wtorek, 31 stycznia 2017

Styczeń pod lupą




       Wraz z nowym rokiem postanowiłam ruszyć na blogu z nowym cyklem podsumowującym kolejne miesiące. Miesiąc pod lupą to idealna forma na małe przypomnienie o tym, co działo się u mnie w ubiegłych tygodniach, a także okazja dla Was, kochani Czytelnicy, do wyszukania odpowiednich dla Was artykułów i motywacji. W tym cyklu zamierzam również przybliżać Wam odrobinę mojej prywatnej codzienności. Mam nadzieję, że to ułatwi nam bliższe poznanie się.



A więc weźmy pod lupę miniony już styczeń…

              Nowy Rok jak również pierwszy tydzień miesiąca spędziłam z moją kochaną połówką na uroczym smarkaniu nosa w tony chusteczek, wylegiwaniu się pod ciepłym kocem i zbijaniu gorączki. Oczywiście nie muszę zaznaczać, że 1stycznia miał charakter romantycznej pyjama party, jakkolwiek w towarzystwie mojej miłości i psa bawiłam się wybornie. Sylwestrową noc odbiliśmy sobie podczas weekendu w Hotel Polonia Palace, gdzie świętowaliśmy swoją 42- miesiącznicę związku. 




       Styczeń podzielił się na 15 dni pełnych ciepłej atmosfery rodzinnej w domu w Polsce oraz 16 dni kolejnych przygód w Korei Południowej. Jako że wszyscy wracają do pracy po świątecznej przerwie, ja również zmuszona byłam spakować swój dobytek w walizkę i ponownie przemierzyć ocean, lądując w azjatyckim kraju. (O przygodach podczas pierwszej podróży do Seulu możecie przeczytać tutaj.) 





        Zawodowo

       W tym miesiącu udało mi się zrealizować dwa świetne projekty modowe w postaci sesji zdjęciowych, o których kulisach będziecie mogli przeczytać już niedługo na blogu. Poza tym wróciłam na siłownię, co oznacza godziny spędzone na bieżni, ogromną dawkę energii i satysfakcji oraz uczucie wolności, gdy podczas biegu zostawiam wszystkie zmartwienia w tyle.

       Blogowo świętowałam w styczniu moje pierwsze pół roku na Paulina G Lifestyle, a o korzyściach i naukach z minionych sześciu miesięcy możecie dowiedzieć się z tego artykułu. Poza tym na blogu pojawiło się 7 nowych wpisów, z których największą uwagę skupiły na sobie:






       Sielankowo

       Mroźny styczeń umilałam sobie nieokreśloną liczbą wypitych herbat, pochłoniętych w domowym zaciszu oraz odwiedzaniu nowych kawiarenek, gdzie oddawałam się błogiej muzyce i przytulnej atmosferze. Jak widać moje uzależnienie od włóczenia się po tego typu miejscach przybrało na sile, ale kto mógłby się oprzeć badaniu nowych lokali, w których unosi się aromat kawy, a z głośników dobiega idealna muzyka, połączona z cichym gwarem rozmów. Wielkie poduchy i wygodne fotele, odmienne style i dekoracje… Ah !






       Zakupy! To również sprawiło, że kilka ciemnych popołudni pokolorowałam sobie nową torebką, sweterkiem lub perfumami. Bardzo rozsądnie skorzystałam również z wielkich wyprzedaży, podczas których moja szafa wzbogaciła się o kilka perełek.   



        4 najlepsze zdjęcia stycznia

A oto mieszanka najlepszych Waszym zdaniem zdjęć na moim instagramie G_Pauli



Kochani, dajcie znać, czy podoba Wam się nowy cykl na blogu?
 Z przyjemnością również dowiem się jak minął Wam styczeń.

 Do zobaczenia w komentarzach!


sobota, 28 stycznia 2017

Koreański Nowy Rok i Bukchon Hanok Village



       Podczas, gdy cała Azja świętuje Chiński Nowy Rok, organizując wielkie parady uliczne z czerwonymi smokami i muzyką, tak Koreańczycy roszczą sobie prawa do obchodzenia ich tradycyjnego Seollal, czyli Księżycowego Nowego Roku. Jest to święto ruchome, a w tym roku przypada na 28 stycznia i chwała im za to, bo dzięki temu dostałam w prezencie 4 dni słodkiego lenistwa w Seulu. Wykorzystuję je na zasłużony odpoczynek, pracę nad blogiem oraz podróże. W dalszej części postu opowiem Wam o najstarszej dzielnicy miasta, a tymczasem kilka słów o tym co obecnie dzieje się w Korei Południowej…

Księżycowy Nowy Rok w Korei

       Niewątpliwie jest to czas spędzony z rodziną i najbliższymi. Koreańczycy odwiedzają swoich krewnych i urządzają typowe uczty przy stole oraz grają w różne gry. Bardzo często chodzą również na cmentarz, oddają pokłon swoim przodkom i modlą się za nich. Księżycowy Nowy Rok to jedno z największych świąt w roku, stąd kilka dni przed, supermarkety wypełnione są po brzegi! Oczywiście każdy pragnie suto zastawionego stołu, pełnego smakowitych przekąsek oraz tradycyjnych prezentów w postaci wielkich pudełek dobrej jakości oleju, ryb, owoców itp. W te dni sklepy i restauracje w większości są pozamykane, miasto zwalnia swój tryb życia, a ulice pustoszeją. To czyni mnie szczęśliwą. Wiem, że ludzie spędzają wtedy czas z najbliższymi, nie muszą spieszyć się do pracy, mają chwilę na rozmowę, śmiech i bliskość. Nie ma nic piękniejszego!



2017 rokiem koguta

       Każdy Księżycowy Nowy Rok ma swój symbol, według chińskiego horoskopu rok 2017 to rok koguta, co oznacza, że kolejne 12 miesięcy będą pełne determinacji, ciężkiej pracy i zbliżania się do wyznaczonych celów. Według azjatyckich wierzeń kogut przynosi ducha walki w spełnianiu swoich marzeń. W sklepach pojawiło się dużo produktów z motywem tego zwierzęcia, co tylko wprowadza niezwykle orientalny klimat.

Ciekawostka

       Święto te daleko odbiega od hucznych zabaw, fajerwerków i czerwonych smoków, które zapewne kojarzycie z Chińskim Nowym Rokiem. Jest to czas wyjątkowo rodzinny, często porównywalny z naszym polskim Bożym Narodzeniem.

Tymczasem ja…

Zwiedzam i odkrywam kolejne części stolicy!



       Gdy tylko zobaczyłam tańczące podczas śniadania promienie słońca na stole kuchennym, od razu wiedziałam, że zapowiada się turystyczny dzień. Błękitne niebo, uśmiech żółtej kuli i lekki przymrozek zaprowadził mnie do najstarszej dzielnicy miasta zwanej Bukchon Hanok Village. W błyskawicznym tempie wtopiłam się w atmosferę goszczącą tutaj 600 lat temu! Stare domki z charakterystycznymi wzniesieniami na dachach, drewniane okna oraz starodawne narzędzia do użytku codziennego. Z łatwością mogłam wyobrazić sobie przechadzające się kobiety w wielkich sukniach i upiętych w kok włosach. Uliczki były tak ciasne, że sprawiały wrażenie stykających się dachów domów, każdy z nich wznosił się o kilka stopni wyżej od drugiego. Błądziłam godzinami po górzystej dzielnicy, zafascynowana sztuką budowli z ponad sześciuset lat! Głownie budowano domy z drewna, kamienia i gliny, stąd też wszystkie chatki wydają się bardzo do siebie podobne. Strome schody wiodły mnie coraz wyżej, a stare dachy i wiszące czarne kable tworzyły zabałaganiony krajobraz panoramy wioski.



      


        Każdy zakamarek, który odwiedziłam  zdawał się podtrzymywać tajemniczą atmosferę przeszłości i pięknej historii. Zaglądałam w okna domów, podziwiałam drewniane krzesła i obrazy. Moje serce biło szybciej, gdy wąska uliczka niespodziewanie kończyła się, a przede mną otwierały się kolejne ciężkie, drewniane drzwi z metalową klamką. W każdej chwili spodziewałam się spotkać gotującą Koreankę, ubraną w hanbok, czyli tradycyjny strój składający się na długą spódnicę z halką oraz bolero  lub biegające dzieci, krzyczące w niezrozumiałym dla mnie języku.

       Obecnie stare chaty nie są zamieszkiwane, tylko nieliczne domy zostały odrestaurowane przez zamożnych ludzi. W kilku miejscach otwarto kawiarenki, tradycyjne sklepy z koreańskimi przekąskami i stragany z pamiątkami. Bardzo popularne są również nauki haftowania lub warsztaty produkcji domowych perfum. Miejsce tętni życiem, a turyści z mapą w ręku odkrywają zapomniane dzielnice. 

Typowe urocze skarpetki, które można znaleźć w każdym turystycznym zakątku Seulu.



       Bukchon Hanok Village to obszar, który bezustannie utrzymuje ducha starodawnej Korei Południowej. Wioska, która tętni tradycją i kulturą od ponad 600 lat, mimo że wieżowce w Seulu rosną dookoła w zastraszającym tempie.

Jeśli chcesz poczytać więcej o atrakcjach turystycznych w Seulu zajrzyj tutaj:







       Po wędrówce pełnej wrażeń konieczna była dawka czegoś ciepłego do picia, gdyż mój nos zrobił się czerwony, a palce w dłoniach kompletnie zapomniały o sprawnym poruszaniu się. Na rozgrzanie wybrałam typowe dla mnie latte w uroczym kubku Happy New Year!



        Tym oto akcentem życzę Wam pięknego roku i do usłyszenia już niebawem! 


czwartek, 26 stycznia 2017

Weekend w Polonia Palace Hotel


       Są miejsca, do których powracamy bezustannie, wiążemy z nimi nasze wspomnienia i szczęśliwe momenty. Zawsze myślimy o nich z uśmiechem na twarzy i radością w sercu. Są również miejsca, które już przy pierwszej wizycie rysują wyjątkowe historie na jeszcze białych kartkach papieru. Takim miejscem był dla mnie Hotel Polonia Palace w Warszawie, gdzie miałam przyjemność świętować z moją drugą połówką nasze Małe Wielkie Święto. Całe wydarzenie było dla mnie ogromnym zaskoczeniem, ponieważ był to prezent niespodzianka od Jahdai. Po dłuższym spacerze przy ruchliwych ulicach Warszawy niepodziewanie wyrósł przede mną pałac. Podziwiałam jego klasę i kunsztowność z szeroko otwartymi oczami i zdumionym okrzykiem Woooo! Bogate zdobienia, rzeźby i architektura, piękne oświetlenie budowli oraz panująca elegancja dookoła, wszystko to sprawiało, że pałac błyszczał w okazałej krasie. Wejście do hotelu otwierała żelazna brama i czerwony dywan, prowadzący prosto na klatkę schodową i recepcję.




       Po wejściu do środka uderzyła mnie ogromna przestrzeń oraz świetnie dobrane, stonowane kolory. Królowały odcienie brzoskwini, ciemnego drewna oraz złota. Z sufitu zwisały piękne, kryształowe żyrandole, a oświetlenie wprost zapraszało do środka, mówiąc „Czuj się jak  w domu” . Światło dawało uczucie ciepła i spokoju, koiło przytulnym blaskiem. Daleko odbiegało od natrętnych, komercyjnych żarówek, bijących po oczach i krzyczących na wszystkie strony „Patrz! Patrz!” Całości dopełniała metrowa choinka, goszcząca na środku hallu. Magiczna atmosfera!



       Do pokoju zaprowadziły mnie bajkowe, marmurowe schody, na których jestem pewna, że każda kobieta poczułaby się jak księżniczka. Ogromne lustra dookoła, zdobiona balustrada i kręte stopnie ku komfortowym pokojom. Hotel Polonia Palace oferuje w pełni wyposażone pokoje pełne ciepła i klasyki. Stonowane kolory oraz drewniane meble w starodawnym stylu dodają pomieszczeniu królewskiej aury.





       Bardzo miło zaskoczył mnie również prezent od przesympatycznego personelu w postaci lampki wina w pałacowym barze, gdzie w romantycznej atmosferze przegadaliśmy z moim chłopakiem długi wieczór. Za oknem dumnie piętrzył się Pałac Kultury, a tempo nocnego życia wokół nie ustawało. Zagubiona gdzieś pomiędzy łykiem wina, bajkowością hotelu, a spojrzeniem mojej miłości zapomniałam o bożym świecie na wiele godzin.





       Jeśli poszukujesz noclegu lub miejsca na wyjątkowy wieczór w stolicy to Hotel Polonia Palace jest naprawdę świetnym wyborem. Zajrzyj na oficjalną stronę tego miejsca  i baw się dobrze! 

niedziela, 22 stycznia 2017

Europejki w oczach Azjatek



       Witajcie kochani! Jak zapewne wiecie od kilku dni ponownie zostałam mieszkanką Korei Południowej. Po magicznej przerwie świątecznej, spędzonej w gronie polskiej i hiszpańskiej rodziny, wróciłam do mieszkania w Seulu, aby kontynuować swoją przygodę. Pierwsze dni zlewają się niemiłosiernie w zbyt wczesne poranki, usypianie na krześle w ciągu dnia i totalne pobudzenie o czwartej nad ranem. Witaj kochana zmiano czasu i uroczy jetlagu! Jakkolwiek miło jest znów zobaczyć azjatyckie twarze, odwiedzić znajome restauracje i rozkoszować się orientalną kuchnią. Mimo, że spędziłam już w Azji kilka lat za każdym razem zachwyca mnie ona i zadziwia na nowo. Tym razem postanowiłam zebrać swoje notatki i umieścić je w tym poście. Oczywiście Azja jest zbyt rozległym kontynentem, aby jasno sprecyzować kobiece opinie wszystkich krajów. Tak samo jak i w Europie wiele miejsc różni się od siebie mentalnością, sposobem życia i stylem. Jakkolwiek wybrałam opinie i fakty, z którymi najczęściej stykam się na co dzień. Jeśli jesteście ciekawi jak wyglądamy my- Europejki w oczach Azjatek zapraszam do czytania!





    Kolor oczu – totalne zjawisko

Wiele Azjatek zachwyca się różnorodnością naszych tęczówek. Europejskie spojrzenia mogą kusić intensywną zielenią, odcieniem szarości połączonej z błękitem oraz wszelakim tonem brązu, stapiającym się z tajemniczą czernią. Azjatki zdane są oczywiście na jeden, ciemny kolor oczu. Bardzo często zostają bywalczyniami soczewek, dzięki którym w magiczny sposób odróżniają się od pozostałych kobiet. Nie zmienia to jednak faktu, że nie potrafią powstrzymać się od wpatrywania w europejską tęczę oczu.

    Zbędna opalenizna

Tak jak dla nas za zupełnie normalne uważa się posiadanie skóry muśniętej słońcem, tak w Azji kobiety uciekają przed nawet najmniejszym promykiem słońca. W upalne dni bardzo łatwo można spotkać kobiety spacerujące pod parasolką, ubrane w zwiewną, krytą odzież. Popularne są również ogromne rękawice przymocowane do skuterów oraz specjalne płaszcze ochraniające przed słońcem w czasie jazdy. Jak łatwo można się domyśleć w azjatyckich sklepach nie brakuje mocnych kremów przeciwsłonecznych i ochronnych. Oczywiście moja wakacyjna skóra była dla nich czymś nie do pomyślenia, stąd też jako modelka pracująca w Azji zmuszona byłam do używania wybielającego żelu pod prysznic. Co kraj, to obyczaj- w tym wypadku zadziała chyba stwierdzenie „Co kontynent, to obyczaj”.






    Olbrzymki

Wzrost Europejek wywołuje zamieszanie i wielkie zdumienie na Azjatyckich twarzach. Wiele razy zostałam poproszona o zrobienie sobie zdjęcia z uroczą Azjatką, sięgającą mi co najwyżej do biustu. Także kochane! Bądźmy dumne ze swojego wzrostu!

    Zdolność transformacji

Nie zapomnę wyrazu twarzy mojej znajomej, rodowitej Indonezyjki, gdy usłyszała o samoistnej możliwości zmiany koloru włosów. W Europie to naturalne, że latem nasze włosy delikatnie rozjaśniają się pod wpływem słońca, natomiast zimą, ukryte pod czapką i zatopione w swetrach, zmieniają się na odrobinę ciemniejsze. Tak zwyczajnie! Dla Azjatki było to nieziemską zdolnością Europejek.






    Nadmuchana rola gentlemena

Podczas gdy w Europie mężczyźni otwierają drzwi przed kobietami, przynoszą kwiaty i dźwigają ciężkie torby z zakupami, Azjatki przewracają oczami na tego typu zachowania. Kontynent byłby rajem dla leniwej płci męskiej, gdyż tutejsze kobiety nie wymagają od mężczyzn szarmanckiej oprawy gentlemena.

         Najważniejsza wiedza

Świadomość, że każda Europejka i Azjatka jest tak samo wartościowym człowiekiem. Nikt nie jest lepszy lub gorszy ze względu na rasę i pochodzenie. Jesteśmy po prostu różni.


       Ciekawi mnie jakim okiem Wy patrzycie na Azjatki! Czy jest coś, czego chciałybyście się od nich nauczyć? A może wręcz przeciwnie? Zainteresowanych azjatyckimi charakterami 
 odsyłam do postu o #15 ciekawostek o Koreańczykach 



Ściskam ! 


środa, 18 stycznia 2017

Wspaniale znów jest być dzieckiem- spróbuj!



       Drugi dzień w Seulu… Witam znajome twarze i odgłosy. Przywitałam moje koreańskie mieszkanie i zimowy taras, gdzie już niedługo zacznę dokarmiać ptaki. Wspominam z jaką radością witałam ich na balustradzie jeszcze kilka miesięcy temu. Obserwowałam z ukrycia jaki rodzaj jedzenia odpowiada im najbardziej oraz jak energicznie poruszają małymi główkami, aby zaraz potem rozłożyć swoje skrzydła i szybować między koreańskimi wieżowcami. Z dziecięcą radością w oczach oczekuję na powrót moich skrzydlatych przyjaciół. Między czasie kartkuję kalendarz, planuję kolejne pracowite dni w Seulu i niespodziewanie natrafiam na Oficjalny Dzień Kubusia Puchatka.





       Chyba nie muszę nikomu przedstawiać uroczego misia o dobrym sercu, który nieustannie rozgląda się za słodkimi łakociami, o czym świadczy jego okrągły brzuszek. Jakkolwiek wzbudza on sympatię dzieci już od wielu lat. Jego niezdarność, a czasem nawet delikatna głupota sprawiają, że postać jednogłośnie podbija wszystkim serca. Do tego stopnia, że właśnie dzisiaj 18 stycznia ogłoszono Dniem Kubusia Puchatka. Mogłabym przejść obok tego faktu obojętnie. Mogłabym nadal udawać, że jest normalna pracowita środa. Z takim samym zawzięciem przewracać kolejne kartki kalendarza i ze skupioną miną, nieświadomie dać podporządkować się szarej rzeczywistości.

       Mogłabym również szczególnie zaznaczyć ten dzień w moim notesie. Uznać 18 stycznia jako dzień powrotu do dzieciństwa i po prostu być szczęśliwą! Ulepić bałwana, wirować razem z płatkami śniegu, śmiać się głośno i melodyjnie. Następnie z czerwonym nosem i czapką opadającą na oczy, udać się do sklepu po paczkę ulubionych ciastek lub czekoladę o nieziemskiej słodyczy. Przecież można sobie pozwolić na „od święta” nawet w środę. Skakać w kałużach nie zwracając przy tym uwagi na brudzące się w błocie nogawki, śmiać się ile tylko sił w płucach i cieszyć się błękitem nieba.





       Nie potrzeba nam Prima Aprilis, aby zacząć żartować, Bożego Narodzenia, aby wyrażać uczucia, majówki, aby zacząć się uśmiechać. Nieważne czy jest to słoneczny, czy pochmurny dzień, Pierwszy Dzień Wiosny, czy Dzień Kubusia Puchatka. Sami stwórzmy sobie wyjątkowe, Małe możliwości do szczęścia! Właśnie dzisiaj jest ku temu okazja, więc wyciągnij swój ulubiony słodki sweter, którego „nie wypada” zakładać już w tym wieku, pożycz od córki czy młodszego rodzeństwa opakowanie kredek i ciesz się kolorami tęczy, przenoszonymi na malowanki.


 Obudź w sobie dziecko i posmakuj życia jego oczami!
Szczęśliwego Dnia Kubusia Puchatka,
Życzy Jego zagorzała fanka



wtorek, 10 stycznia 2017

Moje korzyści z blogowania



       To już pół roku od kiedy po raz pierwszy opublikowałam post na tym blogu. Pamiętam dreszczyk emocji, klikając w okienko „Opublikuj”, palące policzki przy każdej myśli, że każdy, dosłownie każdy może to przeczytać! Trudno powiedzieć, kiedy dokładnie zaczęła się moja przygoda z pisaniem, bo od zawsze zawzięcie skrobałam w pamiętnikach i zapomnianych folderach. Dokładnie pół roku temu odważyłam się pokazać światu to, co tworzę. Nigdy jednak nie spodziewałam się, że blogowanie pochłonie mnie doszczętnie.




Co daje blogowanie?


        Samorealizacja!

Zaglądając tutaj każdego dnia szlifuję warsztat słownictwa, kształtuję własny styl pisania i uczę się najlepszych sposobów do przekazania Czytelnikom tego, czego pragnę. Rozwijam w sobie sztukę dziennikarstwa, psychologa, przewodnika podróży, a także nauczyciela dla siebie samej. Wiele razy przeglądam wpisy krytycznym okiem, notując co powinnam zmienić i nad czym popracować. Prowadząc bloga nastawiam się na ciągły rozwój, a to czyni mnie zmotywowaną i gotową do nauki!

       Sztuka obserwacji!

Wnikliwie obserwuję wszystko dookoła mnie. Wtapiam się w tłum, wyobrażając sobie ludzkie myśli, marzenia i obawy. Odpływam w świat wyobraźni razem z ruchem skrzydeł ptaków, kłusujących po niebie, a wtedy mój mózg zapisuje w pamięci każdy szczegół, którym chce dzielić się z Wami. Wyłapuję informacje, dialogi, a czasem nawet nieme spojrzenia obcych przechodniów. Świat staje się o wiele większy i ciekawszy.


       Zatrzymanie wspomnień!

Tworząc każdy z postów cofam się w czasie do odpowiednich szufladek mojej pamięci. Z wielką starannością oglądam przeszłość, zupełnie jak na starej kliszy aparatów. Przypominam sobie zapachy, kształty i uczucia, jakie wtedy mi towarzyszyły. Moja własna ścieżka wspomnień, którą przekładam na kolejne lekcje i rady na przyszłość.





       Przewodnik podróży!

Mając niewiele ponad 20 lat odwiedziłam już tak wiele zakamarków świata, że nie sposób zapamiętać każdego oddechu wolności, uśmiechu przy wschodzie słońca, czy uczucia chłodu, gdy fale oceanu dotykały moich stóp. Zamieniam się również w badacza historii, odkrywam dawne życie miasta, poznaje tradycje i obyczaje. Stąd też każda relacja z podróży zawsze znajdzie swoje miejsce na blogu, co pozwala mi zatrzymać wspomnienia na dłużej.


       Nowe znajomości i kontakty!

Siadając przed komputerem odwiedzam również inne blogi, sprawdzam co dzieję się u ich właścicieli, o czym myślą i nad jakim projektem obecnie pracują. Bardzo często pochłania mnie wiele dyskusji, które śledzę z zapartym tchem, wyobrażając sobie twarze i emocje pozostałych blogerów/ czytelników. Daje mi to fantastyczną łączność ze światem online! Poznaję wiele niesamowitych osób, historii i relacji, które może nawet nieświadomie podarowują mi dawkę energii.


       Satysfakcja! 

Poczucie spełnienia, gdy palce gubią się na klawiaturze, a moich uszu dobiega znany temu odgłos. Uśmiech, gdy mogę pisać dla Was. Szczęście, gdy czytacie, komentujecie i wracacie po więcej.


To Wy kochani Czytelnicy sprawiacie, że to miejsce jest tak wyjątkowe!

Dziękuję za te pół roku i jestem gotowa na kolejne ! 



środa, 4 stycznia 2017

Inspiracja na styczeń oraz rok 2017



       Leży na parapecie, nieśmiało próbując przebić się przez stosy książek. Grube oprawki mienią się kolorami, tytułami znanej Poświatowskiej, nazwiskami wybitnych pisarzy. Każda powieść ma swoje znaczenie i odciśnięte piętno w historii. Zapewne nie sposób zliczyć jak wiele motywacji i inspiracji rozbudziły te dzieła w sercach czytelników. On leży zwyczajnie wśród nich, zachęcając do poświęcenia mu odrobiny uwagi. Kalendarz, planer, notes, harmonogram... można nazwać go na wiele sposobów, jednak dla mnie ma wyjątkowe znaczenie. To będzie moja historia…



       Kalendarz pojawił się w moim domu jako prezent-niespodzianka tuż po mojej sześciomiesięcznej wyprawie do Azji. Prosto z rąk najbliższych trafił w moje dłonie i od razu podbił wrażliwe serce. Każdy kolejny dzień wypełniony jest cytatem z Pisma Świętego, a wyjątkowe dla mnie daty zostały pieczołowicie zaznaczone i oprawione w zdjęcia. Niewątpliwie jest to najpiękniejszy prezent zaprojektowany przez moją rodzinę. Wiem, jak wiele trudu zadali sobie podczas wyszukania idealnych dat jak rocznica mojego związku, urodziny i imieniny moich bratnich dusz, a nawet Dzień Kubusia Puchatka, czy Dzień Czekolady. 365 stron, które wywołują uśmiech na mojej twarzy! Piękna, śliska okładka, a na niej wyryte 2017… to będzie piękny rok. Właśnie ten kalendarz stał się sprawcą refleksji, a co za tym idzie- noworocznej inspiracji.
                                                                                                                                  

       

Plany na styczeń


       Jako że już w połowie miesiąca ponownie zacznę swoje życie w Korei Południowej, obecne plany krążą wokół wyrobienia wizy, przygotowania się na siarczyste mrozy i wyciśnięcie jak najwięcej momentów z najbliższymi. Dodatkowo nie mogę się już doczekać, kiedy ponownie włożę na siebie sportowy strój i rzucę się w wir treningów na siłowni. Moje ciało przypomni sobie dawkę adrenaliny i poczucie szczęścia, gdy bieżnia zamieni się w niekończącą się drogę, a kolejne kilometry będą dodawały mi jeszcze większej energii i motywacji. W porównaniu do maratonu szczęścia i wolności, redukcja słodyczy, którą zaplanowałam, nie wypada aż tak ekscytująco, jednak po dość obfitych świętach pora wracać do zdrowych nawyków. Żegnaj mój słodki narkotyku.
       Mroźne wieczory w koreańskim mieszkaniu mijać będą na wertowaniu hiszpańskich podręczników i oglądaniu filmów w tym języku, a kolejne dialogi przerywane będą salwami śmiechu i żartami ze strony mojego rodowitego Hiszpana. Kontynuacja lekcji języka hiszpańskiego nie ujdzie mi płazem, co mnie bardzo zadowala.



2017… to będzie piękny rok

       …a to wszystko dlatego, że w tym roku moje postanowienia noworoczne będą zupełnie inne. Nie zamierzam podążać nurtem „nowy rok- nowa ja”. Nie oprawię swoich miesięcy w kluczowe podpunkty i czasy ramowe. Nie nadam etykietki planowania, biegania za niedoścignionym i dążenia do perfekcji. Mimo zmiany daty chcę pozostać taka, jaka jestem, z moimi dziwacznościami, które lubię i akceptuję.

       W tym roku chcę zarażać uśmiechem i ogromną dawką optymizmu, planuję każdego dnia dziękować słońcu za wschody i zachody, a na twarzy pragnę rysować olbrzymi uśmiech. Moje serce zamierzam wypełnić spokojem i miłością do ludzi. Czerpać radość z życia! Od nowa zakochiwać się w błękicie nieba, w tańczących płatkach śniegu i kroplach deszczu osiadających na włosach. Zatracić się w głośnym śmiechu na środku ulicy, nie zważając na dziwne spojrzenia obcych.
       2017 będzie pięknym rokiem, ponieważ nadal będę kontynuowała swoją pracę nad byciem lepszą córką, siostrą i dziewczyną. Każdego miesiąca pragnę stawać się coraz lepszym człowiekiem i wiem, że małe cuda, które otaczają nas na co dzień, doskonale mi w tym pomogą.   



       Moi drodzy Czytelnicy! Przygotowałam dla Was zadanie. Nie jest ono łatwe, wymaga systematyczności, a przede wszystkim wlania ogromnej porcji ciepła do zatwardziałych serc.
Podaruj uśmiech nieznanej osobie, pomóż uroczej staruszce lub skacz i tańcz, jak gdybyś znów miała 10 lat. Każdego dnia zapisuj przynajmniej jedną milą rzecz, która Ci się przytrafiła. 2017 ma 365 dni, a to oznacza, że masz 365 okazji do uczynienia swojego życia lepszym. Ja już zaczęłam notować „Małe Cudy” na co dzień. A Ty?


Pięknego 2017 roku!