagramie wszyscy zgodnie stwierdziliście, że chcecie przeczytać post o kulisach tej sesji zdjęciowej. Nie dałam się długo namawiać i najszybciej jak tylko mogę skrobię do Was ten post i ładuję zdjęcia na serwery.

       Jeśli słyszysz o tej marce po raz pierwszy, koniecznie zajrzyj do pierwszego postu zimowej kolekcji marki (klik) Tam wyjaśniam dokładniej historię powstania Mi&Co, a także główne założenia projektantek. Dzisiaj głównie skupię się na pokazaniu Wam efektów najnowszej sesji zdjęciowej, a także opowiem, gdzie i w jakich warunkach powstała kampania. Gotowi na spotkanie lata?





Czas, miejsce, ludzie...



          Wraz z zachodem słońca spotykamy się wszyscy w Barcelonie w jednym ze sklepów Mi&Co. Witamy się wylewnie, jak na Hiszpanów i przyjaciół przystało. Nie widzieliśmy się przecież od zeszłej zimy. Każdy opowiada o zmianach, przygodach, planach, sukcesach i porażkach. Czasu mamy bardzo dużo, bo już mkniemy autostradą wzdłuż wybrzeża. Słońce powoli zachodzi, a my podziwiamy pierwsze krajobrazy na Costa Brava. Z aut wysiadamy dopiero po kilku godzinach, gdy kierowca zatrzymuje się na parkingu z wysypanych białych kamieni. Idziemy prosto na kolację, raczeni owocami morza, lampką wina i dużą porcją deserów. Omija mnie większość pysznych dań i wyśmienitego wina. Atakuje mnie przeziębienie. Projektanta martwiąc się o mnie wpycha mi w dłonie garść leków i kubek gorącej wody z cytryną. Bezapelacyjnie wysyła mnie do łóżka, abym następnego dnia wstała wypoczęta i co najważniejsze zdrowa. Nie sprzeciwiam się. Łóżko w moim pokoju zdaje się mieć magnetyczną moc i już po kilku minutach odpływam.

           Budzą mnie odgłosy porannej krzątaniny za ścianą. Słońce próbuje wedrzeć się do pokoju i rozsiąść na fotelu. Odsłaniam rolety, biorę szybki prysznic i wychodzę na zewnątrz. Z całą ekipą idziemy na śniadanie i próbujemy skupić się na pracy. Kamera, kosmetyki do makijażu i wieszaki pełne ubrań boleśnie przypominają nam, że przyjechaliśmy tu pracować. Szybkie śniadanie, jeszcze szybsza kawa i już siedzę przy lustrze z jedną powieką wywiniętą do góry i wałkami na głowie.   






  

       3,2,1... Akcja!



       Nawet nie wiem kiedy, a spokojny resort pośrodku gór, polan i lasów zamienia się w wielkie studio fotograficzne. Wykorzystujemy każde drzewo i kwiat. Nie omijamy pięknych schodów i dobrze oświetlonych pomieszczeń. Robimy zdjęcia wszędzie, zmieniamy stylizacje, upewniam się, że moje buty są wygodne i rzucam się w wir pozowania, które na dobrą sprawę nie wygląda na pozowanie. Podnoszę ręce do góry, zachwycając się idealnie niebieskim niebem. Uśmiecham się do ptaków, kwiatów i pięknych widoków. Zakrywam jedno oko słomianym kapeluszem i śmieję się do kamery. Zupełnie jakbym pozowała do rodzinnego albumu na wakacjach.






         Po szybkiej przekąsce pakujemy wszystko do aut i ruszamy na plażę. Widoki zapierają mi dech w piersiach. To mój pierwszy raz na Costa Brava. Pierwszy raz, gdy widzę klimatyczne knajpki i piękne szklane hotele z widokiem na morze. Zatrzymujemy się w jednym z nich, po raz kolejny zmieniając pokój hotelowy w studio fotograficzne. Biegam po plaży, moczę nogi i co chwila oblizuję usta. Są słone. Morska bryza zwilża moją twarz i rozwiewa kosmyki włosów. Fotograf łapie w obiektywie każdy mój ruch i emocję, a ja zapominam, że powinnam pozować jak przystało na modelkę.

      Śmieję się. Zachwycam się otaczającym mnie pięknem i czuję smutek obserwując zachód słońca. To oznacza koniec dnia i koniec sesji zdjęciowej.

       Wyczerpani po całym dniu w upale chłodzimy się wszyscy w morzu i siadamy do kolacji w pobliskim drewnianym chiringuito, czyli drewnianym barze na plaży. Rozmawiamy, śmiejemy się i oglądamy wstępne efekty sesji zdjęciowej. Widzę zadowolenie na twarzach ekipy. To były dobre dni. Kolejne, za które jestem niewyobrażalnie wdzięczna.







       Przyznaję otwarcie, że jest to jedna z moich ulubionych współprac z marką odzieżową. Wyjątkowo cenię sobie ich naturalność i wartości, które kreują już od wielu lat. Założycielka marki to kobieta pełna pasji, miłości do ludzi i zrozumienia, że moda to nie tylko wygląd zewnętrzny i tkaniny, które na siebie nakładamy, ale uczucie pewności siebie i wygody. Tym bardziej jestem zaszczycona, że projektantka po raz kolejny wybrała mnie na reprezentowanie kolekcji. To dla mnie ogromna przyjemność być twarzą marki, z którą utożsamiam się całą sobą. Każde zdjęcie maluje na mojej twarzy uśmiech, a spokój wypełnia moją duszę. Brak w tej sesji nadmiaru makijażu, przepozowanych zdjęć, nie widać nadmiernego retuszu i udawanych scenerii. Fotograf doskonale łapała każdy moment, uwieczniając na zdjęciu to, co dla mnie najważniejsze, czyli emocje.






       Jak podoba się Wam kampania?


       Jeśli coś wyjątkowo wpadło Ci w oko, możesz sprawić sobie prezent tutaj na oficjalnej stronie Mi&Co 



Całuję słonecznie,
Paulina G Lifestyle







13.10.2018

Kampania AW18 dla hiszpańskiej marki Mi&Co



        Na pokazanie Wam efektów tej sesji zdjęciowej czekałam bardzo długo! Wreszcie cała kampania ujrzała światło dzienne, a ja mogę podzielić się z Wami relacją z dnia, w którym  całą drużyną pracowaliśmy nad nowym projektem. Gotowi? Zapraszam!






      Marka Mi&Co powstała w 2009 r. w Barcelonie i bardzo szybko podbiła serca miłośniczek slow life, które podejrzewam, że w tych latach nie było jeszcze aż tak popularne. Na przestrzeni kilku lat Mi&Co zdobyło sobie ogromne uznanie wśród klientek, a pierwotna kolekcja swetrów i sukienek rozrosła się nawet do bikini i plażowych ubrań. Miałam również przyjemność pracować nad letnią kolekcją i zapewniam, że zarówno jakość, jak i wzory są fenomenalne! Z pewnością pokażę Wam również plażową sesję zdjęciową, ale na nią wszyscy musimy poczekać do kolejnego lata. Patrząc na pogodę za oknem raczej większość z nas ma ochotę na wtulenie się w kaszmirowe swetry i ciepłe płaszcze. Zobaczcie kilka inspiracji!







  Czym urzeka Mi&Co?


       Naturalność. Proste i wygodne kroje. Świetna jakość materiałów i serce włożone przy pracy nad każdym szczegółem. Miałam okazję osobiście poznać osoby, które czuwają nad całą produkcją i są to ludzie tak życzliwi, lojalni i pełni pasji, że nie sposób, aby coś poszło nie tak.

       Jeśli główną, rozpoznawalną cechą marki jest naturalność, sesja zdjęciowa również musiała przebiegać właśnie w takim klimacie. Już od wczesnego ranka Laila- wspaniała makijażystka czuwała nad moim makijażem i włosami. Cały look utrzymywany był w naturalnym charakterze. Uwielbiam takie wersje, bo czuję się sobą. Nie muszę wtedy nikogo udawać tylko zająć się pokazaniem kolekcji w jak najlepszy sposób. Pomagała mi Rachel, czyli fotograf, która starała się złapać najbardziej naturalne momenty. Przyznaję szczerze, że tego dnia zupełnie nie czułam, że muszę pozować czy wdzięczyć się do kamery. Między kolejnymi ujęciami żartowaliśmy, opowiadaliśmy sobie zabawne historie i poznawaliśmy się coraz bliżej. Wspólnie urządzaliśmy burzę mózgów i pod czujnym okiem projektantki zmienialiśmy lokalizację, tworzyliśmy hamak, a ja mogłam nawet zajadać się słodką muffinką podczas zdjęć. Zero pozowania!







      Tego dnia wyjątkowo wczułam się w klimat sesji zdjęciowej i kolekcji. Wreszcie co może być mi bardziej bliskie, niż przytulne wnętrza, wtulanie się w ciepłe swetry i szeroki, nieudawany uśmiech, wypływający z głębi mojej duszy.

       Jak podobają się Wam efekty sesji zdjęciowej? Jeśli któryś z produktów urzekł Was wyjątkowo to zapraszam na oficjalną stronę internetową Mi&Co tutaj link (klik)










Ściskam jesiennie, 
Paulina G Lifestyle



9.07.2018

Tydzień mody ślubnej w Barcelonie




       Temat ślubów już od jakiegoś czasu jest mi bardzo bliski. Niespełna rok temu zostałam szczęśliwą narzeczoną, a mój brat w przyszłym miesiącu poślubi swoją drugą połówkę. Jak zapewne domyślacie się w moim słowniku bardzo często goszczą słowa takie jak wesele, ceremonia, miłość, suknia ślubna... -  strzał w dziesiątkę! To właśnie ona jest bohaterką dzisiejszego wpisu, a także tygodnia mody, który odbył się w kwietniu w Barcelonie.






       Każda z nas z pewnością marzy o tej jednej i wyjątkowej sukni. Dumnie ciągnącym się za nami materiałem, nieskazitelnie czystej bieli i eleganckim szelestem przy każdym ruchu. Przyznam szczerze, że ubolewam nad faktem, że możemy wybrać tylko jedną suknię ślubną (przy odrobinie szczęścia, daj Boże, tylko jedną). Ileż zabawy jest przy oglądaniu katalogów! Jak wielką frajdę sprawia nam przymierzanie lśniących kreacji i wyobrażanie sobie siebie samych kroczących do ołtarza. Mimo, że jeszcze nie wybrałam swojej sukni ślubnej i odnośnie danego kroju dla mnie mam wielki mętlik w głowie, to dzięki mojej pracy przymierzyłam już setki, a może nawet tysiące sukni ślubnych. Wiem, która pasuje do mojej sylwetki, a także z zamkniętymi oczami mogę stwierdzić jaka suknia będzie wygodna lub też w której z nich łatwo się zabić.

 

Właśnie o niepołamanie nóg modliłam się podczas tygodnia mody ślubnej

           
       Tydzień mody ślubnej rozpoczął się w Barcelonie w ostatnim tygodniu kwietnia. Na wybiegi wylały się oryginalne i najnowsze kroje kolekcji. Lśniące diamenty, tiule, koronki i elegancka satyna. Pierwszeństwo miały królujące marki w świecie mody ślubnej. Moje ulubione Pronovias, Rosa Clara czy Sposa podbijały serce z każdą, wyjątkową na swój sposób nową suknią. W tym tygodniu miałam przyjemność chodzić na wybiegu dla Jesus Peiro- jednej z przodujących marek hiszpańskich. Fenomenalne projekty wychodzą spod ręki projektantki Merche Segarra- kobiety, której elegancja, szyk i klasa odzwierciedlone są w każdej sukni ślubnej.

       W udziale przyszło mi przechadzać się w prawie dziesięciu wybranych przez sztab profesjonalistów sukniach. Przymierzałam każdą z nich i zwyczajnie nie mogłam powstrzymać się od robienia zdjęć tym bajkowym białym cudom. Same z resztą popatrzcie!







     Po szybkich przygotowaniach w strefie wizażu i fryzjerstwa z bijącym sercem udałam się do wieszaka, na którym wisiały przeznaczone dla mnie kreacje. Oczami wyobraźni wybierałam tą jedną i jedyną, idealną na dzień mojego ślubu, za kulisami ćwiczyłam chodzenie tak, aby tren nie zahaczył się o obcas, a materiał nie plątał się między nogami. To dopiero wyzwanie!

      Gdy światły przygasły,  a muzyka rozległa w głośnikach wszystkie dziewczyny jak na zawołanie wyprostowały się dumnie, poprawiły suknie po raz ostatni i z charakterystycznym szelestem materiału ruszyły na wybieg. W strugach świateł suknie prezentowały się jeszcze lepiej! Delikatnie mieniły się i falowały z każdym krokiem. Romantyczny pokaz rozbudził romantyczną aurę, a rozmarzone uśmiechy nie schodziły z twarz kobiet. Magia, którą rozumieją przyszłe Panny Młode!







Urodziny, tort i brawa


       W tegoroczny tydzień mody ślubnej akurat przypadały 30- ste urodziny marki Jesus Peiro. Razem z tortem, wielkimi brawami i ścianką, na której można było zrobić sobie zdjęcie wszyscy zgodnie wiwatowali na cześć całej drużyny, która wkłada swój wysiłek w tworzenie tak cudnych kreacji. Najnowsza kolekcja marki prezentowana była przez kolejne 3 dni w prywatnym butiku marki. Każdego dnia modelki dumnie nosiły na sobie nieskazitelnie białe suknie, a przyszłe Panny Młode z zachwytem fotografowały najmniejsze detale sukien. Na zdjęciach możecie przejrzeć modele sukni ślubnych, a ja oczywiście czekam na Wasze zdanie i opinie. Jaka jest Wasza wymarzona suknia ślubna? A może któraś z Was wybór ma już za sobą. Pochwalcie się!   


     
Pisząca do Was z lotniska,
Roztargniona Paulina G Lifestyle





10.04.2018

Sesja zdjęciowa, testy i portfolio modelki




       Jechałam wtedy pociągiem do Barcelony i jak to zazwyczaj bywa w mojej pracy jako modelka kompletnie nie miałam pojęcia jak będzie wyglądał mój dzień, jaki motyw będzie miała dana sesja zdjęciowa i z kim przyjdzie mi pracować. Przygotowana już na niespodzianki obserwowałam przesuwające się szybko widoki. Pierwsze oznaki wiosny zaczynały domagać się zrzucenia ciepłych kurtek i wyjęcia z szafy lżejszych butów. Hiszpania powoli wypełniała się turystami, a na plażach biegnących wzdłuż torów można było zobaczyć pierwszych odważnych do kąpieli. Jak wspaniale!

       Wysiadłam na stacji kolejowej i pieszo rozpoczęłam swoją wędrówkę pod wskazany przez moją agentkę adres. Jak zwykle przyjechałam dużo wcześniej, więc szłam powoli, podziwiając po raz setny uliczki Barcelony i tym samym próbując zgadnąć co czeka mnie dzisiejszego dnia. Wiedziałam, że są to testy, że żadna z tego sesja zdjęciowa, ani świetna zabawa, że nie mam co liczyć na fantazyjne makijaże, włosy ułożone w perfekcyjne pukle loków i olśniewające stroje. To miały być zwyczajne testy, specjalnie do mojego portfolio. Tak dla odświeżenia i kilku nowości. Tym samym zdałam sobie sprawę, że jeszcze nie opowiadałam Wam o tej sferze modelingu, a mianowicie o tworzeniu portfolio modelek! Gdy dotarłam do drzwi studio włączyłam tryb czujnego obserwatora, aby wszystko dokładnie Wam opowiedzieć i razem z dźwiękiem skrzypiących drzwi weszłam ponownie do mojego świata modelingu. Dzisiaj zapraszam również i Was!






Portfolio i testy- co to takiego?


       Tak na początek w ramach wyjaśnienia powiem krótko, że portfolio to nic innego jak ogromny album formatu A4, wypełniony zdjęciami modelki. Zdjęcia te są starannie wyselekcjonowane przez sztab profesjonalistów,pracujących w agencji. To właśnie oni zajmują się promocją i reprezentacją dziewczyny, a portfolio jest kartą przetargową w tym biznesie. Piękne zdjęcia, różnorodne stylizacje, wyczuwalny klimat i emocje, podkreślenie najlepszych cech urody modelki to już połowa sukcesu do rozwoju i wykonywania dalszych prac dla świetnych marek. Zanim jednak dojdzie do tych prac modelka musi zbudować wystarczająco dobre i mocne portfolio, a za to odpowiedzialne są właśnie testy.

      Test to najszybsza sesja zdjęciowa jaką przyjdzie wykonać modelce w swoim zawodzie. Kilka godzinek, podczas których fotograf stara się uchwycić w kadrze piękno dziewczyny. Na podstawowych testach zazwyczaj nie ma żadnego wizażysty ani stylistek (jest to projekt realizowany i sponsorowany przez pasję, czyli jedyne co wygrywamy w tym przetargu to zdjęcia). Modelka ma na sobie delikatny i naturalny makijaż, a ubrania to mieszanka ulubieńców z szafy modelki i fotografa. Może to być rozciągnięty sweter, body, luźna koszula... możliwości jest mnóstwo, a wszystko zależy to od tego w jakim stylu najlepiej czuje się modelka. Po tak krótkim przygotowaniu zaczynają się zdjęcia, podczas których modelka daje z siebie wszystko, a zadaniem fotografa jest uchwycenie jak najbardziej naturalnego piękna.


Do dzieła!

 

       Gdy już wiecie w jakim celu pojechałam do Barcelony, co to są testy i dlaczego nie byłam podekscytowana na myśl o nich, mogę Wam opowiedzieć jak tym razem wyglądała sesja zdjęciowa.





       Drzwi otworzył mi niski mężczyzna z aparatem w ręku i uśmiechem od ucha do ucha. Nie byłam zaskoczona pocałunkami w policzek, przecież jesteśmy w Hiszpanii. Weszłam do środka i rozpoczęliśmy wstępną, typową rozmowę. „Skąd jesteś, jak długo jesteś modelką, w jakiej jesteś agencji, chcesz coś do picia, jak stoisz z czasem, pogoda, Hiszpania, Polska, wspomnienia, przygody,zdjęcia”... No właśnie! Zdjęcia! Chyba po to tu jesteśmy! Nie myślcie sobie, że takie pogawędki nie mają sensu i są stratą czasu. Co to, to nie! Są przełamaniem pierwszych lodów z nowo poznaną osobą. Nie wszystkim idzie tak łatwo pozowanie przed kimś, kogo widzimy pierwszy raz w życiu. Krótka wymiana zdań i kilka słów o sobie zawsze ułatwiają zadanie. Dziewczyna musi wyglądać na zdjęciach na rozluźnioną, uśmiechniętą, spokojną, a nie spiętą i zestresowaną. Bezlitosna kamera zawsze mówi prawdę i gdy atmosfera jest ciężka zdjęcia zwyczajnie nie wychodzą dobre. My z fotografem tak się zagadaliśmy, bowiem praktykowaliśmy na zmianę język angielski i hiszpański, że nie spostrzegłam nawet kiedy minęły dwie godziny. Między jedną salwą śmiechu, wyjaśnianiem klimatu zdjęć, a tłumaczeniem polskich słówek mieliśmy zrobione testy. Przycisk aparatu wyłapywał najbardziej naturalne momenty, przerywniki podczas rozmowy i skupione spojrzenia. Fotograf spisał się idealnie! Na czarno białych fotografiach uchwycił moją marzycielską duszę, uwielbienie do prostoty i minimalizmu, a także dojrzewającą we mnie kobiecość. Domowe rozciągnięte swetry, luźna koszula, mokre włosy i spokój. Cała ja. 

      Co o tym myślicie? 




    



Zdjęcia: Raul Bateman


23.03.2018

Sesja zdjęciowa dla Victorio Lucchino




        Z kubkiem gorącej kawy weszłam do studio fotograficznego. Spodziewałam się pobudzonej już atmosfery i krzątającej się ekipy, mimo że wskazówki zegara dopiero co pokazały siódmą rano. Oczekiwałam zobaczyć zespół, przygotowujący się do sesji zdjęciowej. Ustawianie tła i światła, prasowanie ubrań, szykowanie miejsca do makijażu i cały ten zwyczajny zamęt, jaki panuje przy większych projektach. Nic takiego nie zadziało się. Przywitało mnie buczenie lampy i uśmiechnięta sprzątaczka, dzięki której weszłam do ciepłego studio. Jestem przecież w Hiszpanii- pomyślałam, siadając wygodnie na kanapie. Popijałam spokojnie kawę, wykorzystując zachłannie czas na poranne przeglądanie blogów. Kilka minut po czasie usłyszałam stukot przesuwanej po podłodze walizki i ożywione rozmowy. Studio powoli wypełniło się życiem. Wizażystka zaczęła ustawiać cały kosmetyczny asortyment na toaletce, fryzjer cierpliwie rozplątywał kable suszarek i lokówek, ktoś zapytał mnie o numer buta, kraj pochodzenia i troskliwie o kolejną porcję kawy. Zaraz potem przyszła organizatorka sesji, opowiadając mniej więcej co czeka mnie tego dnia. Zdjęcia dla Victorio Lucchino- hiszpańskiego projektanta, który swoim niepowtarzalnym stylem podbił serca miłośników mody na całym świecie. W udziale przypadło mi być twarzą dla kolekcji drugiej klasy projektanta czyli tej mniejszej, mniej znanej, bardziej casualowej... No cóż, bywa i tak... Zupełnie niezrażona tym faktem, bowiem liczy się możliwość rozwoju, zabrałam się ochoczo do pracy! ... to znaczy, oddałam się w objęcia ekipy.







       Przygotowania do sesji minęły mi w błyskawicznym tempie. Wizażystka okazała się maniaczką kosmetyków naturalnych, więc obie znalazłyśmy wspólny język. Porównywałyśmy krycie podkładów, opowiadałyśmy o wrażeniach pielęgnacji danymi kremami i sztuką makijażu próbowałyśmy wydobyć jak najwięcej wdzięku z mojej twarzy. Eksperymentowałyśmy z różem w każdym odcieniu i ku memu zdziwieniu efekt końcowy spodobał mi się! Zazwyczaj unikam różowych cieni, a nawet konturowania, jakkolwiek moja czarodziejka dodała odrobinę blasku, rozświetlenia, a ja gotowa byłam na godne prezentowanie marki. Włosy pozostawiliśmy prawie nienaruszone. Szczotkowanie, delikatne podkręcenie na lokówce i lakier dla utrzymania efektu przy setkach zmian ubrań.

       Gdy cała byłam odmieniona skierowano mnie na plan zdjęciowy. Na miejscu czekała na mnie przeurocza Laura, która zajęła stanowisko fotograf oraz zwariowana  stylistka- Gisella. Tego dnia nie dane nam było pracować w licznym gronie, co tylko wprawiło nas w lepsze humory. Zero nerwów, hałasu i niepotrzebnie podzielonych zdań. Projekt z góry ustalony był na główną sprzedaż online, stąd też naszym zadaniem było stworzenie lookbook-a wszystkich stylizacji projektanta.





       Podczas gdy ja z Laurą testowałyśmy światło, Gisella przygotowywała kolejne zestawienia ubrań. Było ich ponad czterysta, stąd też praca dla Victorio Lucchino ku mojej uciesze przeciągnęła się na kolejne cztery dni.

       Tematyką sesji zdjęciowej była przede wszystkim kobieca delikatność, naturalność i powolne ruchy. Liczyło się uchwycenie falującej spódnicy, sukienki, czy rozmarzonego spojrzenia. Sami oceńcie efekty i koniecznie dajcie znać w komentarzach co Wy o tym myślicie!

       Kolejne godziny, a nawet dni upłynęły niesamowicie szybko, pracowicie, ale również w świetnej atmosferze. Pobudki o czwartej rano wynagradzałyśmy sobie litrami kawy. W studio rozbrzmiewały szalone lata 80-te, które siłą rzeczy zmuszają do tańca, ruchu i rozbudzenia się. Nie pogardziłyśmy również typowo świątecznym repertuarem, był wtedy koniec listopada, więc czułyśmy się w pełni uprawnione do takich wybryków. Muzyce nie mogłyśmy odmówić, nie było limitu! Gorzej miała się sytuacja z miejscem, bowiem na wykonanie zdjęć byłyśmy ograniczone do studio i zmiany kolorów tła. Jednak i z tym jako zgrana ekipa poradziłyśmy sobie świetnie. Grałyśmy na zmianę pociętymi szablonami tektur, mieszałyśmy pastelowe kolory, ustawiałyśmy drewniane pufy, siadałam na podłodze, oszukiwałyśmy światłem... Istna burza mózgów! Sesja zdjęciowa, mimo tak prostego projektu, wydaje się być naprawdę klimatyczna! Uwielbiam pastelowe odcienie, naturalność i casualowe zestawienie stylizacji.





        Jak Wam przypadły do gustu zdjęcia? Podobają Wam się tego typu posty z mojej codzienności w pracy? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach!