13.07.2018

Wierzę w Boga- czy to znaczy, że od teraz moje życie będzie idealne?



       Wiecie, kocham życie. Nie jestem w stanie nawet zliczyć ile razy w ciągu swojego krótkiego życia wykrzyknęłam, napisałam lub szepnęłam ze łzami wzruszenia w oczach Życie,kocham Cię nad życie. Bezustannie zachwycam się pięknem otaczającej nas przyrody, mogę zupełnie zatracić się w gapieniu się w błękitne niebo i przesuwające się po nim chmury. Zapominam która jest godzina i wpatruję się w gwiazdy szczerząc się do nich szeroko. Gdy tylko słyszę śpiew ptaków moja dusza jak gdyby wyrywa się do rozmowy z nimi, a mój narzeczony świadkiem, że szaleję zupełnie na punkcie soczyście zielonej trawy. Brodzę bosymi stopami po wilgotnej zieleni, po gorącym piasku, przemierzam świat dookoła i za każdym razem krzyczę jak bardzo kocham życie.

       Przyznajcie, że jest coś magicznego w spokojnie wypitej kawie o poranku, w tym kawowym pocałunku na Dzień Dobry, w otaczających nas odgłosach, spotykanych ludziach na naszej drodze- nawet tych, którzy wcale nie zamierzają zostać w naszym życiu na dłużej. Musi być coś magicznego w tym, że po burzy zawsze przychodzi słońce, że przynajmniej jeden dzień w tygodniu mogę wstać bez budzika i że po raz pierwszy zagadałam ekspedientkę w sklepie- po hiszpańsku oczywiście! Zachwycam się tymi szczególikami, tymi pozornie nic nieznaczącymi momentami i krzyczę jak piękne jest życie, jak bardzo je kocham!





I wiecie co?

       Czasem w tych magicznych i pięknych chwilach dopada mnie dziwny niepokój. Uczucie, że przecież nic nie może być idealne, że taka życiowa sielanka nie może trwać wiecznie, że z pewnością już niedługo stanie się coś złego. Jestem chyba mistrzynią w wymyślaniu czarnych scenariuszy. A co jeśli? A wyobraź sobie, że... A gdyby tak..., Jesteś pewien? Czy tu jest bezpiecznie? Co zrobię, gdy... Wolę nawet nie myśleć, gdy...

       I myślę.

       Nade mną zbierają się czarne chmurzyska i nagle podniesienie się z łóżka i zrobienie śniadania staje się czynnością nie do wykonania, nie wspominając już  o wyjściu z domu. Spokój zostaje zaburzony, ja nerwowa,a uczucie sielanki ulatnia się w jednej sekundzie. Wtedy biorę zimny prysznic i uświadamiam sobie, że przecież to nic złego! Że przecież nieszczęścia zdarzają się, że życie nie jest idealne, a złe rzeczy prędzej czy później przytrafią się również i mi!

       W żadnym wypadku nie jest to pesymizm, wręcz przeciwnie- to akceptacja i dojrzałe podejście, coś co staram się uczynić moim stylem życia. Problemy nadchodzą, tragedie zdarzają się, a do naszych serc wkrada się lęk i niepokój. To wszystko jest ok! To wszystko jest do zaakceptowania!

       W naszym świecie rządzi przekonanie, że jeśli wierzy się w Boga to mamy zagwarantowane lepsze życie, że nasze większe pragnienia i mniejsze zachcianki zostaną zaspokojone. Rościmy sobie prawa do pytania Boga o lepszą pracę, wyższą pensję, wygrany los na loterii, same sukcesy, życie usłane różami... o wszystko! Wierzymy, że jesteśmy w boskiej bańce mydlanej i żadna przykrość nie może nam się przydarzyć. Gdybyśmy tyko wiedzieli w jak wielkim jesteśmy błędzie...





      Życie to przygoda. Życie to rollercoaster, na którym uczymy się spadać w dół, nie panikować i podnosić z wielkim uśmiechem i satysfakcją. Kolejne przejażdżki to nasze upadki, doświadczenia i wyciągnięte z nich lekcje. Gdyby nie moje mdłości na kolejce, czyli moje życiowe tragedie i załamania, nie byłabym tu, gdzie jestem teraz. Nie zasmakowałabym życia na walizkach, bo paraliżowałby mnie strach przed nieznanym. Tym samym nigdy nie poznałabym przez to samej siebie. Nigdy nie przyszłoby mi też do głowy tworzyć coś publicznie z uwagi na możliwość krytyki, a pomysł na życie po angielsku czy hiszpańsku skreśliłabym z góry, skazując siebie na porażkę. Życie to przygoda, która poprzez złe doświadczenia kreuje nasz charakter, czyni nas lepszymi. Naszą metą jest niebo. W tym wszystkim Bóg nie usypuje nam życia różami, nie służy nam i naszej każdej zachciance. Jezus jest naszym nauczycielem. Na każdym kroku pokazuje nam, że cokolwiek się wydarzy, On jest przy nas, dodaje nam siły, wytchnienia i wsparcia. Kiedyś przeczytałam tekst:


"Prosiłem o siłę... Bóg dał mi przeciwności losu, aby uczynić mnie silnym. Prosiłem o mądrość... Bóg dał mi problemy do rozwiązania. Prosiłem o dobrobyt... Bóg dał mi mózg i krzepę. Prosiłem o odwagę... Bóg dał mi przeszkody do pokonania. Prosiłem o miłość... Bóg dał mi ludzi w kłopocie, aby im pomóc. Prosiłem o przychylność... Bóg dał mi okazję do wykazania się. Z tego, co uważałem za potrzebne, nie otrzymałem niczego. Ale dostałem wszystko, czego mi było trzeba." 






       Jakie to jest ekscytujące! Niestraszne łzy, zły dzień w pracy czy nawet brak pracy. Niestraszne niespodziewane wydatki, bezsenne noce i traumy z przeszłości. Cokolwiek się wydarzy nie jestem w tym sama. Bóg poprowadzi mnie, dając wspaniałą lekcję życia i późniejszy moment wytchnienia. Wciągam głęboko powietrze, uśmiecham się i czuję spokój. Wiem, że On jest ze mną, żeby nie wiem co! Przy Tobie również... Musisz się tylko do Niego odezwać. 





10 komentarzy:

  1. Bardzo lubię Twoje posty! Mam podobne spojrzenie na życie - to jest przygoda! Czas dany nam na poznanie tego świata, na zachwycanie się jego pięknem, tworzenie więzi z innymi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo ! ;)
      Życie to przygoda <3 Chociaż nie do końca zgodzę się z Tobą, że naszym celem tutaj na ziemi jest poznanie świata i zachwycanie się nim- to owszem, również, ale według mnie jest jeszcze coś więcej. To pewnego rodzaju życiowa misja, którą ma każdy z nas ;)
      Ściskam serdecznie ! ;)

      Usuń
  2. :) i Alleluja!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoja wiara i spojrzenie na życie to ogromny dar!
    Uwielbiam Cię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Dziękuję i raz jeszcze dziękuję! <3 Nawet nie wiesz jak wielki uśmiech namalowałaś na mojej twarzy tymi słowami ;)

      Usuń
  4. Jestem mistrzem wymyślania czarnych scenariuszy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie niedobrze ;D Też bardzo często wymyślam czarne scenariusze i niczemu to nie służy ;D

      Usuń
  5. Zawsze się cieszę, kiedy trafiam na odważne deklaracje kogoś, kto nie wstydzi się swoich przekonań, nawet jeśli, a może - zwłaszcza jeśli, idą pod prąd.

    Krzepisz swoim świadectwem. Od razu dzień lepszy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Też mam tak, że często siedzę i myślę, co zaraz stanie się złego. A najgorsze, że zazwyczaj przytrafia mi się to, czego nie wymyślę.

    OdpowiedzUsuń