17.06.2018




       Nie powiem, że wstaję wcześnie. Wręcz przeciwnie. Powiem Wam, że wreszcie nauczyłam się spać! Uchylam delikatnie okno, przykładam głowę do poduszki, całuję J. na dobranoc, układam się w najwygodniejszej pozycji tak, aby oczywiście zostawić jeszcze miejsce dla mojej drugiej połówki i zasypiam. Oddycham spokojnie, miarowo, czasem może chrapię? Trudno stwierdzić, bo sen twardy mam jak kamień. Rankiem, a może już wczesnym południem otwieram oczy, ziewam szeroko i przeciągam się bardziej leniwie niż kot wygrzewający się na słońcu. Obserwuję smugi światła tańczące na ścianach, nasłuchuję odgłosów rozbudzonego już dawno świata i gdy burczący brzuch daje o sobie znać drepczę do kuchni na śniadanie. Aromat kawy, masło orzechowe, świergot ptaków i słońce wpadające do pokoju sprawia, że zupełnie zapominam jaki dzień tygodnia mamy. Zupełnie zapomniałam o gonitwie, grafikach, wyścigach, czy ważnych datach w kalendarzu, które mówią co danego dnia mamy robić. Niebezpieczna wolność ogarnęła mój umysł. Nie spieszy mi się za niczym, nie czuję presji posiadania, zdobywania ani planowania. Jestem Tu i Teraz i jakkolwiek zwariowanie to brzmi lubię swoje nieodpowiedzialne życie.






       Lubię kończyć jeść swoje śniadanie prawie że w porze obiadowej, lubię jeszcze przed obiadem skoczyć na plażę. Lubię oddalić się od zgiełku miast, żeby nacieszyć się spokojem natury. Odpocząć od nadmiaru świateł, reklam, produktów. Lubię odciąć się na jakiś czas od świata. Tak zwyczajnie nie umalować się i nie myśleć czy odpowiednio dopasowałam bluzkę do spodenek. Z zawadiackim uśmiechem wskoczyć w japonki, związać włosy w dziwną palmę na czubku głowy i z przetartą już ze starości ulubioną torbą wyjść na spacer. Błądzić po nieznanych mi dotąd uliczkach wybrzeża, obserwować sąsiadów, śmiać się do zielonych papug, próbując zrobić im zdjęcie. Po czym wyłączyć telefon. Na kilka godzin, na kilka dni najlepiej! Fajnie jest móc odpocząć!

       Często myślę sobie, że muszę być z innej epoki. Często myślę sobie, że zwyczajnie Pan Bóg pomylił się i powołał mnie do życia w nieodpowiednim momencie. Jakże z moją kruchą i romantyczną duszą miałabym odnaleźć się w tym świecie nadmiaru i nadprodukcji?! Instagram każdego dnia zalewa mnie tysiącem nowych zdjęć, pięknych dziewczyn, modnych ubrań, błyszczących dodatków. Zachodzę w głowę jak one to robią, że zawsze wyglądają tak idealnie, że zawsze mają czas na nakładanie na siebie tych wszystkich kosmetyków, że zawsze są tak przygotowane na jedno zdjęcie? (Mimo że pracuję jako modelka i wiem z czym się je photoshop i jakie cuda można w nim wyczarować.) Nagłówki stron internetowych krzyczą do mnie, że tego sezonu muszę mieć bluzkę w paski i klapki z dziwnym futerkiem, że nie mogę przegapić wielkich zniżek i powinnam wiedzieć jak robić letni makijaż. Zerkam raz jeszcze na te wszystkie popularne dziewczyny i rzeczywiście! Każda ma jakieś kody rabatowe na futrzane klapki, każda promuje nową linię kosmetyków do makijażu i każda dzień w dzień pokazuje nowości jakie udało im się upolować w sklepach... I aż wstyd mi się przyznać, ale wracam do domu, otwieram swoją szafę, przeglądam toaletkę i zastanawiam się czy może rzeczywiście powinnam...?







       Nowa torebka? Nowa bluzka? Nowy kosmetyk, działający od teraz? Nowy zegarek, bo pozostałe 4 inaczej odmierzają czas? Nowe buty? Kolejna do kolekcji podobna sukienka? Bikini? Przecież te z zeszłego sezonu są już takie niemodne... Daję się zwariować!


... po czym do głowy przychodzą mi słowa z Pisma Świętego:


       Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje.” (Mt. 6:19-21)


       ... i nagle cała reszta zdaje się być tak krucha. Cały świat budowany na niezależności, posiadaniu, nadprodukcji zdaje się być małym okruszkiem. Nagle nieważne ile mam torebek ani jaką sukienkę włożę dzisiaj na siebie. To wszystko nieważne... Nie na tym powinniśmy się skupiać, nie na tym budować swoje życie i dobre samopoczucie.





      Ważne jest to, co dajesz drugiemu człowiekowi. To, jak uśmiechasz się do nieznanej Ci osoby i oferujesz swoją bezinteresowną pomoc. To jak wiele znaczy dla Ciebie zwyczajnie prosty dzień, bez fajerwerków, konfetti i oklasków innych...


       Gdzie jest dzisiaj Twoje serce?






25 komentarzy:

  1. Ja jestem zupełnie zwyczajną kobieta... choć moze wstaje trochę wcześniej to w weekendy jem śniadanie w porze obiadu. I uwielbiam być tu i teraz i cieszyć się ze zwykłego dnia spędzonego z mężem!
    Takie z nas zwyczajne dziewczyny! Buziaki :)
    Weronika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swojskie, zwyczajne i wyjątkowe tym samym ! <3
      Buziak ;)

      Usuń
  2. Ahh... minimalizm! Idea by być a nie mieć. Podejście bardzo bliskie mojemu sercu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idea być, a nie mieć... ujęłaś to idealnie ;)

      Usuń
  3. Jak ja Ci zazdroszczę takiego podejścia do życia! Chciałabym umieć tak się nie śpieszyć i nie czuć presji deadlinów. Chciałabym nie mieć do siebie wyrzutów, że codziennie zbyt późno wstaję i nigdy nie mogę się wyrobić z planem dnia. Chciałabym wiedzieć, jak brać życie na spokojnie i chyba trochę wiem. Czasem na przekór czasu, siadam z książką na tarasie i wypinam się na te wszystkie naglące terminy. Czasem spędzam wieczór przed TV przy dobrym filmie i z butelką ulubionego piwa. Czasem spontanicznie wyskoczę gdzieś na rower, odkrywać okolicę. Lubię to :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zagalopuję się czasem. Zdarza mi się dać zwariować nadprodukcji dzisiejszego świata i maniakalnej obsesji "powinnam to mieć, powinnam tak robić". Zdarza mi się martwić o jutro, a nawet i dzisiaj. Zdarza mi się planować źle i narzekać, że moje życie nabiera zbyt szybkiego i nerwowego tempa. Zdarza mi się pobiec w niewłaściwym kierunku, dać się skusić rzeczom materialnym, zatracić w wyścigu po sławę i pieniądze... Zdarza mi się... ;) Ale zawsze przypominam sobie te słowa z Pisma Świętego i wiem, że to wszystko nic, że jest coś znacznie większego i ważniejszego... Wtedy moje serce jest spokojne zupełnie o wszystko ;)

      Pozdrawiam i czekam na wiadomość! ;)

      Usuń
  4. Być może znowu się powtórzę, ale szczęście tkwi w prostocie i drobnych przyjemnościach dnia codziennego, które niekoniecznie muszą się wiązać z dużymi finansami. Ważne ,żeby łapać te ulotne chwile i czerpać z nich jak najwięcej pozytywnej energii na czekające na nas wyzwania:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasem trzeba odpocząć od wszystkiego, odciąć się...ale niestety albo i stety życie wzywa i nie da się wycofać raz na zawsze...
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od punktu widzenia właśnie ! ;) Dla mnie życie to właśnie to! Momenty, gdy pije kawę i kontempluję naturę, gdy spędzam czas z najbliższymi i robię coś dla drugiego człowieka. Oczywiście, że trzeba pracować, wykonywać codzienne obowiązki, płacić rachunki itd.... ale nikt nie mówi, że życie musi być nieustannym pościgiem. Nikt nie mówi, że życie to walka, konkurencja i wielka zbieranina rzeczy materialnych. Nikt nie mówi, że życie polega na odhaczaniu kolejnych przymusowych punktów szkoła, matura, studia, praca itd. Sens życia jest znacznie głębszy niż to ! ;)

      Usuń
  6. Dziwne... Myślałam, że w dzisiejszych czasach wszyscy pędzą, chcąc mieć coraz więcej tytułów/pieniędzy/rzeczy, ale mają za to mniej przyjaciół/czasu/życia... Wczoraj wieczorem, gdy było bardzo przyjemnie i rześko na dworze, wyszłam na taras i spojrzałam w dal na drogę ekspresową, na którą mam widok. Spojrzałam na te przejeżdżające auta i zastanawiałam się, gdzie tylu ludzi o tej godzinie tak pędzi? Ostatnio ktoś wywiera na mnie presje, że MUSZĘ się rozwijać, MUSZĘ dążyć do zwiększenia zarobków, MUSZĘ robić coś, nawet jeśli tego nie lubię, bo tak TRZEBA. Czy rzeczywiście? Jak czytam takie wpisy jak Twój to dochodzę do wniosku, że tak MOŻNA, a nie TRZEBA. I stoję tak w rozkroku między tym co POWINNAM a tym co CHCIAŁABYM i nie potrafię pójść w żadną stronę, przez co czuję, że wcale nie żyję tu i teraz, a może bym nawet chciała?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wszystko jest kwestią wyborów :) To Ty decydujesz o swoim życiu i Ty wiesz co sprawia, że czujesz się spełniona i szczęśliwa ;)
      Kolejne tytuły, więcej pieniędzy i rzeczy materialnych też mogą dawać komuś szczęście, napędzać do działania i motywacji. Ja wolę mieć mniej, ale czuć więcej! ;)

      Pozdrawiam ciepło ;)

      Usuń
    2. Własnie, ciągle ktoś coś na nas wymusza i oczekuje, że to będziemy robić.
      Brak jest szacunku i tolerancji, że może nie wszyscy chcą tak żyć...

      W.

      Usuń
  7. Oj ja tak jak ty lubiłam spać i jeść śniadanie o porze obiadowej :D Dzidziorek daje mi popalić i śpię po 5-6 h mam nadzieję, że z czasem będzie dla mnie łaskawszy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh! Macierzyństwo to już inna i już nie taka sielska bajka ;D Mi póki co zupełnie obca, ale z pewnością przynosi też ogromną dawkę energii i szczęścia.
      Samych wspaniałości dla Ciebie i Twojego skarba ! <3

      Usuń
  8. Przyznam szczerze, że czasami gdzies pędzę, mam wyrzuty sumienia, gdy za późno wstanę, wolę od rana coś robić, ale są tez momenty, gdzie różne rzeczy mnie przytłaczają. Chyba takim dniem, gdzie mam zamiar odciąć się od świata jest poniedziałek. Mam wtedy próby zespołu, więc przez jakies 1,5 - 2 godzin jestem całkowicie niedostępna. Niby nie dużo, ale strasznie potem nie lubię tego momentu, gdy włącze internet, by sprawdzić autobus i nagle...same powiadomienia, smsy, nieodebrane połączenia. Poza tym dużo rzeczy materialnych na pierwszy rzut oka przyciąga mnie do siebie i juz mam ochote kupować, ale sobie przypominam, że przecież nie o to chodzi, aby otaczać się rzeczami materialnymi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie Cię rozumiem ;) Mi też zdarzają się takie dni, gdy pędzę gdzieś na oślep, zapominam o najważniejszych, kuszę się na rzeczy materialne, a potem złoszczę się na siebie, że tak daje się zwariować. To bardzo ważne, a tymczasem tak trudne jest trzymać i pamiętać to, co jest ważne w życiu.

      Ściskam mocno ! ;)

      Usuń
  9. Kochana zupełnie Cię rozumiem.
    Ostatnio pisałam o tym na instagramie, że nie lubię błyszczeć i wariować na punkcie tego wszystkiego dookoła, choć jest to bardzo kuszące, tak jak mówisz, ze wszystkich stron.
    Fala tego wszystkiego zalewa nas, mam tylko nadzieję, ze zostawi nam trochę tlenu, abyśmy mogli oddychać.

    Przepiękny tekst!

    Pzdr,
    W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie według mnie o ten tlen musimy postarać się sami ;) To my musimy wybrać co jest dla nas ważniejsze. To my musimy wiedzieć czym się kierować w życiu, gdzie ulokować nasze skarby, pragnienia i marzenia ;)

      ściskam mocno ;*

      Usuń
  10. Trafiłam tu po raz pierwszy, ale zachwycił mnie Twój styl pisania. Świetnie się czyta to, co piszesz. Poza tym bardzo fajne podejście do życia. Ja sama jak to mówią znajomi jestem osobą bardzo rodzinną i wolącą przyjaciół niż skupianie się na rzeczach... Nawet jeśli chodzi o malowanie się, robię to kilka razy w miesiącu i mi osobiście nie przeszkadza to, chociaż czasem dziwnie się patrzy na nastolatki, które są umalowane dużo mocniej ode mnie, które skupiają się tylko na nowych rzeczach.

    Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A najlepiej, ze czesto te "nowe" rzeczy za pare miesiecy czy tygodni nawet beda uznane za skandalicznie niemodne, w jakis sposob zle i nadajace do smietnika. O zgrozo, pewnie jeszcze przez te sae osoby co je teraz promuja!

      Usuń
    2. Dziękuję! Bardzo się cieszę, że spodobał Ci się mój blog i jego dawka inspiracji. Mam nadzieję, że zostaniesz tutaj na dłużej ;)
      Pozdrawiam !

      Usuń
  11. O tak, kluczem jest pojac, ze zycie nie polaga tylko na powinnosciach. Smiesznie sie zbieglo z Twoim postem, ale ja dzis rano doszlam do wniosku, ze skoro trafil mi sie jeden dzien wolny, to wcale NIE powinnam isc do sklepu albo kosic trawy, albo tysiac innych rzeczy… Jak sie zastanowilam, jedzenia mam fure niemal na tydzien. Trawa wytrzyma ieskoszona jeszcze tydzien, a przynajmniej pol. A reszta… reszta sie ulozy. Nalala wiec sobie kawki smacznej I rozsiadlam na balkonie z ksiazka. I dopiero wtedy poczulam, ze faktycznie mam wolne!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem niektóre rzeczy naprawdę mogą poczekać, chociaż koszenie trawy uwielbiam i jest to dla mnie świetna forma relaksu! Tym bardziej, że tutaj w Hiszpanii ciężko o TAKĄ trawę jaką mamy w Polsce ;D
      Udanego i spokojnego weekendu ! ;)

      Usuń
  12. Ślepe podążanie za modą, za dobrobytem, za posiadanie tego, co wszyscy powinni mieć, a przynajmniej mają gwiazdy, gromadzenie śmieci dla gromadzenia... to jest bez sensu. Lepiej się skupić nie na szczęściu materialnym, lecz na drugiej osobie. Mądrze napisałaś;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczy materialne, nawet te najdroższe, wbrew pozorom nie mają wartości.
      Dzięki! ;)

      Buziak ! ;*

      Usuń