08.12.2016

Cztery kraje w 4 dni!



       Po niebywale zwariowanym tygodniu wreszcie zasiadam przed klawiaturą błękitnego laptopa. Moje palce odnajdują znane im szlaki i w przypływie szczęścia same wystukują rytm. Litery układają się w wyrazy, a te kolejno w zdania. W taki właśnie sposób opowiem Wam jak odwiedziłam cztery kraje w zaledwie cztery dni!  





       Gdy otworzyłam oczy w mroźny poranek pierwsze co ujrzałam, to wypchana po brzegi walizka, szafa była kompletnie pusta, a kosmetyki zniknęły z półek. Rozejrzałam się dokładniej i przypomniałam sobie, że poprzedniego dnia zdjęłam również ze ścian najbliższe memu sercu zdjęcia. „Przeprowadzam się po raz kolejny” – pomyślałam i z dreszczykiem podniecenia postawiłam stopy na podłodze. Tak zaczął się poranek w Korei Południowej. Ostateczne pakowanie, taszczenie ciężkich bagaży (podczas czego śmiałam się, że mój dobytek z ostatnich sześciu miesięcy mieści się w zaledwie 25 kg) oraz dojazd na lotnisko. Po drodze łapałam ostatnie widoki Seulu i szczegółowo zapisywałam je sobie w pamięci- ogromne mosty pełne luksusowych aut, Koreańczycy ubrani w puchowe, grube kurtki i pojedyncze znajome wyrazy w ich języku. Na koniec zasmakowałam pikantnego jedzenia, które jest typowe dla Korei Południowej i ruszyłam na podbój kolejnego kraju.

       Po zaledwie 3 godzinach znalazłam się w objęciach drugiego domu. Wilgotność powietrza dopadła mnie tak drastycznie, że zmuszona byłam wyskoczyć z ciepłych swetrów, które założyłam jeszcze tego ranka w Korei Południowej. Temperatura sięgała prawie 20 stopni Celsjusza, a przede mną rozciągała się perspektywa 24h spędzonych na Tajwanie. Podczas drogocennych godzin w Taipei miałam okazję wyściskać moich przyjaciół i rozkoszować się przesympatyczną tajwańską kulturą, rozpieszczać podniebienie fantastyczną kuchnią wyspy oraz przetrwonić kilka „minut” na udane zakupy. Nie spodziewałam się również, że w ciągu niecałej doby w tym kraju będę miała możliwość na odkrycie swoich talentów muzycznych. Niespodziewanie znalazłam się w klubie karaoke, gdzie spędziłam wieczór pełen śmiechów, muzyki i tańca.





       Zanim zdążyłam zaakceptować godzinną różnicę czasu, cieplejszą aurę i inne jedzenie, moje ciało ulokowało się w fotelu samolotu w drodze do Europy. Cudem przespałam niewyobrażalnie długi lot i nagle moich uszu dobiegał znajomy język. Z chińskiego „Xie Xie- dziękuję” automatycznie przestawiłam się na „Gracias”- jak łatwo można się domyśleć wylądowałam w Hiszpanii. Błękitne niebo pozłacane promieniami słońca oraz ciepło i otwartość Hiszpanów sprawiły, że mimo ogromnego zmęczenia byłam gotowa na kolejną dawkę wrażeń. Już po wyjeździe z lotniska spostrzegłam, że tutejsze słońce jest znacznie ostrzejsze, na co nie były przygotowane moje oczy po półrocznych azjatyckich smogach. Z zapartym tchem podziwiałam widok palm i górzyste tereny, a moich uszu dobiegał cudowny język hiszpański.




        Dzień w nowym kraju wypełniony był odwiedzaniem rodziny i przyjaciół, którzy zorganizowali małe przyjęcie powitalne z tradycyjną paellą na stole. Śmiechy, uściski i długo wyczekiwane rozmowy trwały aż do białego rana. Razem z moim chłopakiem przemieszczaliśmy się z knajp do restauracji aż po główne rynki miasta. Nie pamiętam nawet, kiedy oddałam się w objęcia Morfeusza, a już alarm przeraźliwie zmuszał mnie do wstania o 5 rano! Dzięki czemu mogłam chłonąć widok wyłaniającej się pomarańczowej kuli. Buenos dias Hiszpanio!




       Jakkolwiek dzień ponownie zaczął się od nerwowej gonitwy, sprawdzania czy mój bagaż został w pełni spakowany, kolejne lotnisko, odprawy i samolot. Po 3 godzinach lotu ze zdziwieniem zauważyłam, że wyłapuję z tłumu urywki rozmów, które jestem w stanie zrozumieć. Mały chłopiec mówiący do pluszowego misia, zatroskana mama, podekscytowani studenci… Tysiące słów zaparcie pchało się do moich uszu, a ja doskonale potrafiłam zrozumieć. Przez chwilę zatęskniłam za komfortem, który towarzyszył mi w Azji. Nie musiałam słuchać, ani rozumieć chińskich narzekań, kłótni czy wulgaryzmów, wybierałam to, co chcę słyszeć i pamiętać. Mimo wszystko cudownie było znaleźć się w Polsce. Znajome zapachy i odgłosy uświadomiły mi jak bardzo tęskniłam za domem. Pokochałam łyse drzewa, szarugę za oknem i przeszywający wiatr. Znalazłam się w objęciach moich najbliższych, a tego żadne krajobrazy i podróże i nie są w stanie zastąpić.




       Zwariowane cztery dni, pełne przygód, obcych języków i kultur zaprowadziły mnie do stacji końcowej- Witaj Polsko! Po raz pierwszy z tego kraju witam Was, moi Kochani Czytelnicy!

Jestem ciekawa jakie zwariowane podróże przeżyliście!?

Koniecznie opowiedzcie mi o nich w komentarzach!


Trzymajcie się ciepło!




    

30 komentarzy:

  1. Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej :) Ja zdecydowanie wolałabym mieć więcej czasu na zwiedzenie tych krajów niż 4 dni :D Udanego pobytu w Polsce życzę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie te kraje zwiedziłam już kilkakrotnie, stąd też wróciłam w te same miejsca z ogromnym sentymentem, ale w skróconym czasie ;)

      Usuń
  2. Cudowna podróż, ale na pewno też trochę męcząca. :) Jednak wyobrażam sobie, że spotkania z przyjaciółmi wszystko ci wynagrodziły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie warto było przetrwać tysiące kilometry ;D

      Usuń
  3. Aż takich szaleństw to nie przeżyłam jeszcze, ale nie wątpię, że musi to być świetna zabawa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. jet lag Ci nie straszny :D. Podziwiam i jednorazową wytrzymałość Twojego organizmu, jak i poprzednią decyzję na tak długi wyjazd do tak dalekiego i odmiennego kraju. Względnie swobodnie posługuję się angielskim, ale perspektywa długodystansowego wyjazdu do kraju, którego języka nie znam, napawa mnie totalnym lękiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Język angielski to akurat dla mnie codzienność, bo jest to język, którym posługuję się z moim chłopakiem. Ale faktycznie wyzwanie dla jet lag i ogarnięcie podczas tak zwariowanej podróży ;D

      Usuń
  5. Myślę,że mało kto przeżył taką zwariowaną podróż jak Ty :D jednak cztery kraje w cztery dni to ostra jazda :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostra i męcząca, ale adrenalina i emocje górowały ;D

      Usuń
  6. Zazdroszczę Ci takiej podróży! Ja aż tak szalonych podróży nie miałam :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam Twoje pozytywne, zwariowane podejście! jesteś niesamowita <3

    Mój blog - klik! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana ;* Czasem aż sama się zastanawiam skąd to wszystko mi się bierze, bo z reguły jestem/byłam spokojną duszyczką w domowym zaciszu ;D

      Usuń
  8. Chyba nie miałam zwariowanych podróży, więc nie ma co o nich opowiadać. Myślę, że mało osob przeżyło taka lub podobną podróż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwariowana podróż wcale nie musi mieć założenia, że jest to aż 4 kraje w tak krótkim czasie. Wiem, że zwariowane podróże mogą zdarzyć się tuż za rogiem nawet podczas jednodniowych wycieczek.
      Pozdrawiam!:)

      Usuń
  9. Czekam na post z serii 10 krajów w 4 dni! u Ciebie wszystko możliwe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha tego się chyba nie podejmę :D

      Usuń
    2. Mogłoby być ciekawie :D Kiedy do Korszy wracasz co?

      Usuń
    3. Przygoda życia ;D Do Korei wracam jakoś po 6 stycznia ;)

      Usuń
  10. Świetne cztery dni. Ja najbardziej chyba bym się cieszyła z pobytu w Hiszpanii.
    Cudowne zdjęcia.

    Pozdrawiam, nataa-natkaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Woow, intensywnie! Strasznie Ci zazdroszczę tylu możliwości. Czekam na kolejne posty, w których opowiadasz o swoich podróżach, bo piszesz w taki sposób, że czuję, jakbym przemierzała kolejne kontynenty krok w krok za Tobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ! ;) Cieszę się, że poprzez to, co piszę mogę chociaż na chwilę przenieść Cię w podróże razem ze mną ;)
      Pozdrawiam !

      Usuń
  12. Pozazdrościć, super :) Wyglądaasz na bardzo miłą osobę ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ty to masz życie, żyć nie umierać :D Zazdroszczę Ci tych ciągłych podróży. Z krajów które odwiedziałaś, moim ulubionym jest zdecydowanie Hiszpania, uwielbiam także język Hiszpański. Byłaś w Barcelonie/okolicach czy gdzieś indziej? I ta Paella wygląda przepysznie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również uwielbiam hiszpański i uczę się tego języka <3 W Hiszpanii byłam już wiele razy, głównie Barcelona i okolice. Zwiedziłam okolice Tarragony, Salou itp. W przyszły weekend lecę do Barcelony na weekend, więc na pewno pojawi się relacja z tej wycieczki ;)
      Pozdrawiam ;*

      Usuń
  14. Podróżniczka na pełnych obrotach :) Witaj w Polsce :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wow! Zazdroszczę, bo kocham podróżować i choć udało mi się odwiedzić już trochę miejsc, to chyba żadna podróż nie była zwariowana, ale na pewno to nadrobię marzy mi się jakiś bardzo spontaniczny wyjazd w nieznane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mocno trzymam kciuki, aby spełniło się Twoje marzenie! ;)

      Usuń
  16. Powiedziałabym, że zazdroszczę, ale wyobrażam sobie, jak męczące to musiało być. Podziwiam, że sobie radzisz z tymi ciągłymi lotami, zmianami czasu, zmianami klimatu etc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, zmęczenie dopadło mnie zaraz po powrocie do domu, ale odespałam je skutecznie, natomiast wrażenia z takich podróży są niezastąpione ! <3 Zmiany czasu bywają ciężkie, ale klimat to dla mnie wielki dar ;D Zazwyczaj zmieniam klimat na cieplejszy, więc wielka radość ;D

      Usuń