11.10.2017

Przecież od czasu do czasu można sobie pochlipać pod kocem



       Nagle wyskakuje kilka pryszczy na twarzy, włosy nie układają się tak jak trzeba, a motywacji do biegania nie przybywa. Nagle brak pomysłów na obiad i przypala się nawet chleb tostowy. Planujesz wielkie przedsięwzięcia, okraszone lampką zwycięskiego szampana. Zacierasz ręce na obfite kontrakty i współprace, a jakimś cudem stajesz przed zamkniętymi drzwiami. Media społecznościowe do upadłego powtarzają, że masz być najlepsza, pojawiają się miliony idealnych zdjęć na instagramie, a blogerki chwalą się kolejnymi sukcesami. Tymczasem Twoje lustro odzwierciedla nieudacznicę z pryszczem na brodzie, spalonym chlebem tostowym i złudnymi nadziejami. Jedyne na co możesz i chcesz sobie pozwolić to wytarte dresy, wełniane skarpety i objęcia ukochanej, starej sofy. Obowiązkowo dołączają do Ciebie chipsy, niezastąpiona czekolada i w najgorszym wypadku chusteczki higienicznie. Zdarza Ci się tak czasem? To świetnie!





       Serio. Nie dlatego, że źle Ci życzę, ani też nie dlatego, że właśnie na to zasługujesz. Świetnie, bo też czasem tak mam, i sąsiadka obok również, nawet moje znajome koleżanki modelki,uśmiechające się do mnie z bilbordów. Wszyscy mamy chwile całkowitych porażek. Momenty, w których zwyczajnie buntujemy się na wszystko. Zdajemy się krzyczeć: „Zamknięte! Nie wchodzić!” Zakopujemy się pod kocem, wiążemy niedbale włosy na czubku głowy i cicho pochlipując żalimy się na cały świat. Na niepowodzenia, na niespełnione marzenia, na brak romantyzmu, na słabe filmy w telewizji, na pogodę, na brak pocałunków albo ich nadmiar,na złamany paznokieć i brak inspiracji. Łzy spływają po twarzy niczym strugi deszczu, nos robi się czerwony, a smagający drzewa wiatr dopełnia tragizmu sytuacji. I wiesz co? Świetnie! Płacz przynosi ukojenie, w dziwny sposób oczyszcza i uspokaja. Pozwala na przeanalizowanie sytuacji. Wylewając listę smutków zdajemy sobie sprawę z tego, co tak naprawdę nam dolega, przeszkadza.

       Olej nurtujące Cię wyrzuty sumienia, że nie jesteś tak idealna jak Zośka spod piątki, że Twoi rówieśnicy osiągnęli już tak wiele, a Ty nadal nic. Posiedź sobie jeden dzień na kanapie. Tak jak lubisz, w wytartych dresach i bez makijażu. Posłuchaj ulubionej muzyki i pogap się w okno. Tak bezmyślnie. Należy Ci się! Wsłuchaj się w bicie Twojego serca, wyczuj puls, weź kilka głębszych wdechów. Wróć do momentów, które dają Ci najwięcej energii i szczęścia. Uporządkuj swoje myśli, a serce podpowie Ci którędy podążać. Uznaj swój gorszy dzień jako odpoczynek, coś zupełnie normalnego i potrzebnego. Przecież od czasu do czasu można sobie pochlipać pod kocem. Zregenerować siły, ponarzekać, aby później móc naprawiać ze zdwojoną siłą.




        Następnie wstań, wytrzyj oczy i rusz do przodu. Zacznij od nowa jeśli trzeba, zapukaj ponownie do tych samych drzwi, sprawdź, co lepszego możesz zrobić dla siebie. Nie zadowalaj innych, nie staraj się nawet podążać czyjąś wytartą ścieżką. Stwórz swoją własną. Taką z płaczliwymi momentami na sofie, z dłońmi wzniesionymi do góry, z głośnym śmiechem i piersią pełną świeżego powietrza. To ma być Twoja ścieżka i droga do sukcesu. Wymarzona, odzwierciedlająca Ciebie. Uczyń ją wspaniałą! I pamiętaj, że nie cel podróży jest ważny, ale przebyta droga.


06.10.2017

Ciekawostki z życia w Hiszpanii



       Roszczę sobie prawa do napisania kolejnej części ciekawostek z życia w Hiszpanii. Poprzedni post cieszył się wielką popularnością i padło wiele pytań oraz komentarzy odnośnie mentalności i przyzwyczajeń Hiszpanów. Jeśli ominęliście pierwszą część tego postu to koniecznie zajrzyjcie tutaj -> Hiszpania Ole! - czyli o zabawnej naturze Hiszpanów i ich irytujących przyzwyczajeniach. A dzisiaj zapraszam na kolejną cześć intrygujących faktów! Gotowi?





1.     Chodzą w butach po domu


      Nie wiem dlaczego wcześniej nie zwróciłam na to tak szczególnej uwagi. Pewnie dlatego, że do tej pory nie zaprzątałam sobie głowy codzienną krzątaniną po domu. Zapomniałam o odkurzaniu i myciu podłóg, a chodzenie w butach po domu odbierałam jako typowy akcent zachodnich kultur. Wygodny i leniwy tym samym. Przy pierwszych próbach zdejmowania obuwia zaraz po wejściu do domu spotkałam się z głośnym sprzeciwem, że jak to tak?! Bez butów? Po domu? Nie, nie i jeszcze raz nie! Faktycznie przywykłam do ładowania się w szpilkach czy sneakersach do czyjegoś domu. Stało się to normalnym hiszpańskim przyzwyczajeniem. Do czasu... Do czasu, gdy wprowadziłam się do mojego pierwszego mieszkania w Katalonii. Moje polskie przyzwyczajenia stanowczo zaprotestowały! Cała Hiszpania może nadal paradować w butach po pokojach, ale nie w moim domu. Basta! Kropka!   


2.     Czuj się jak u siebie w domu


       Ta zasada w Hiszpanii działa wyjątkowo odważnie. Czuj się jak u siebie w domu oznacza dosłownie JAK U SIEBIE W DOMU. Jak wygląda to w praktyce? Możesz rozłożyć się wygodnie na kanapie i nie przejmować się zasadami savoir vivre. Z pewnością siebie możesz zarzucić nogi na stojące obok krzesło czy uciąć sobie drzemkę. Spragniona? Głodna? Przecież wiesz, gdzie jest kuchnia! Nie krępuj się! Bierz co chcesz! Czuj się jak u siebie w domu! Tylko dla mnie to delikatnie krępujące. Przecież nie mogę zjeść tym biednym ludziom całego opakowania czekoladek lub rozłożyć swojego dwumetrowego ciała na kanapie, nie pozostawiając przy tym miejsca dla innych gości. Eh... To nie takie łatwe Jak u siebie w domu... 





3.     W czasie deszczu dzieci się nudzą


       Otóż dzieci tutaj się nie nudzą! Deszcz nie pada! Podczas mojego prawie dwumiesięcznego pobytu w Hiszpanii padało zaledwie kilka razy. Moje ciało zaczęło tęsknić za deszczową aurą, za chłodnymi wieczorami, gdy krople deszczu stukają o szyby w oknie, a ja z przyjemnością zanurzam się w objęciach swetra i koca. Takie rzeczy nie dzieją się w Hiszpanii! A przynajmniej nie aż tak często. Z delikatnym przekąsem stwierdzam, że tutejsza pogoda jest bardzo monotonna. Słońce, błękitne niebo i ciepło. Oh! Co za nuda! Piszę dla Was ten post w drugiej połowie września, siedząc na kanapie w luźnym t-shircie i  szortach jeansowych. Nadal cieszę się wygodą sandałków i ani mi się śni wychodzić z domu bez okularów przeciwsłonecznych. Raj na ziemi! Tylko gdyby tak deszcz odwiedzał nas trochę częściej, zrosił uschłe rośliny, nawilżył trawniki i pobudził do życia. 


4.     Kraj winem płynący


       Gdybyście zobaczyli moją zdziwioną minę w restauracji, gdy w hiszpańskim menu wyczytałam, że cena gazowanej wody jest wyższa niż wino! Szok i niedowierzanie! Bo jak to tak? Nic tylko sączyć wino wieczorami przy romantycznej muzyce i zachodzie słońca, pozwalać sobie na wino do obiadu i na imprezach. Jako osoba, która od zawsze z alkoholi wybiera najczęściej wino, nie mogłam trafić lepiej niż mieszkając w Hiszpanii! Wasze zdrowie! Brakuje tylko w moim nowym mieszkaniu lampek właśnie do wina. O ironio!






5.     Brawa dla kierowców


       Za cierpliwość i za uśmiech, za pomachanie mi i dodanie pewności siebie za kółkiem. Wielkie brawa dla hiszpańskich kierowców! Gdy ociągam się na skrzyżowaniach lub wielkich rondach, nie trąbią na mnie wściekle popędzając i niepotrzebnie stresując. Gdy rozglądam się za danym adresem i stoję na środku drogi, nie słyszę żadnych wyzwisk i nadużytych słów na K. Kultura, cierpliwość i sielanka. Kochani, słoneczni Hiszpanie. Nigdzie się nie śpieszą, nie złoszczą, nie popędzają. Jak cudownie! Tylko na miłość boską, mogliby włączać kierunkowskazy!    

 

6.     Życie jak w Madrycie


     Luksusowe ville, ekskluzywne apartamenty, czy prywatne domki i wspólnoty mieszkaniowe, dla większości Hiszpanów basen w ogrodzie to coś oczywistego. Przechadzając się między uliczkami przyznaję się do częstego zapuszczania żurawia na posesje sąsiadów, praktycznie zawsze na ścianach domów tańczą jasnoniebieskie smugi światła, odbijane przez kołyszącą się wodę w basenie. Przy wysokich temperaturach muszę się mocno zapierać, aby przypadkiem nie wskoczyć do jednego z nich.   

     

7.     Wakacje rzecz święta


       I nie ma zmiłuj się, że musisz coś załatwić, że terminy gonią i nie możesz czekać. Dla Hiszpanów wakacje to rzecz święta. Wyjątkowo upodobali sobie sierpień, wtedy wszyscy zwalniają, wiele instytucji jest zamkniętych lub pracują tylko w godzinach porannych. Każdy na wakacjach, bo wiadomo – należy się! Jak na złość popsuł mi się samochód. W sierpniu! Wielką komplikacją okazało się znaleźć mechanika, który nie wywinie się pod przykrywką wakacji. Po wykonaniu kilku telefonów dostałam wiele zaproszeń na wrzesień, a w sierpniu musiałam radzić sobie bez auta. Hiszpańskie zasady! Wakacje rzecz święta!

 

8.     Angielskie doświadczenia


      Gdy już mowa o wakacjach, wypadałoby wspomnieć, że wielu Hiszpanów na wakacje wybiera się... do Hiszpanii! Nie ma się czemu dziwić, kraj jest tak bogaty w oferty turystyczne, że nie sposób nie skorzystać. Góry, morze, pustynie, wyspy i tropikalny klimat. Raj na ziemi! W związku z tym Hiszpanie nie kwapią się do nauki języka angielskiego. Nie mają tej dziwnej presji, że „bez angielskiego ani rusz!” Oni ruszają się świetnie, z wielką dumą, że ich rodowity język jest jednym z najpopularniejszych języków świata. Z pewnością będą mogli dogadać się ze wszystkimi. Ot, hiszpańska natura, przez którą cierpię ja. Zmuszona łamać sobie język moim początkującym hiszpańskim.





9.     Przemyśle kosmetyczny! Gdzie jesteś?


       Gdy zapasy moich polskich ulubionych kosmetyków powoli dobiegały końca, spokojnie zaczęłam rozglądać się za hiszpańskimi zamiennikami. Już czułam nutkę ekscytacji na myśl o testowaniu nowych kosmetyków. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że Hiszpania pozostawia wiele do życzenia, jeśli chodzi o przemysł kosmetyczny. Półki uginają się od drogich kremów ekskluzywnych marek lub wręcz przeciwnie... balsamy, żele do mycia twarzy itd z przerażającym składem! Gdzie podziało się moje kochane naturalne Sylveco? Vianek? Kosmetyki, które dbają o moją skórę, a tym samym i portfel? Pomocy!


10.Bagietka, bagietka i jeszcze raz bagietka!


       Nieważne, czy na stole króluje pasta, sałatka czy owoce morza, bagietka zdaje się pełnić najważniejszą rolę. Hiszpanie nie wyobrażają sobie ucztowania bez bagietki. Na początku sama dziwiłam się tym przyzwyczajeniom. Po co kroić chleb, jeśli na obiad jest spaghetti? Po dłuższym czasie w Katalonii sama łapię się na tym, że zwyczajnie sięgam po bagietkę. Chrupiąca, świeża, idealna z sosem,olejem i pieprzem. Rozpływa się w ustach! Trzeba ją jeść! Koniec, kropka.




       Hiszpania z pewnością ma jeszcze wiele fascynujących faktów, które z wielką ekscytacją pragnę odkrywać przez kolejne miesiące. Chcecie poznawać ten kraj razem ze mną? Zostańcie na Paulina G Lifestyle i koniecznie dajcie łapkę w górę na fanpage’u, aby być na bieżąco.



Ściskam mocno,

Wasza Paulina G Lifestyle 



02.10.2017

Wrzesień pod lupą



       Miał być pełen motywacji, perfekcyjnie zorganizowany, przewidywalny i pracowity. Miał przynieść ze sobą powiew małych zmian, ale nie tych, które wywracają życie do góry nogami. Zapowiadał się pod grubym kocem i wśród szeleszczących złotych liści. Miał być z górą książek na parapecie, zimnymi dłońmi i rozglądaniem się za wełnianymi skarpetami. Planowałam wrzesień, a on zaskoczył mnie zupełnie. Jak wyglądał ubiegły miesiąc? Zerknijmy pod lupą!



 

Blogowo                                                            


       Dłuższy brak internetu sprawił, że czułam się zupełnie odcięta od świata, a tym samym od Was moi kochani Czytelnicy. Starałam się być na bieżąco i w kontakcie z Wami, jakkolwiek wrzesień płatał mi figle. W tym miesiącu opublikowałam 7 wpisów z czego najchętniej czytane to:




       
Chcę Wam bardzo gorąco podziękować za Waszą obecność i aktywność. To naprawdę coś wspaniałego otrzymywać wiadomości i komentarze od tak wspaniałych osób. Dodajecie mi energii i motywacji! Dziękuję!

       Witam również nowych Czytelników i zachęcam do polubienia mojego Fanpage’a Paulina G Lifestyle. Jest nas coraz więcej!





Zawodowo


       Zdaje się, że wrzesień nie przygotował dla mnie żadnych projektów modowych. Przygotowuję się na jesienny sezon, który zacznie się już na początku października. Póki co zaopatrzyłam się w nowe polaroidy, które pełnią rolę mojego CV w świecie mody. Zapewniam również, że kolejny miesiąc przyniesie ze sobą mnóstwo nowych publikacji z mojego życia jako modelki. Pozostańcie czujni!


Sielankowo

      
       Ta kategoria we wrześniu z powodzeniem mogłaby nazywać się burzą zmian, przewróceniem mojego życia do góry nogami, ale wszystko to ma w sobie tyle wdzięku i szczęścia, że przystaję na nazwę Sielankowo. Miesiąc umknął mi na błogim wpatrywaniu się w pieniące się fale, oglądaniu zachodu słońca nad morzem i słonych kąpielach. Napawałam się ciepłym słońcem, które do tej pory każdego ranka daje mi przepiękny prezent w postaci promieni słonecznych, wpadających w okna mojego pokoju. Wrzesień ani trochę nie przypominał mi o nadchodzącej jesieni czy długich deszczowych wieczorach. Wolne chwile starałam się wykorzystywać na świeżym powietrzu, poznając coraz to bliższe okolice Barcelony.




       Wrzesień wyjątkowo szczególnie zaznaczył się w kalendarzu. Mój świat przewrócił się do góry nogami i do tej pory nie mogę uwierzyć we własne szczęście. Powiedziałam TAK najważniejszemu mężczyźnie w moim życiu. Zostałam narzeczoną, dumnie noszącą pierścionek od lubego. Chwila tak magiczna i romantyczna, że planuję oddzielny post o oświadczynach. Być może pojawi się kilka artykułów o ślubnej tematyce. Co Wy na to?





       Zmian ciąg dalszy! W tym miesiącu zmieniłam adres po raz kolejny! Tym razem wylądowałam w niewielkim miasteczku oddalonym o niecałe 70 km od Barcelony. Zamieszkałam w malutkim przytulnym mieszkaniu położonym niecałe 10 min pieszo od plaży i malowniczego miejsca Roc de Saint Gaieta. (Pisałam Wam o tym miejscu kilka miesięcy temu, nieświadoma, że już wkrótce stanie się ono moim sąsiedztwem). Wolne dni września spędzałam na urządzaniu się, kupowaniu ulubionego kubka do kawy i kontemplowaniu chwil Tu i Teraz. Mówię Wam, można zakochać się w życiu!

      Moje skromne hiszpańskie progi odwiedziła najwspanialsza przyjaciółka Mama. Razem spacerowałyśmy po plaży, sączyłyśmy wino późnymi wieczorami i zajadałyśmy się owocami morza. Spędziłyśmy razem wspaniały czas pełen śmiechów, beztroski i ciepłych rozmów. Błoga sielanka!





Zakupy


       W tym miesiącu moja lista zakupów zapełniła się rzeczami perfekcyjnej pani domu. Kupowałam urocze kubki na kawę, świeczki, poduszki i sztućce. Zaopatrzyłam się w przepiękny kosz wiklinowy na pranie, dwa malutkie wrzosy i suszarkę na naczynia. Brakuje mi tylko lampek do wina... Cóż za Pani Domu. Gdzież podziały się moje sukienki,szpilki i kosmetyki? Ah!        




4 najlepsze zdjęcia


       Zdjęcia, które budzą największe zainteresowanie na instagramie





       Koniecznie napiszcie jak wyglądał Wasz wrzesień! Równie tak dynamicznie? Czy raczej mogłyście napawać się spokojem? Czekam na Was w komentarzach!




Wspaniałego października!  



24.09.2017

Kosmetyki, które uratowały moje włosy



       Budzę się jeszcze przed alarmem, leniwie przeciągam swoje długie ciało i poprzez zasłonięte rolety próbuję odgadnąć jaka będzie dzisiaj pogoda. Oczywiście Hiszpania nie zaskakuje zazwyczaj zmiennością i jeśli chodzi o pogodę ciągle świeci słońce i jest ciepło, jakkolwiek zdarzają się kapryśne dni, które przypominają mi długie wieczory z gorącą herbatą w rodzinnym domu w Polsce. Takie deszczowe dni są najgorsze nie tylko dla naszego samopoczucia, ale również dla włosów, które niesfornie skręcają się w puszyste loki, są rozwiane, brak im objętości i uniesienia u nasady. Istny koszmar! Taka fryzura z pewnością może popsuć dzień. Nerwowe przeglądanie się w lustrze i nieudolne próby ich ułożenia. Dzisiaj chcę Wam przedstawić nową miłość, kosmetyki, które uratowały moje włosy.

       Większość z Was wie, że pracuję jako modelka. Codzienne zabiegi stylistyczne wykańczają moje włosy. W ciągu jednej sesji zdjęciowej na mojej głowie powstaje niezliczona ilość fryzur. Od kręconych, po prostowane, tapirowane, lakierowane... Ghr... można wymieniać bez końca, nie wspominając przy tym o fryzjerkach, które zawsze uważają, że im więcej lakieru, tym lepiej, a kolejna sesja prostowania prostych już włosów wcale nie zaszkodzi. Takie dni oznaczają mękę, a tym samym próbę przetrwania dla moich włosów. Co ratuje mnie z opresji i jak radzę sobie z pielęgnacją? Zobaczcie poniżej!





Vianek

      
       Oczywiście pierwszym krokiem zaraz po zakończeniu sesji zdjęciowej jest pozbycie się wszystkich produktów, jakie zostały nałożone na moje włosy przez cały dzień. Z ogromną ulgą zmywam z nich lakiery, kolorowy puder, wsuwki, które jakimś cudem ukryły się między kosmykami, czy wściekle wyrywające włosy gumki recepturki, które może nie są wygodne i najlepsze, ale za to nie widać ich na zdjęciach. Do tej pory stosowałam wiele różnych szamponów, unikałam SLS- ów i  zbędnych substancji. Potrzebowałam czegoś delikatnego, a tym samym skutecznego. Codzienne mycie włosów wykańczało i osłabiało je. Po każdym czesaniu zauważałam coraz większą ilość pozostawionych na szczotce kosmyków. Moje włosy wołały o pomoc. Każdy z szamponów przynosił tylko chwilową poprawę, potrzebowałam produktu, który idealnie umyje skórę głowy, nie podrażniając jej. 






       Odpowiedzią na problem okazał się Vianek normalizujący Szampon do włosów normalnych i przetłuszczających się. Wzbogacony w ekstrakt z pokrzywy reguluje pracę gruczołów łojowych, wzmacnia cebulki i hamuje wypadnie włosów, co zauważyłam od razu po kilku stosowaniach. Włosy stały się mocniejsze i grubsze. Olejek eukaliptusowy tonizuje skórę głowy i odświeża. Moje włosy odzyskały miękkość i elastyczność dzięki zawartym w szamponie panthenolu i kwasie mlekowym. Szampon zapewnia mi pewną ochronę i skuteczność przy każdym myciu włosów, nawet po najbardziej kłopotliwej sesji zdjęciowej, która funduje mi artystyczny bałagan na głowie i zniszczenie włosów. Vianek daje radę!


Sylveco

      
       Dopełnienie całego rytuału! Produkt, bez którego obecnie nie wyobrażam sobie skutecznej pielęgnacji. Nadaje włosom blasku, gładkości i elastyczności. Podczas stosowania spostrzegłam, że moje włosy stały się mocniejsze i zdrowsze, nie dostrzegam już białych, irytujących końcówek, które łamią się i rozdwajają. Codziennie mycie głowy stało się przyjemnością, wiem, że moje włosy są w najlepszych rękach. Pod opieką Sylveco żadne zabiegi stylistyczne nie są mi straszne. W pracy nie krzywię się za każdym ruchem prostownicy lub lokówki. Zaprzyjaźniłam się ze stylistkami, które tworząc dane fryzury na sesje zdjęciowe, zwyczajnie wykonują swoją pracę. Natomiast ja każdego dnia dbam o swoje włosy razem z Sylveco. Lniana maska do włosów zawiera ekstrakt z nasion, len zwyczajny oraz olej kokosowy. Ta magiczna mikstura sprawia, że włosy odzyskują swoją świetną kondycję, a ja mogę cieszyć się zdrową strukturą włosa każdego dnia!






A jaki jest Twój ulubiony zestaw do pielęgnacji włosów?






20.09.2017

O rany! Znów zmieniłam adres!



       Przywykłam. Od pięciu lat zmieniam adres co trzy miesiące. Pakuję swoją wielką walizkę, biorę komputer pod pachę, a w dłoni trzymam paszport, przepustkę do życia włóczykija. Podróżuję czy żyję na walizkach, ludzie różnie to zwą. Dla mnie stało się to stylem życia, uzależniającą dawką adrenaliny. Uwielbiam poznawać nowe miejsca, zagłębiać się w odmiennej kulturze i obyczajach. Razem z nowymi smakami chłonę całą atmosferę, obserwuję ludzi, przyzwyczajam się do otaczających mnie zapachów i kształtów. Pierwsze dni w nowym kraju zawsze są jak sen na jawie. Wszystko takie nietypowe, odmienne. Nawet powietrze pachnie inaczej! Buszuję po supermarketach i nie odnajduję typowych polskich produktów, próbuję przeczytać instrukcję obsługi danych przedmiotów i nic! Zupełny galimatias! I wiecie co? Uwielbiam to!  Czuję wtedy, że cały świat stoi otworem. Rozpiera mnie siła i energia do poznawania nowych miejsc, a ciało nieomylnie podpowiada, że to miejsce odmieni moje życie. Tak jest za każdym razem. W każdym z miejsc poznaję nie tylko nowy język, kulturę i ludzi, odkrywam również samą siebie. 

       Pisarka Mary Anne Radmacher napisała: 


       „Nie jestem tą samą osobą, odkąd zobaczyłam blask Księżyca na drugim końcu świata.





        Moja długa podróż przywiodła mnie do Hiszpanii, do miejsca, w którym pierwszy raz w życiu powiedziałam TAK! Od niespełna miesiąca stałam się mieszkanką Katalonii. Chłonę nowy język, poznaję tradycje i obyczaje tego kraju i powoli staję się częścią tej społeczności. Czy to oznacza koniec mojego życia jako włóczykija? Czas pokaże! Z pewnością nie odmówię kolejnym podróżom, bo to właśnie one kształtują moją osobowość. Teraz będę słodko leniuchować. Popijać wino w restauracji nad brzegiem morza, zajadać  się bagietką i owocami morza. Będę smakować życie razem ze słoną bryzą i wiatrem we włosach. Spróbuję mówić po hiszpańsku i wymachiwać rękoma z tak wielkimi emocjami jak rodowite Hiszpanki. Z polską duszą i miłością do świata będę poznawać kolejny kraj. Witaj Hiszpanio!







       To również oznacza zmiany na blogu! Nadal będziemy odkrywać razem świat, szukać recepty na szczęście i zaglądać za kulisy życia modelek. Pokażę Wam również jak mieszkam w Hiszpanii, oprowadzę Was po uliczkach Barcelony i innych magicznych miejscach. Odkryję przed Wami tajemnice hiszpańskiej mentalności oraz ich przyzwyczajenia. Pozwólcie mi jednak rozgościć się wygodnie w moim nowym mieszkaniu. Rozpakować się na dłużej, kupić ulubiony kubek do kawy, rozkoszować się wygodną sofą z widokiem na kołyszącą się błękitną  wodę w basenie i co najważniejsze podpiąć się do zbawiennych łączy Internetu!

       Zostajecie razem ze mną? Zapraszam -> tutaj oraz w skromne progi instagrama G_Pauli


Osiedlająca się,

Paulina G Lifestyle


BLUZKA- ZARA
PLECAK - ZARA
BUTY - NIKE



16.09.2017

Hiszpańskie wesele



       Gdy wypowiem słowo wesele jaka pierwsza myśl przychodzi Wam do głowy? Kościół udekorowany kwiatami? Chwile wzruszenia? Dobre jedzenie przez całą noc i zabawa do białego rana? Głośna muzyka, parkiet pełen gości wirujących w tańcu i honorowa Para Młoda? Myślę, że każdy z nas ma zupełnie inne wyobrażenie idealnego ślubu, co więcej, każdy kraj ma swoje własne tradycje i sposób organizowania tak wyjątkowych imprez. W zeszły weekend miałam okazję zobaczyć jak wygląda typowe hiszpańskie wesele! Jesteście ciekawi czy polskie wesela bardzo różnią się od zachodnich tradycji? Usiądźcie wygodnie, zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie...





       Przepiękny ogród z krętymi ścieżkami wyłożonymi jasnoróżową kostką. Soczyście zielona trawa, na której zostały ustawione kwiaty w drewnianych donicach, wielkie białe litery na cześć bohaterów wieczoru - Christian i Lorena, z dumą witają gości. Po prawej stronie tuż przy głównym wejściu do restauracji znajduje się mały kącik wspomnień. Na tablicach umieszczone są zdjęcia Pary Młodej. Uśmiechnięci we Włoszech, zabawne selfie, wspinaczka górska, spacer z psem... najpiękniejsze momenty zatrzymane w kadrze, historia dwojga ludzi, którzy już niedługo powiedzą sobie TAK. Kątem oka zerkałam na wejście do restauracji, ustawione stoły i dekoracje. Skłamię, jeśli powiem, że nie burczało mi już w brzuchu. Zbliżała się godzina 19, a to jak na moje polskie weselne przyzwyczajenia zdecydowanie późna pora. Tymczasem Hiszpanie uwielbiają organizować wesela o zachodzie słońca. Powietrze robi się zdecydowanie chłodniejsze, a widok znikającej za horyzontem złotej kuli tworzy romantyczny klimat. Wróćmy jednak do najważniejszego!






Ceremonia zaślubin

      
       Podczas gdy nasz polski klimat płata figle i droczy się z Parą Młodą tak też Hiszpanie słyną z organizowania wesel w plenerze. Nie martwią się deszczem, wichurą czy niespodziewanym spadkiem temperatury. Stawiają piękne altany, dekorują kwiatami, rozkładają królewskie dywany i z pewnością siebie zapraszają gości. Żadna pogoda nie zepsuje im tego wyjątkowego wydarzenia. Szczęściarze... Jak przystało na hiszpańskie wesele ceremonia odbyła się w plenerze tuż przy restauracji. Przepiękne patio z widokiem na górzyste tereny i migające w oddali światła Madrytu tworzyły iście filmową scenerię. Fioletowy dywan usypany kwiatami, prowadził prosto do ołtarza – altany udekorowanej świecami i wstążkami. Elegancko, uroczyście, a tym samym przytulnie i swojsko. Właśnie tak mogłabym określić atmosferę tego wesela.  





       Ceremonię rozpoczęło wejście Pana Młodego wraz z jego mamą. Następnie wszyscy niecierpliwie wyczekiwali Panny Młodej. Tutaj wyrazy współczucia dla mężczyzn, których droga do ołtarza nie jest aż tak spektakularna jak kobiet. Wybaczcie! Jakkolwiek lejące się materiały białej sukni, sunące treny i falujące welony zdecydowanie wpisują się do jednej z piękniejszych atrakcji wieczoru. Tym razem też tak było! Panna Młoda kroczyła dumnie po rozłożonym specjalnie dla niej dywanie, podtrzymywała spadające kaskady białej sukni, a welon sunął się z wdziękiem  zbierając rozsypane płatki róż. Ah! Tutaj muszę zaznaczyć, że po raz pierwszy widziałam zaskoczenie na twarzach przyszłych małżonków, którzy do tej pory nie widzieli się w weselnych kreacjach. Podoba mi się ten akcent! Taki filmowy, hollywoodzki, romantyczny! W Hiszpanii pomija się błogosławieństwo oraz wspólną drogę narzeczonych do kościoła, stąd też droga Panny Młodej do ołtarza jest spektakularnym momentem. Łzy wzruszenia, zaskoczenie na twarzy przyszłego małżonka, chwila oczekiwania na magiczne słowa przysięgi.

 

Biorę sobie Ciebie za męża i...


       Obecnie bardzo popularne są osobiste przysięgi, piękne listy napisane z głębi serca. Wspomnienia, uczucia i ta intymna sfera, w której małżonkowie tworzą własną obietnicę na całe życie. Tak też było i tym razem. Długie przemowy pełne wzruszeń i emocji, historia pierwszych randek i wyznania miłosne. Ohy i Ahy! W tym momencie nie ma chyba tak stalowego serca, które nie uroniłoby chociaż jednej łezki.

       Po złożeniu przysięgi i nałożeniu obrączek nadchodzi czas na zapalenie świecy. To hiszpańska tradycja, w której za pomocą dwóch płonących świec, trzymanych przez małżonków zapala się trzecia, największa. Symbolizuje ona jedność, połączenie dwóch dusz w jedną i obietnica na całe życie. Chwila rozmarzenia, wielkie brawa, obsypanie nowożeńców ryżem jako zakończenie ceremonii i czas na wielką zabawę! Ale...



Małe „Pika Pika”


       Zanim goście zasiądą do stołów, a talerze wypełnią się sycącymi potrawami konieczne jest Pika Pika. Co to takiego? Nic innego jak aperitivo, przekąski podawane przez kelnerów przed wejściem do restauracji. Patio wypełnia się tacami, ciężkimi od rybnych nugetsów, kremu z łososia, szaszłyków z owoców, sajgonek, sushi czy malutkich kwadratowych tostów z tradycyjnym serem. Nie obędzie się również bez lampki wina. Taki hiszpański koktajl trwa niecałą godzinę. Goście przez ten czas witają się z resztą rodziny lub znajomych, gratulują Parze Młodej i zwyczajnie ganiają za kelnerami, podjadając wszystkie pyszności. Bardzo często jest to również okazja do zrobienia sobie pamiątkowych zdjęć z nowożeńcami typu Just Married.





Kolacja


       Po rozdrażnionych żołądkach przez małe przekąski wreszcie nadchodzi czas na porządną kolację! Na stoły kolejno wjeżdżają przystawki, dania główne i desery. Tutaj jednak byłam zaskoczona, gdyż jest to jedyny i ostatni posiłek podczas całego wesela. Restauracja oferuje w menu 3 lub 4 posiłki plus deser i zamyka swoją kuchnię. Co oznaczają trzy dania? Przystawkę – w moim przypadku było to pure z owoców morza i lampka białego wina. Pierwsze danie – ryba z warzywami oraz tradycyjnie lampka białego wina. Drugie danie stek z wołowiny z pieczonymi batatami i dla odmiany czerwone wino. Po sycących potrawach czas na deser, czyli czekoladową tartę lub ciasto francuskie z owocami. Pyyyyszności! Po takiej kolacji ciężko jest czuć się głodnym, jakkolwiek po raz kolejny moje polskie przyzwyczajenia dały o sobie znać. Czułam dziwny niedosyt. Jak to nie ma więcej deseru? A nie ma żadnej sałatki do spróbowania? Czy kucharze niczym już nas nie zaskoczą?



Nie pijemy wódki...


      Czy pocałunek był czy też nie był wódki w Hiszpanii się nie pije. Za co wielkie brawa. Podczas całego wesela nie polała się ani jedna kropla, żadnych tłuczonych kieliszków, picia na drugą czy dziesiątą nóżkę. Nic! Zero! Białe i czerwone wino oraz szampan. Idealnie, kulturalnie, kropelkami do degustacji. Brawa Hiszpanio!






Żeby tradycji stało się zadość...


       Podczas gdy my Polacy kołyszemy się przy stołach podczas śpiewania „do przodu, do tyłu...” czy narzekamy na gorzką wódkę, Hiszpanie mają własne gry i zabawy. Jedną z najbardziej zaskakujących okazało się dla mnie machanie białymi serwetami na cześć Młodej Pary. Gdy Młodzi wchodzą do restauracji, wychodzą na środek parkietu lub goście zwyczajnie chcą wznieść toast zamiast kieliszka w górę, podnoszą białe serwety i obracają nimi dookoła niczym jeźdźcy na rodeo. Wygląda to przekomicznie! Co jakiś czas krzyczą Viva los novios, co oznacza 100 lat dla Młodych, a białe serwety wirują w powietrzu. Viva!



Zabawa do białego rana


       Zaczyna się! Tańce, hulanki i swawole. Śmieszne kroki, wygibusy, tradycyjne macareny, asereje czy nowoczesne despasito. Hamulce znikają, wszyscy bawią się wybornie i porywają do tańca. Kolejna różnica, którą udało mi się przyłapać to, że Hiszpanie nie przepadają za tańcem partnerskim, zwyczajnie faworyzują się w kółeczkach, zabawnych krokach, które wszyscy naśladują, kołysaniu się w rytm muzyki i rozmawianiu. Inaczej, ale też można się przy tym dobrze bawić. Długie suknie kobiet wirują w tańcu, wypolerowane pantofle mężczyzn świecą się na parkiecie, uśmiechnięci nowożeńcy szczęśliwi jak nigdy przedtem. Ah! Przetańczyć chcę całą noc...






       I ja tam byłam, miód i wino piłam... A Wy? Byliście kiedyś na zagranicznym weselu? Jakie są Wasze wrażenia z takich imprez? Koniecznie dajcie znać w komentarzach, a jeśli wpis Was zainteresował, podajcie go dalej!



Tanecznego weekendu!   

SUKIENKA - A. RUDZKA (TUTAJ)
BUTY - WOLSKI (TUTAJ)