14.05.2019

Wszyscy nosimy w sobie rozszarpane serca...



       Tego dnia nie spieszyło mi się. Mknęłam drogą krajową wzdłuż wybrzeża na nowo podziwiając znajome mi już widoki. Po prawej stronie rozciągały się intensywnie zielone góry. Chmury rzucały na nie fantazyjne cienie, przypominające wspinające się słonie i niezidentyfikowane placki. Czubki domków nieśmiało wyglądały zza gór, jak gdyby bojąc się wychylać przed szereg i zwracać na siebie szczególną uwagę. Zmieniłam piosenkę w odtwarzaczu i z głośników popłynęło Let it be znanych The Beatles. Po lewej stronie rozciągało się błyszczące od promieni słońca morze. Ten widok zachwyca mnie bezustannie. Zachwyca mnie do tego stopnia, że zachodzę w głowię jak to możliwe, że do tej pory nie spowodowałam jeszcze wypadku. Nie zliczę, ile razy miałam ogromną ochotę zatrzymać auto na środku drogi i zapatrzeć się w turkusowy bezkres morza... Z zamyśleń wyrywa mnie głośne Let it beeeee Let it beeeee... i bez krępowania dołączam do The Beatles.







       Tego dnia nie spieszyło mi się. Mknęłam drogą krajową wzdłuż wybrzeża na nowo podziwiając znajome mi już widoki. Tym razem moją uwagę wyjątkowo przykuli ludzie...


       Dwie kobiety o włosach przyprószonych elegancką siwizną, stały na chodniku rozmawiając i gestykulując z nieopisaną gracją. Ich płócienne torby wyładowane były po brzegi produktami z supermarketu. Zachciało mi się czegoś słodkiego, ale szybko pozbyłam się tej myśli, mijając na drodze rowerzystę, który z ogromnym zapałem podjeżdżał pod górę. Kolejna samotna kobieta, spacerująca z dwoma psami. Zaraz przy skrzyżowaniu spostrzegłam otyłego mężczyznę, próbującego z trudem utrzymać tempo. Jego nogi zdawały się poddawać, a ciało powoli opadało ku przodzie. Biegł za nim rottweiler. Rozpoznałam ich! Para z sąsiedztwa wyjątkowo zapadła mi w pamięci. Mężczyzna ma nieopisany smutek w oczach i nigdy nie wdaje się w pogawędkę z sąsiadami. Pies natomiast jest agresywny i spięty.

       -Wszyscy nosimy w sobie rozszarpane serca- pomyślałam- Wszyscy jesteśmy złamani. Przez życiowe doświadczenia, wspomnienia, upadki i niespełnione marzenia. Wszyscy nosimy w sobie rozszarpane serca. Wszystkim nam wmówiono, że trzeba to ignorować. Przyklejać uśmiech do twarzy, twierdzić, że to przecież nic takiego i nigdy nie poddawać się, zawsze iść do przodu. Mówi się też, że należy sprawić, aby liczył się każdy dzień, a ja powiem, że to nieprawda. Nie da się ruszyć naprzód z rozszarpanym sercem. Nie da się udawać, że dziury i rany nie istnieją. Nie da się ignorować bólu. Czasem dzień jest tak zwyczajnie do przeżycia. Do przepłakania, do zjedzenia miski lodów, do uderzania pięścią w poduszkę, do wykrzyczenia całej złości, do przytulania serca.






       Może nie jesteś w miejscu, w którym chciałaś być, może podjęłaś kilka złych decyzji, a gorzki smak konsekwencji odbija się echem o Twoją teraźniejszość, może czujesz się zagubiona i nie wiesz w którą stronę iść... Pozwól sobie zauważyć, że Twoje serce jest rozszarpane i że to nic złego. Nie musisz udawać, przyklejać uśmiechu i wmawiać sobie, że to nic takiego. To wielka rzecz! To Twoje serce! Zatroszcz się o nie, zawalcz!

       Myślę sobie, że być może ten smutny pan i zły pies również mają rozszarpane serca. Może tkwi w nich ogromny żal do przeszłości i gorzka niemoc teraźniejszości. Może boją się czegoś lub zostali bardzo głęboko zranieni. Może Ci wszyscy ludzie dookoła wychodzą z domu, żeby zaopiekować się swoim rozszarpanym sercem. Jeżdżą na rowerze, kontemplują,rozmawiają z psem, zaczepiają sąsiadkę lub stają się odludkami. Może właśnie tego dnia zrobili ogromny krok i wyszli z domu, zmierzyli się z samotnością, monotonią i zasiedzeniem się na starej kanapie. Ktoś z nich wyciągnął rower, włożył buty do biegania lub pogapił się w niebo, przytulając do serca każdą drgającą w nim emocję.






      Wszyscy nosimy w sobie rozszarpane serca.
 Pytanie tylko czy zapominamy o nich, czy staramy się je leczyć?







03.05.2019

Kwiecień pod lupą




       Dzisiaj świat mnie nie potrzebuje- pomyślałam z uśmiechem złośnicy i zaszyłam się pod kołdrą na kolejną błogą godzinę. Nie muszę nastawiać budzika, nie muszę organizować planu dnia, nie muszę zamieniać się w przewodnika Polski, ani też biegłego tłumacza. Dzisiaj świat mnie nie potrzebuje. Obserwuję rozbijające się krople deszczu, przeciągającego się Kobi i nic nie sprawia mi większej radości niż wsłuchiwanie się w ciszę w moich czterech ścianach. Od zawsze byłam pokręconą introwertyczką, a kwiecień dał mi w kość. Był miesiącem pełnym spotkań, dłuższego pobytu w Polsce i zwiedzaniu Warszawy razem z hiszpańską rodzinką. Kwiecień był pełen wrażeń i atrakcji. Pełen śmiechu i miłości. Pełen rozmów, ludzi, spotkań i niekończących się posiłków przy wtórze gitary. Kwiecień pełen był wszystkich, a tak mało było w nim mnie. Dzisiaj świat mnie nie potrzebuje. Siadam na kanapie, zaparzam sobie kawę i wsłuchuję się w ciszę. Tak mi dzisiaj dobrze. Jestem Tu i Teraz Egoistycznie dla siebie.






       Upijam kolejny łyk kawy i stukam palcami o klawiaturę. Nie wiem jeszcze co z tego wyniknie, bowiem nie pisałam od tak dawna... Opowiem Wam na początek co podarował mi kwiecień, a następnie usiądę i posłucham o Waszych wrażeniach z minionego miesiąca. Co wy na to?  


Udało mi się


       Nie zwariować. W kwietniu zdecydowanie brakowało mi czasu dla siebie. Tęskniłam za kontemplacją Tu i Teraz, za byciem w ciszy i świadomym przeżywaniu. Nie wiem, jak inni mogą funkcjonować inaczej. Mnie takie odcięcie wymęczyło niewyobrażalnie i cieszę się, że w tym wszystkim udało mi się nie zwariować. Starałam się wycisnąć jak najwięcej z czasu spędzonego z bliskimi. Pochłaniałam każdy szczegół z rozmów z nimi, studiowałam emocje i wspominaliśmy chwile razem. Spotykanie tak ogromnej liczby osób w tak krótkim czasie było dla mnie niczym powrót do przeszłości. Udało mi się cieszyć każdą chwilą i naprawdę nie zwariować.






Jestem wdzięczna za


       Miesiąc bez Instagrama. W kwietniu mało zaglądałam do social media, a to naprawdę pomogło mi odpocząć i zdystansować się do świata i do siebie samej. Gdzieś przeczytałam, że w dzisiejszych czasach to, czego nie pokazujemy na Instagramie, z pewnością nie istnieje. Jestem wdzięczna za to, że kwiecień pokazał mi, że bez Instagrama da się żyć. Co więcej- życie bez Instagrama również może być fascynujące! To był dla mnie wyjątkowy czas na odłożenie telefonu i skupieniu się na tym, co ważne. Kontakt wzrokowy z ludźmi, z którymi rozmawiam, głęboki oddech w momentach, w których nie wiedziałam co ze sobą robić i decydowałam się na nie sięganie po telefon. Taki samowolny detoks pomógł mi odpocząć i pokochać moje życie takie jakim jest, bez kreowania go na idealne, widoczne lub porównywalne do innych iluzji zamkniętych w wyretuszowanych kwadratach.

       Jestem również wdzięczna za wszystkie duszyczki, które mogłam spotkać w tym miesiącu. Kwiecień wraz z eksplozją pierwszych kwiatów, wybuchł w moim życiu również owocnymi spotkaniami z osobami, których nie widziałam od dawna lub też z którymi miałam przyjemność spotkać się po raz pierwszy. Dziękuję za czas poświęcony mi i ogromną dawkę miłości i radości!   






Inspirują mnie


       Uwierzcie, że w tym miesiącu nie natknęłam się na żadną książkę lub film, które wyjątkowo poruszyłyby mnie. Mam nadzieję, że zakupione przeze mnie majowe lektury sprawdzą się o wiele lepiej. Tym samym na szczególną uwagę zasługuje powieść którą złapałam na chwilę przed odlotem do Hiszpanii w kolejce do kasy w Biedronce. Przedstawiam Wam „Kochając pana Danielsa” – Brittainy C. Cherry. Książka, którą prawie w całości pochłonęłam podczas trzygodzinnego lotu. Na nowo pobudziła we mnie moją ukrytą duszę romantyczki, rozbudziła we mnie każde zmysły, sprawiła, że zaczęłam marzyć i wypełniać swoją codzienność romantyzmem. Jeszcze kilka dni po zakończeniu lektury wracam myślami do losów bohaterów i wzdycham głęboko. Ah! Gorąco polecam! 

       Po raz kolejny wróciłam do lektury „Wylecz PCOS” oraz „Insulinooporność w polskiej kuchni”. To dla mnie podstawowe pozycje w domu i w mojej kuchni. Lubię do nich wracać i przypominać sobie najważniejsze zasady i ciekawostki zdrowego odżywiania. Wiele potraw z przepisów tych książek ląduje na mom talerzu, więc muszę być na bieżąco. Więcej o danych pozycjach przeczytacie tutaj (link klik)






Napisane przeze mnie


       W tym miesiącu pojawiło się niewiele moich tekstów, ale powiem Wam szczerze, że jestem z nich dumna. W natłoku wyjazdów, spotkań i szalonej organizacji życia napisałam 4 posty. Zapraszam Was do ich przeczytania i wsparcia mnie odrobinę po tej dłuższej przerwie:









Odkrywam


       Siebie i swoje emocje. Rozkładam na części pierwsze każdą przeżywaną przeze mnie emocje i czuję ją całą sobą. Wgłębiam się w tajniki psychologii i doświadczania. Czuję słone łzy na mojej twarzy, uścisk w klatce piersiowej, rozpierającą mnie energię, wdzięczność, radość i miłość. Odkrywam emocje, uczę się ich, żyję z nimi i utożsamiam.   


Planuję


       Żyć głębiej. Doświadczać. Cieszyć się każdym dniem. Być Tu  Teraz. Planuję również wesele, a jego organizacja nabiera coraz szybszego tempa. Planuję życie, a tym samym daję mu się zaskoczyć. Ostatnio mało wychodzi mi z moich planów. Życie, bezustannie zaskakuj mnie!







       Co przyniósł Tobie kwiecień? Opowiedz mi!



       Stęskniona,
Paulina G Lifestyle






16.04.2019

Kulisy kampanii hiszpańskiej marki Mi&Co SS19




       Odkąd zdjęcia z tej sesji pojawiły się na moim dysku w laptopie, nie mogę powstrzymać  się od ciągłego przeglądania ich. Wracam wspomnieniami do ubiegłego lata i trzech dni spędzonych z ludźmi pełnymi pasji i dobrej energii. Gdy podzieliłam się z Wami kilkoma pierwszymi zdjęciami na instagramie wszyscy zgodnie stwierdziliście, że chcecie przeczytać post o kulisach tej sesji zdjęciowej. Nie dałam się długo namawiać i najszybciej jak tylko mogę skrobię do Was ten post i ładuję zdjęcia na serwery.

       Jeśli słyszysz o tej marce po raz pierwszy, koniecznie zajrzyj do pierwszego postu zimowej kolekcji marki (klik) Tam wyjaśniam dokładniej historię powstania Mi&Co, a także główne założenia projektantek. Dzisiaj głównie skupię się na pokazaniu Wam efektów najnowszej sesji zdjęciowej, a także opowiem, gdzie i w jakich warunkach powstała kampania. Gotowi na spotkanie lata?





Czas, miejsce, ludzie...



          Wraz z zachodem słońca spotykamy się wszyscy w Barcelonie w jednym ze sklepów Mi&Co. Witamy się wylewnie, jak na Hiszpanów i przyjaciół przystało. Nie widzieliśmy się przecież od zeszłej zimy. Każdy opowiada o zmianach, przygodach, planach, sukcesach i porażkach. Czasu mamy bardzo dużo, bo już mkniemy autostradą wzdłuż wybrzeża. Słońce powoli zachodzi, a my podziwiamy pierwsze krajobrazy na Costa Brava. Z aut wysiadamy dopiero po kilku godzinach, gdy kierowca zatrzymuje się na parkingu z wysypanych białych kamieni. Idziemy prosto na kolację, raczeni owocami morza, lampką wina i dużą porcją deserów. Omija mnie większość pysznych dań i wyśmienitego wina. Atakuje mnie przeziębienie. Projektanta martwiąc się o mnie wpycha mi w dłonie garść leków i kubek gorącej wody z cytryną. Bezapelacyjnie wysyła mnie do łóżka, abym następnego dnia wstała wypoczęta i co najważniejsze zdrowa. Nie sprzeciwiam się. Łóżko w moim pokoju zdaje się mieć magnetyczną moc i już po kilku minutach odpływam.

           Budzą mnie odgłosy porannej krzątaniny za ścianą. Słońce próbuje wedrzeć się do pokoju i rozsiąść na fotelu. Odsłaniam rolety, biorę szybki prysznic i wychodzę na zewnątrz. Z całą ekipą idziemy na śniadanie i próbujemy skupić się na pracy. Kamera, kosmetyki do makijażu i wieszaki pełne ubrań boleśnie przypominają nam, że przyjechaliśmy tu pracować. Szybkie śniadanie, jeszcze szybsza kawa i już siedzę przy lustrze z jedną powieką wywiniętą do góry i wałkami na głowie.   






  

       3,2,1... Akcja!



       Nawet nie wiem kiedy, a spokojny resort pośrodku gór, polan i lasów zamienia się w wielkie studio fotograficzne. Wykorzystujemy każde drzewo i kwiat. Nie omijamy pięknych schodów i dobrze oświetlonych pomieszczeń. Robimy zdjęcia wszędzie, zmieniamy stylizacje, upewniam się, że moje buty są wygodne i rzucam się w wir pozowania, które na dobrą sprawę nie wygląda na pozowanie. Podnoszę ręce do góry, zachwycając się idealnie niebieskim niebem. Uśmiecham się do ptaków, kwiatów i pięknych widoków. Zakrywam jedno oko słomianym kapeluszem i śmieję się do kamery. Zupełnie jakbym pozowała do rodzinnego albumu na wakacjach.






         Po szybkiej przekąsce pakujemy wszystko do aut i ruszamy na plażę. Widoki zapierają mi dech w piersiach. To mój pierwszy raz na Costa Brava. Pierwszy raz, gdy widzę klimatyczne knajpki i piękne szklane hotele z widokiem na morze. Zatrzymujemy się w jednym z nich, po raz kolejny zmieniając pokój hotelowy w studio fotograficzne. Biegam po plaży, moczę nogi i co chwila oblizuję usta. Są słone. Morska bryza zwilża moją twarz i rozwiewa kosmyki włosów. Fotograf łapie w obiektywie każdy mój ruch i emocję, a ja zapominam, że powinnam pozować jak przystało na modelkę.

      Śmieję się. Zachwycam się otaczającym mnie pięknem i czuję smutek obserwując zachód słońca. To oznacza koniec dnia i koniec sesji zdjęciowej.

       Wyczerpani po całym dniu w upale chłodzimy się wszyscy w morzu i siadamy do kolacji w pobliskim drewnianym chiringuito, czyli drewnianym barze na plaży. Rozmawiamy, śmiejemy się i oglądamy wstępne efekty sesji zdjęciowej. Widzę zadowolenie na twarzach ekipy. To były dobre dni. Kolejne, za które jestem niewyobrażalnie wdzięczna.







       Przyznaję otwarcie, że jest to jedna z moich ulubionych współprac z marką odzieżową. Wyjątkowo cenię sobie ich naturalność i wartości, które kreują już od wielu lat. Założycielka marki to kobieta pełna pasji, miłości do ludzi i zrozumienia, że moda to nie tylko wygląd zewnętrzny i tkaniny, które na siebie nakładamy, ale uczucie pewności siebie i wygody. Tym bardziej jestem zaszczycona, że projektantka po raz kolejny wybrała mnie na reprezentowanie kolekcji. To dla mnie ogromna przyjemność być twarzą marki, z którą utożsamiam się całą sobą. Każde zdjęcie maluje na mojej twarzy uśmiech, a spokój wypełnia moją duszę. Brak w tej sesji nadmiaru makijażu, przepozowanych zdjęć, nie widać nadmiernego retuszu i udawanych scenerii. Fotograf doskonale łapała każdy moment, uwieczniając na zdjęciu to, co dla mnie najważniejsze, czyli emocje.






       Jak podoba się Wam kampania?


       Jeśli coś wyjątkowo wpadło Ci w oko, możesz sprawić sobie prezent tutaj na oficjalnej stronie Mi&Co 



Całuję słonecznie,
Paulina G Lifestyle